Rzęsisty deszcz, trzy gole i gracja Emre Belözoğlu

Autor: Karol Brandt | 16.08.2017 22:34 | komentarzy: 0 | kategoria: Recenzja meczu |

W pojedynku Başakşehiru z Sevillą, piłkarze obu zespołów zapewnili nam sporo emocji. Gdy wydawało się, że „Palanganas” spokojnie sięgną po wygraną, podopieczni Abdullaha Avciego wzięli się do pracy i doprowadzili do wyrównania. Jednak goście do ostatnich sekund tego spotkania walczyli o korzystny rezultat, co zresztą się im opłaciło.

Punktualnie o godzinie 20:45 rozpoczął się pierwszy akt rywalizacji wicemistrzów Turcji z czwartym zespołem poprzedniego sezonu La Ligi. W zespole gospodarzy na boisko wybiec nie mógł jedynie Aurélien Chedjou, który zmagał się z urazem. Ekipa z Andaluzji przybyła do Turcji bez niezdolnych do gry Franco Vázqueza i Daniela Carriço. Faworytem tej pary była Sevilla FC.

Oba zespoły na boisko wyprowadził francuski arbiter, Clement Turpin. Już w drugiej minucie gospodarze mogli strzelić upragnionego gola, lecz na przeszkodzie stanął Sergio Rico, który wykonał spektakularną interwencję, broniąc uderzenie Eljero Elii. Tuż po tej sytuacji w Stambule zaczął padać rzęsisty deszcz. W 16. minucie goście otworzyli wynik tego spotkania, gdy Joaquín Correa podaniem uruchomił Sergio Escudero. Lewy defensor oddał niezwykle precyzyjny strzał, a piłka zatrzepotała w siatce.

W 19. minucie genialny rajd przeprowadził Gaël Clichy, po którym futbolówka trafiła do Edina Višći. Bośniak huknął w kierunku dalszego słupka, lecz piłka minęła bramkę strzeżoną przez Sergio Rico, co rozwścieczyło 27-latka. W 36. minucie swoich szans z krawędzi pola karnego próbował Ever Banega, jednak na posterunku był Volkan Babacan, który sparował „szmaciankę” na rzut rożny.

W 40. minucie do pozycji strzeleckiej w „szesnastce” gospodarzy doszedł Joaquín Correa, lecz i tym razem golkiper rywali spisał się bez zarzutu. Kilka minut później arbiter główny dał znak do zejścia na przerwę. Podsumowując: goście osiągnęli ogromną przewagę w środku pola, którym z niezłym skutkiem przeciwstawiał się jedynie doświadczony Emre Belözoğlu. Choć gospodarze dobrze wystartowali, to jednak z każdą minutą coraz rzadziej utrzymywali się przy piłce i kreowali sobie okazje strzeleckie. Natomiast przyjezdni strzelili gola, a w kolejnych minutach ze spokojem kontrolowali przebieg tego meczu.

Po przerwie obie drużyny wróciły na boisko w niezmienionych „jedenastkach”. W 51. minucie kapitan gospodarzy przymierzył z rzutu wolnego i pomylił się dosłownie o włos, a szkoda, bo z pewnością wpłynęłoby to na większy poziom emocji w tym meczu. W 63. minucie Emmanuel Adebayor otrzymał piłkę na jedenastym metrze od bramki, lecz uderzył fatalnie.

Chwilę potem na szarżę zdecydował się Eljero Elia, który oddał strzał z linii wyznaczającej obręb pola karnego, a futbolówka przetoczyła się między nogami Sergio Rico. Hiszpański bramkarz co prawda popełnił błąd, lecz trzeba pamiętać o nasiąkniętej wodą murawie, co z pewnością nie ułatwiło zadania 23-latkowi. Warto podkreślić, że zawody mocno się wyrównały.

W 84. minucie goście przeprowadzili piękną akcję, w wyniku której Jesús Navas podał piłkę do niepilnowanego na wprost bramki, Wissama Ben Yeddera. Francuz w świetny sposób dokończył dzieła kolegów. Więcej goli dziś już nie padło, choć w ostatnich sekundach swoją szansę mieli jeszcze gospodarze.

 

İstanbul Başakşehir FK – Sevilla FC 1:2 (0:1) Elia 64’ – Escudero 16’, Ben Yedder 84’

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Sevilla FC, Hiszpania, Turcja, Eliminacje, Basaksehir - Sevilla 2017-08-16, Basaksehir

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze