Fabiański daje Arsenalowi awans

Autor: Patryk Prokulski | 16.02.2014 19:08 | komentarzy: 19 | kategoria: Recenzja meczu |

Łukasz Fabiański swoją świetną postawą znacząco przyczynił się awansu Arsenalu do ćwierćfinału Pucharu Anglii, kilkukrotnie wygrywając pojedynki z zawodnikami "The Reds".

Spotkanie na Emirates miało być dla Kanonierów okazją do zrewanżowania się Liverpoolowi za kompromitację 1:5 w lidze, a także do podbudowania morale przed bojem w Lidze Mistrzów z Bayernem. Arsene Wenger dał przed zbliżającą się batalią odpocząć kilku graczom - na ławce usiedli chociażby Sagna, Giroud, czy Wilshere.

Jeśli kibice gospodarzy oczekiwali szturmu swoich ulubieńców na bramkę Liverpoolu i chęci jak najszybszego odgryzienia się za stracone w 20 minut goli na Anfield, srogo się zawiedli. Piłkarze w czerwono-białych strojach po pierwszym gwizdku sprawiali wrażenie zagubionych, co mógł szybko wykorzystać Daniel Sturridge, ale raz przestrzelił, a sekundy wcześniej swój show rozpoczął Fabiański.

Po chwili gospodarze weszli wreszcie w mecz, czego efektem było objęcie prowadzenia w 17. minucie, kiedy to w zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Oxlade-Chamberlain i strzałem z kilku metrów pokonał stojącego dziś między słupkami Jonesa.

Do przerwy nie padło już więcej goli, a gra toczyła się głównie w środku pola, choć to gospodarze częściej dochodzili do niezłych okazji strzeleckich. Po wznowieniu kibice przed telewizorami byli świadkami znacznie większych emocji. Zapowiedź dobrych 45 minut dał już na początku Suarez, którego groźny strzał zatrzymał po raz kolejny Fabiański.

W odpowiedzi Arsenal podwyższył prowadzenie. Akcję zainicjował Özil, prawym skrzydłem popędził Chamberlain i wyłożył idealnie piłkę do Podolskiemu, któremu nie pozostało nic innego, jak wprawić w radość kilkadziesiąt tysięcy zgromadzonych na Emirates kibiców.

I w tym momencie, nie wiedzieć czemu, gra Kanonierów niemal stanęła, a do ataku ruszył Liverpool. Na gola gracze Brendana Rodgersa nie musieli długo czekać. W 58. minucie kontaktowego gola strzelił Gerrard, pokonując Polaka z jedenastu metrów. Tyle tylko, że zanim to się stało, wątpliwego karnego odgwizdał Howard Webb.

Ironią losu jest natomiast fakt, że gwizdek arbitra milczał chwilę później kiedy to Chamberlain bez dwóch zdań faulował Urugwajczyka. Webb zabrał to, co dał, naprawiając wcześniejszy błąd, czy jeszcze bardziej zaniżył swoją pomeczową ocenę? Każdy oceni sam.

Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie, choć na minuty przed końcem jeden, jedyny raz w tym spotkaniu pomylił się Fabiański, nie sięgając piłki przy rzucie rożnym, ale Daniel Agger nie potrafił tego wykorzystać, fatalnie przestrzeliwując.

Przed środowym spotkaniem z Bayernem w serca kibiców Arsenalu może rozbłysnąć iskierka nadziei. Ich drużyna zaprezentowała momentami naprawdę niezły futbol, jednakże przeplatanie dobrych momentów ze złymi w meczu z Bawarczykami może skończyć się dużo gorzej, a bramkarz Kanonierów (choć w środę inny niż dziś) nie zawsze będzie miał swój dzień.

Czytaj więcej o: Arsenal FC, Liverpool FC, Anglia, Lukas Podolski, Luis Suarez, Steven Gerrard, Alex Oxlade-Chamberlain , Łukasz Fabiański, Howard Webb

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Transferowe podsumowanie dnia #6

    Za nami kolejny dzień transferowego szaleństwa. Tym razem otrzymaliśmy nazwisko nowego trenera „The Blues”, kolejne doniesienia na temat Cristiano Ronaldo oraz oficjalne stanowisko Realu Madryt w sprawie informacji o zainteresowaniu Neymarem przez hiszpański klub.

    czytaj więcej
  • Transferowe podsumowanie dnia #5

    Za nami kolejny dzień transferowego szaleństwa. Tym razem był on szczególny dla kibiców Chelsea FC.

    czytaj więcej
  • Transferowe podsumowanie dnia #4

    Dzisiejszy artykuł po raz kolejny zaczniemy od wątku Cristiano Ronaldo. Tym razem nie będzie on dotyczył jego pożegnania z Realem Madryt, lecz przyszłości w Juventusie.

    czytaj więcej
  • Transferowe podsumowanie dnia #3

    Kolejny dzień z rzędu pierwszoplanowym bohaterem mediów jest Cristiano Ronaldo. Jednak tym razem nie przeczytamy w gazetach kolejnych doniesień odnośnie jego przyszłości, lecz wyrazy uznania i podziękowania za wszystko, co zrobił w barwach Realu Madryt. Sytuację z Portugalczykiem bez wątpienia najlepiej oddaje w symbolicznym znaczeniu pieśń Horacego – „Wybudowałem pomnik”.

    czytaj więcej

Komentarze (19)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze