USA 2016: Dzień 4. Pierwszy krok Argentyny

Autor: Grzegorz Góra | 07.06.2016 07:32 | komentarzy: 6 | kategoria: Recenzja meczu |

W szlagierowo zapowiadającym się spotkaniu Argentyny z Chile, lepsi okazali się gracze „Albicelestes”, którzy na Levi’s Stadium w Santa Clara pokonali ubiegłorocznego triumfatora Copa América 2:1. Leo Messi obejrzał mecz z ławki rezerwowych.

Mimo osłabienia brakiem gwiazdy Barcelony, spotkanie rozpoczęło się od ataków podopiecznych Gerardo Martino, którzy już w 2. minucie bliscy byli objęcia prowadzenia, ale strzał głową Gaitána po dośrodkowaniu Di Marii odbił się od poprzeczki. Sześć minut później, skrzydłowy francuskiego PSG sam próbował zaskoczyć uderzeniem Claudio Bravo, ale i tym razem piłka nie znalazła drogi do siatki.

Kolejną świetną akcję „Alibcelestes” kibice obejrzeli w 23. minucie, kiedy po szybkiej kontrze szansę na zdobycie gola miał Gonzalo Higuaín, ale krótkiego słupka bramki mądrze pilnował golkiper Chile. Chwilę później głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzał Rojo, ale futbolówka, jak zaczarowana, mijała bramkę bramkarza FC Barcelony.

Chilijczycy na swoją szansę czekali długo, bo do 29. minuty, gdy stratę Argentyńczyków w środku boiska próbowali wykorzystać Vidal z Sánchezem, ale strzał tego drugiego z najwyższym trudem wybronił Romero. Mimo dobrej, ofensywnej gry z obu stron, do końca pierwszej połowy bramki nie padły i piłkarze schodzili na przerwę przy stanie 0:0

Drugą połowę meczu na Levi’s Stadium lepiej rozpoczęli Chilijczycy, którzy częściej bywali pod polem karnym „Alebicelestes”, ale to właśnie podopieczni Gerardo Martino strzelili gola otwierającego wynik spotkania. W 51. minucie meczu Banega przejął piłkę w środkowej strefie boiska, pociągnął z nią kilka metrów i dograł do Angela Di Marii, który płaskim strzałem w krótki róg pokonał Claudio Bravo.

Pokrzepieni zdobyciem gola Argentyńczycy poszli za ciosem i już w 59. minucie prowadzili 2:0. Akcja była niemal kopię tej, po której piłkarze Martino wyszli na prowadzenie, z tą różnicą, że tym razem to Di Maria podawał do Banegi. Były pomocnik Sevilli mocnym uderzeniem pokonał Bravo, który znów nie popisał się przy krótkim rogu bramki. W 67. minucie mogło być już 3:0, bo przed swoją szansą stanął król strzelców włoskiej Serie A Gonzalo Higuaín, ale tym razem golkiper Chile spisał się bez zarzutu.  

Podopieczni Juana Antonio Pizziego próbowali odgryzać się Argentyńczykom, ale ich akcje ofensywne zazwyczaj kończyły się niecelnymi uderzeniami lub grzęzły w nogach defensorów. Swoje szanse mieli Sánchez, Vidal i Vargas, ale za każdym razem czegoś brakowało. Ostatecznie, kolegów wyręczył wprowadzony kilka minut wcześniej obrońca Fuenzalida, jednak jego gol padł już w doliczonym czasie gry i nie pomógł Chilijczykom odebrać punktów Argentynie.

Szlagier w Santa Clara nie zawiódł – pomimo braku Leo Messiego, kibice licznie zgromadzeni na Levi’s Stadium zobaczyli ciekawe widowisko i zasłużone zwycięstwo Argentyny. Mimo porażki, drużyna Chile wciąż pozostaje jednym z faworytów turnieju. Jeśli w kolejnych meczach w grupie zagra tak jak z piłkarzami Martino, nie powinna mieć problemu z awansem do kolejnej fazy rozgrywek.

 

Argentyna – Chile 2:1 (0:0) Di Maria 51’, Banega 59’ – Fuenzalida 90’+3

Czytaj więcej o: Angel Di Maria, Argentyna, Ever Banega, Chile, Copa America 2016, Jose Fuendaliza

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (6)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze