Schalke wciąż walczy o podium

Autor: Patryk Prokulski | 15.02.2014 19:52 | komentarzy: 4 | kategoria: Recenzja meczu |

Spotkanie pomiędzy Bayerem Leverkusen a Schalke 04 miało być hitem tej kolejki Bundesligi, meczem o ogromnym znaczeniu dla układu tabeli. I tak też było – obie jedenastki zaprezentowały szybki, ofensywny futbol, który mógł podobać się kibicom.

Choć przed meczem to goście mieli nóż na gardle (ewentualna porażka oznaczałaby już 9 punktów straty do Aptekarzy i 5 do Borussii), od pierwszego gwizdka do ataku ruszyli gospodarze. Już w 7. minucie piłka wpadła do siatki Fährmanna, ale w tej sytuacji Gonzalo Castro był na pozycji spalonej. Kibice na BayArenie oglądali kolejne ataki, a bramka wisiała w powietrzu. Kolejne okazje mieli Son, Kießling, ale bramkarz Schalke spisywał się wyśmienicie, a po strzale szczupakiem Boenischa futbolówka minęła prawy słupek Fährmanna o kilkadziesiąt centymetrów.  

Goście początkowo nie istnieli na połowie rywala, ale gdy tylko zaznaczyli na niej ślad, od razu skończyło się to golem. Lwia część „zasług” przy tej bramce należy do Larsa Bendera, który w 28. minucie popełnił fatalny błąd i stracił piłkę pod wpływem pressingu Gorecki, a ten pomknął na bramkę Leno i ze spokojem przerzucił piłkę nad bezradnym bramkarzem.

To był punkt zwrotny pierwszej połowy – gracze z Gelsenkirchen poszli za ciosem, szukając drugiego gola jeszcze przed przerwą, ale ta sztuka im się nie udała. Ostatni kwadrans to zaostrzona gra, zapowiadająca wielkie emocje po wznowieniu.

Po przerwie tempo meczu wciąż stało na dobrym poziomie. W 63. minucie z groźną kontrą wyszli goście, ale najpierw uderzenie Farfana zostało zablokowane, a dobitka Neustädtera z 20 metrów była bardzo niecelna. W odpowiedzi gospodarze wykonywali korner, po którym piłkę z linii bramkowej wybił Santana.

I pewnie zostałby on jednym z bohaterów Schalke, gdyby nie to, że kilkadziesiąt sekund później po kolejnym rzucie rożnym ten sam zawodnik… wpakował piłkę do własnej bramki, niejako rozpoczynając w 67. minucie mecz od nowa.

Pięć minut później Aptekarze mogli już prowadzić, ale Gonzalo Castro zmarnował świetną prostopadłą piłkę od Kießlinga, strzelając obok bramki z kilkunastu metrów. A że niewykorzystane okazje lubią się mścić, już 120 sekund później po rzucie wolnym prowadzenie odzyskali gracze z Zagłębia Ruhry. Dośrodkowywał Farfan, a najlepiej w polu karnym zachował się kapitan gości – Huntelaar.

Ostatni kwadrans to mnóstwo fauli i szarpanej gry. Gospodarze szukali szczęścia przede wszystkim na skrzydłach, ale ich dośrodkowania były przeważnie za długie, a przy rzutach rożnych gracze gości spisywali się we własnej szesnastce bez zarzutu. Wreszcie, w 90. minucie piłkę meczową na nodze miał Rolfes, ale bramkarz gości zakończył swój występ tak, jak go zaczął - świetną interwencją. Kilkanaście sekund później po rzucie rożnym gospodarze trafili jeszcze w poprzeczkę.

Ten mecz mógł znacznie ograniczyć szanse gości na miejsce w pierwszej trójce i bezpośredni awans do Ligi Mistrzów. Kluczowy moment spotkania to z pewnością błąd Bendera i gol na 0:1 - przed feralną 28. minutą Schalke nie istniało, a gol dla Leverkusen wydawał się kwestią czasu. Aptekarze mają teraz niemały ból głowy - już we wtorek na BayArena przyjedzie przeciwnik dużo groźniejszy, jakim jest PSG.

Bayer Leverkusen – Schalke 04 1:2 (0:1) Gorecka 28', Huntelaar 74' – Santana (sam.) 66'

Czytaj więcej o: Niemcy, Schalke 04, Bayer Leverkusen, Klaas Jan Huntelaar, Felipe Santana

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (4)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze