Mané z dubletem, „The Reds” z kompletem punktów!

Autor: Karol Brandt | 11.02.2017 20:22 | komentarzy: 1 | kategoria: Recenzja meczu |

W starciu Liverpoolu z Tottenhamem, lepsi byli ci pierwsi. Obie bramki padły w pierwszej połowie, a ich autor miał jeszcze okazję na skompletowanie hat-tricka.

Dzisiaj o godzinie 18:30 wystartował niezwykle ciekawie zapowiadający się mecz 25. kolejki Premier League, w którym „The Reds” mierzyli się z „Kogutami”. Gospodarze przed tym pojedynkiem plasowali się na szóstej pozycji, zaś goście zajmowali wysokie, drugie miejsce. W związku z tym mogliśmy spodziewać się niezłych zawodów. Choć Liverpool przed tygodniem doznał dotkliwej porażki z Hull City, to teraz podchodził do starcia z Tottenhamem naładowany emocjami, które mogły przełożyć się na wynik spotkania. Podopieczni Mauricio Pochettino w poprzedniej kolejce ligi angielskiej ograli Middlesbrough, lecz teraz przyszło im rywalizować z „The Reds” bez kilku podstawowych piłkarzy, gdyż urazy leczyli Lamela, Rose i Vertonghen. W nieco lepszej sytuacji był Jürgen Klopp, który nie mógł skorzystać z mniej istotnych graczy, takich jak Ejaria, Grujić, Ings czy Lovren. W tej konfrontacji ciężko było wskazać faworyta, choć nieco większe szanse na zwycięstwo dawano Spurs.

Anthony Taylor to arbiter główny, który towarzyszył obu „jedenastkom” na boisku. Początek należał do goście, lecz w 16. minucie bramkę strzelili gospodarze, a dokładniej  Sadio Mané. Senegalczyk urwał się od krycia obrońców i ruszył w pole karne, skąd oddał ładny strzał, a piłka zatrzepotała w siatce. Dwie minuty później było już 2:0, a na listę strzelców wpisał się po raz kolejny Sadio Mané. Choć przed nim swojego szczęście próbowali Adam Lallana oraz Roberto Firmino, powiodło się jednak dla byłego gracza Southampton.

W 22. minucie hat-tricka mógł skompletować 24-latek, który w 2016 roku trafił na Afield. Tym razem świetnie spisał się Hugo Lloris. Kilkadziesiąt sekund później uderzał po raz kolejny, ależ wyszedł on na boisko naładowany. W 32. minucie Philippe Coutinho zdecydował się na piękną, indywidualną akcję, a futbolówka znalazła się w rękawicach bramkarskich francuskiego golkipera „Kogutów”. Kilka minut później gościom przyznano rzut wolny, a ze stojącej piłki uderzał Christian Eriksen i pomylił się wówczas o włos.

W pierwszej połowie oglądaliśmy fantastyczne zawody. W ciągu sześciu minut Sadio Mané mógł strzelić trzy gole, lecz ostatecznie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Co było wynikiem i tak doskonałym. Tottenham Hotspur był teraz w trudnej sytuacji, lecz miał przed sobą aż 45 minut na odmienienie losów tej rywalizacji.

Po przerwie obaj szkoleniowcy nie zdecydowali się na zmiany w swoich zespołach. Drugi akt tego spotkania rozpoczął się po myśli gospodarzy, którzy oblegali pole karne rywali. Co przybliżało ich do zwycięstwa. Taki obraz trwał do 52. minuty, gdy „Koguty” wreszcie zdołały odebrać futbolówkę piłkarzom „The Reds”. W kolejnych minutach spotkanie nam się zaostrzyło, a arbiter główny był zmuszony pokazać kilka żółtych kartoników.

W 68. minucie Mauricio Pochettino ściągnął z boiska Christiana Eriksena, a w jego miejsce wprowadził Harry’ego Winksa. Ten sam piłkarz kilka minut później został ukarany „żółtkiem”. Ostatecznie Liverpool dowiózł wygraną do końca meczu. Co po końcowym gwizdku docenili ich fani zgromadzeni tego wieczoru na Anfield. Tym samym po porażce przyszło zwycięstwo. Taka reakcja graczy „The Reds” z pewnością cieszy Jürgena Kloppa.

Liverpool FC – Tottenham Hotspur FC 2:0 (2:0) Mané 16’, 18’

Czytaj więcej o: Liverpool FC, Anglia, Tottenham Hotspur, Sadio Mane

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze