Szczęsny wrócił przed szóstą. Liverpool rozbił Arsenal

Autor: Patryk Prokulski | 08.02.2014 15:35 | komentarzy: 35 | kategoria: Recenzja meczu |

W hicie kolejki na wyspach Liverpool zmasakrował Arsenal Londyn, wbijając piłkarzom Wengera aż pięć goli i powtarzając tym samym wyczyn sprzed 50 lat!

 „Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy!” – tymi słowami Andrzej Twarowski rozpoczyna każdy komentowany przez siebie hit Premier League. Chociaż dzisiaj to nie duet Twarowski-Nahorny raczył nas swoim głosem podczas 90 minut na Anfield, zapięcie pasów było elementem obowiązkowym dla oglądania tego meczu. Tempo narzucone przez Liverpool od pierwszych sekund po prostu wgniotło w fotel.

Niektórzy z kibiców na Anfield Road pewnie nie zdążyli jeszcze zająć swoich miejsc, a Wojtek Szczęsny już musiał wyciągać piłkę z bramki. Świetnie wykonany rzut wolny na bramkę zamienił Skrtel. Masakrowanie Arsenalu zaczęło się już w 52. sekundzie, a piłkarzy Arsenalu czekało jeszcze 90 najgorszych minut w sezonie.

Na kolejne bramki nie trzeba było długo czekać. W 10. minucie Skrtel piękną główką podwyższył po dośrodkowaniu z korneru Stephena Gerrarda. Arsenal rozgrywał fatalne zawody, choć wydawało się wtedy jeszcze, że mogą nawiązać walkę – dobrą okazję miał Per Mertersacker, ale po błędzie Mignoleta zabrakło mu szczęścia, by sięgnąć piłkę i wpakować do pustej bramki. Jednak popełniając mnóstwo błędów w środku pola, Kanonierzy narażali się na błyskawiczne kontrataki. Właśnie tak, w odstępie zaledwie czterech minut, Liverpool zdobył 3. I 4. trafienie. Najpierw piłkę zagraną wzdłuż bramki Suareza na gola z najbliższej odległości zamienił Sterling, a po chwili po genialnym prostopadłym podaniu od Coutinho zimną krwią wykazał się Sturridge.

Po najlepszych 20 minutach tego sezonu w wykonaniu „The Reds” mecz mógł się właściwie skończyć. Gospodarze oddali gościom pole, kontrolując boiskowe wydarzenia. Pomimo przewagi w posiadaniu piłki, pierwszy strzał, który doleciał do bramki, koledzy Szczęsnego oddali dopiero w 57. minucie, kiedy to tablica wyników pokazywała już 5:0. Ponownie mocne wejście po rozpoczęciu połowy zaliczyli piłkarze w czerwonych strojach, a na listę strzelców drugi raz wpisał się Sterling.

Liverpool strzelił Arsenalowi 5 goli w jednym spotkaniu po raz drugi w historii, a poprzedni taki mecz miał miejsce w 1964 roku. Mogło być ich jednak dwa razy więcej. Dwie okazje do skompletowania hattricka miał Sterling, na początku spotkania potężna bomba Suareza wylądowała na słupku, a w drugiej części gry Urugwajczyk przymierzył ze stojącej piłki idealnie w okienko, ale z najwyższym trudem futbolówkę na korner sparował polski golkiper. Jedyną rysą na tym niemal idealnym obrazie gry ekipy z miasta Beatlesów jest błąd ich kapitana, który sprokurował rzut karny, dający Kanonierom honorowe trafienie Artety. Drużyna z Emirates wchodzi właśnie w jeden z najtrudniejszych okresów w sezonie, a do meczu z Bayernem zostało już tylko 11 dni…

 Liverpool – Arsenal 5:1 (4:0) Skrtel 1' 10', Sterling 16', 52', Sturridge 20' - Arteta 69' (k.)


Czytaj więcej o: Arsenal FC, Liverpool FC, Anglia, Daniel Sturridge, Wojciech Szczęsny, Martin Skrtel, Raheem Sterling

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (35)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze