Zapowiedź: Liverpool FC vs. Arsenal FC

Autor: Kacper Chwedoruk | 27.08.2017 10:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Zapowiedź meczu |

Grad goli, emocje do ostatnich sekund i wielkie piłkarskie widowiska. To przede wszystkim cechuje pojedynki pomiędzy Liverpoolem a Arsenalem. W niedzielne popołudnie hit na Anfield również zapowiada się fascynująco.

„The Reds” nie najlepiej rozpoczęli tegoroczny sezon. Remis z Watfordem na wyjeździe chluby nie przynosi, jednak z każdym kolejnym meczem zawodnicy Jürgena Kloppa poprawiali rezultaty. Co prawda gra nie powalała na kolana, jednak zwycięstwa zawsze budują dużą pewność siebie. Tym bardziej, że gospodarzom po dwumeczu z Hoffenheim udało się wywalczyć awans do Ligi Mistrzów. 

Z jednej strony zwiększone morale, z drugiej jednak mniej czasu na odpoczynek. Arsenal FC miał tydzień na regeneracje sił, zaś Liverpool FC cztery dni, co przemawia na korzyść gości. Oprócz dłuższego odpoczynku, do składu Arsène'a Wengera mają wrócić dwaj bardzo ważni piłkarze, czyli Alexis Sánchez i Laurent Koscielny. Obu najprawdopodobniej obejrzymy od pierwszego gwizdka. Z ważnych piłkarzy nieobecny będzie zaledwie Santi Cazorla, do czego Kanonierzy już się powinni przyzwyczaić. 

– To ciągle niesamowicie silny zespół. Najprawdopodobniej do składu wróci już Alexis Sánchez. To jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Jednak ciągle mam w pamięci obraz trybun z naszych potyczek o awans do Ligi Mistrzów. To było coś wspaniałego. Ten mecz będzie ciężki, jednak w Premier League to codzienność. Potrzebujemy pomocy naszych oddanych kibiców. Wykonują oni świetną robotę, lecz ja zawsze uważam, że może być jeszcze lepiej. By pokonać The Gunners, musimy połączyć siły – powiedział Jürgen Klopp.

Z większymi problemami kadrowymi zmaga się były trener Borussii Dortmund. Niemiecki szkoleniowiec pole manewru ma tylko w linii ataku, gdzie liverpoolczycy prezentuje się świetnie. Tercet Mané-Firmino-Salah dobrze wszedł w sezon, siejąc spustoszenie w obronie każdego dotychczasowego rywala. Gdyby nie kontuzja pleców Phillipe Coutinho, mająca najprawdopodobniej związek z chęcią wymuszenia transferu do Barcelony, oraz uraz Adama Lallany, to pierwsza linia „The Reds” wyglądałaby jeszcze mocniej.

 Czasem wszystko zależy od tego, co klub ustalił w relacjach z zawodnikami. Ciężko jest mi się do tego odnieść, ponieważ nie wiem, jak wyglądały rozmowy pomiędzy Liverpoolem a Coutinho; mam wystarczająco dużo pracy do wykonania tutaj, w Arsenalu. Nie mam też pojęcia, jak Brazylijczyk zapatruje się na swoją karierę w zespole, ani jak Liverpool spogląda na rolę Coutinho w klubie. Ciężko to wszystko ocenić, nie jestem nawet pewien, czy Barcelona faktycznie chce go u siebie – powiedział na konferencji przedmeczowej Arsène Wenger. 

Los wyżej wymienionej dwójki podzieli również Nathaniel Clyne, który od początku sezonu zmaga się z kontuzją. Na początku rozgrywek problemy z prawą stroną defensywy rozwiązał Tren Alexander-Arnold, ale jego niedzielny występ stoi pod dużym znakiem zapytania. Można jednak przypuszczać, że Klopp zaryzykuje i wystawi od pierwszej minuty młodego Anglika, mając na uwadze przerwę reprezentacyjną. 

Podobna sytuacja ma miejsce z Emre Canem. O ile miejsce TAA może zająć Joe Gomez, to Niemca będzie dużo ciężej zastąpić. Oczywiście, w jego miejsce może wskoczyć James Milner, jednak byłoby to duże osłabienie Liverpoolu, patrząc na ostatni pojedynek „The Reds”, gdzie Can był najlepszy na boisku.

 W ostatnim czasie Arsenal FC nie potrafi zdobyć Anfield. Kanonierzy” wygrali tam ostatni raz w 2012 roku, kiedy to pokonali rywala 2:0 po golach Cazorli i Podolskiego. W niedzielne popołudnie również będzie ciężko zdobyć teren Liverpoolu, bowiem odkąd Klopp przejął stery w „The Reds”, to nie przegrywa na własnym stadionie z głównymi rywalami do mistrzostwa kraju. 

Historia starć pomiędzy tymi dwoma ekipami jest bardzo bogata. Zawsze dzieje się coś niesamowitego, jak np. cztery gole Andrieja Arszawina w spotkaniu zakończonym remisem 4:4, czy też uratowane w samej końcówce meczu mistrzostwo kraju przez Michaela Thomasa w sezonie 1988/89. Z drugiej strony, wszyscy kibice Liverpoolu pamiętają pogrom Arsenalu w dwadzieścia minut z sezonu 2013/14, kiedy to „The Reds” za kadencji Brendana Rodgersa byli bliscy wywalczenia mistrzostwa kraju. Dodajmy do tego jeszcze fakt, iż w tych pojedynkach w Premier League padło najwięcej goli w doliczonym czasie gry, bo aż 17. Oznacza to, że nie warto odchodzić od telewizorów przed ostatnim gwizdkiem arbitra.  

Spotkanie więc zapowiada się fascynująco. Otwarta gra z obu stron, powrót dwóch filarów Kanonierów, a także już od dawna nie znający smaku porażki z czołówką liverpoolczycy, gwarantują niezwykłe emocje do ostatniego gwizdka. Przed starciem minimalnym faworytem wydają się być gospodarze, a wszystko za sprawą tego, że mecz rozgrywany będzie na Anfield. 

Czytaj więcej o: Arsenal FC, Liverpool FC, Anglia, Arsene Wenger, Trenerzy, Alexis Sanchez, Jurgen Klopp, Philippe Coutinho, Premier League

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze