Kiepsko to wyglądało, AS Monaco wraca do gry

Autor: Bartłomiej Misztal | 24.09.2016 21:52 | komentarzy: 3 | kategoria: Recenzja meczu |

Niespodzianka ubiegłego sezonu Ligue 1, Angers SCO sprawiła niemałe problemy piłkarzom Leonardo Jardima. Losy spotkania odwróciły się dopiero w drugiej połowie, a jednym z bohaterów odrodzenia się „Czerwono-białych” był Kamil Glik.

Goście jak szaleni chcieli szybko zyskać przewagę. Diedhiou dostał piłkę w pole karne i efektownym strzałem z woleja próbował zaskoczyć Subasicia, któremu udało się ostatecznie zatrzymać to uderzenie. Szybka odpowiedź ze strony Germaina nie była w stanie zaskoczyć Michela.

 

Ekipa Angers bardzo mądrze grała w obronie. To sprawiało wiele problemów drużynie AS Monaco. Ataki pozycyjne nie sprawdzały się. Gdy już dochodziło do strzałów w światło bramki, Michel bronił tak, jakby nic nie było w stanie go zaskoczyć. Zapowiadało się na emocjonującą drugą połowę.

 

I taka była. Po 55. minutach Angers udało się objąć prowadzenie. Strzał Ekambiego został zablokowany przez Subasicia, ale Diedhiou przy dobitce już się nie pieścił i huknął wprost do bramki. To kompletnie zdezorientowało gospodarzy.

 

Dezorientacja nie trwała jednak długo. W 66. minucie Glik najlepiej odnalazł się polu karnym i strzałem z woleja posłał piłkę do siatki. Ataki na bramkę Michela się nasilały, aż gospodarze wyszli na prowadzenie. Strzał głową Glika odbił się od golkipera Angers i od Nwakaeme, który niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki.

 

Goście nie poddawali się i w szaleńczym ataku próbowali wyszarpać AS Monaco choćby punkt. Defensywa „Czerwono-białych” dzielnie wytrzymała te próby i dowiozła zwycięstwo do samego końca.

 

AS Monaco – Angers SCO 2:1 (0:0) Glik 66', Nwakaeme 77'(sam.)  Diedhiou 55'

Czytaj więcej o: Francja , AS Monaco, Angers SCO

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (3)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze