Prawdziwa klapa na sztucznej murawie

Autor: Grzegorz Góra | 26.07.2017 17:57 | komentarzy: 1 | kategoria: Recenzja meczu |

Warszawska Legia dalej od Ligi Mistrzów. Mistrzowie Polski przegrali z FK Astana 1:3 i w rewanżu będą musieli odrabiać straty. Bramki na wyjeździe mogą być kluczowe.

Przed meczem w Kazachstanie, trener Legionistów Jacek Magiera podkreślał, że cel na dwumecz z Astaną jest dla mistrzów Polski jasny – awans do kolejnej rundy eliminacji Champions League i zapewnienie sobie gry w pucharach przez całą jesień. Zadanie wydawało się zdecydowanie trudniejsze niż potyczka z fińskim IFK Mariehamn (z Astaną punkty traciło przecież nawet madryckie Atlético), i piłkarze Legii przekonali się o tym dobitnie…

Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy przyzwyczajeni do sztucznej murawy, szybciej operowali piłką i zepchnęli Legionistów do obrony. Po raz pierwszy pod bramką Legii zagotowało się już w 4. minucie, kiedy w pole karne dogrywał Twumasi, ale na szczęście dla mistrzów Polski, na piątym metrze był Michał Pazdan, który wybiciem na róg, zakończył akcję Astany.

Po kilku minutach mecz się wyrównał, jednak widać było, że mistrzowie Polski nie zamierzają atakować za wszelką cenę, zastępując grę „na hurra!” mądrą defensywą i grą z kontry. Pierwsze realne zagrożenie pod bramką Mokina stworzyli w 28. minucie i to powinna być już bramka na 1:0. Na indywidualną akcję zdecydował się Guilherme, dograł piłkę na piąty metr do występującego dziś w ataku Kucharczyka, ale strzał napastnika Legii szczęśliwie sparował bramkarz. Legia poszła za ciosem i zaledwie minutę później przed ponowną szansą na otwarcie wyniku stanął „Kuchy”, ale i tym razem świetnie spisał się Mokin.

W 35. minucie piłkarze Legii przekonali się, że prawda o niewykorzystanych sytuacjach wciąż jest aktualna. Po tragikomicznych próbach wybicia piłki z własnego pola karnego przez Hlouska i Pazdana, piłka trafiła finalnie…pod nogi Kabanangi, który przy biernej postawie Dąbrowskiego, sprytnym strzałem po ziemi pokonał zasłoniętego Arkadiusza Malarza. Co gorsza, gdy wydawało się, że na przerwę obie ekipy zejdą przy wyniku 1:0 dla gospodarzy, ci zadali kolejny cios. Piłkę przed polem karnym Legii dostał Majeuski, który najpierw w dziecinny sposób ograł Moulina, a potem strzałem tuż przy słupku podwyższył na 2:0 dla FK Astana.

Po zmianie stron Legia zaczęła mocniej atakować i już chwilę po wznowieniu gry bliska była zdobycia bramki kontaktowej, ale Moulin z bliskiej odległości przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 48. minucie swoją szansę miał Guilherme, ale jego strzał w krótki róg wybronił świetnie dysponowany dziś Mokin.

W 55. minucie losy dwumeczu mogły być praktycznie rozstrzygnięte. Po rzucie rożnym do siatki Legii z najbliższej odległości trafił Kabananga, ale na szczęście dla Legionistów sędzia słusznie dopatrzył się pozycji spalonej i „Wojskowi” wciąż mogli wierzyć, że ten mecz jeszcze się nie skończył. Osiem minut później trener Magiera postanowił zaryzykować i na placu gry pojawił się debiutujący w barwach mistrzów Polski Pasquato, jednak zanim Włoch zadomowił się na murawie, to gospodarze za sprawą duetu Kabananga-Twumasi znów mieli szansę na zdobycie bramki. Ostatecznie na drodze drugiego z nich znów stanął golkiper gości, ale to przecież nie on miał być bohaterem w tym spotkaniu…

Nadzieja w sercach kibiców Legii pojawiła się wreszcie w 79. minucie meczu. Dośrodkowanie Pasquato trafiło do Kucharczyka, a ten dograł wzdłuż bramki do wprowadzonego chwile wcześniej Armando Sadiku, który z bliska zdobył gola dającego „Wojskowym” nadzieje w rewanżu.

Do końca spotkania obie ekipy zdawały się szanować wynik meczu i nie atakowały za wszelką cenę, jednak podobnie jak w pierwszej połowie, ostatnia akcja należała do gospodarzy. Błyskawiczną kontrę znów wyprowadził Kabananga, dograł do Twumasiego, a ten uciekł Pazdanowi i strzałem w długi róg ustalił wynik spotkania na 3:1.

Piłkarze Legii mogą być wdzięczni Sadiku za gola, bo to właśnie bramka w Kazachstanie może być dla „Wojskowych” zbawieniem w rewanżu, ale mistrzów Polski za grę z FK Astana trzeba po prostu zganić. Legioniści dostosowali swoją grę do murawy w Kazachstanie – było jak na orliku. Przypadkowo, podwórkowo i, co najgorsze, bez konsekwencji w obronie, co (o ironio!) konsekwencje ma opłakane. „Do przerwy” jest 1:3 i pozostaje wierzyć, że naturalna murawa przy Łazienkowskiej odmieni grę warszawskiej Legii.  

FK Astana – Legia Warszawa 3:1 (1:0) Kabananga 35’, Majeuski 45’, Twumasi 90+3’ – Sadiku 79


Czytaj więcej o: Polska, Legia Warszawa, Kazachstan, FK Astana, Armando Sadiku, Astana - Legia 2017-07-26, Junior Kabananga, Patrick Twumasi

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze