Barcelona nie odpuściła, Paco znów błysnął

Autor: Grzegorz Góra | 05.12.2017 22:40 | komentarzy: 0 | kategoria: Recenzja meczu |

Piłkarze FC Barcelony nie rozegrali wielkiego meczu, ale zagrali tak, by z boiska zejść jako wygrani. Sporting pożegnał się z Ligą Mistrzów w stylu jaki prezentował przez całą fazę grupową.

W meczu FC Barcelony ze Sportingiem CP faworytem byli gospodarze z Camp Nou, jednak to goście, jeśli chcieli wiosną dalej grać w Champions League, musieli dziś zagrać o komplet punktów i liczyć na potknięcie Juventusu w Pireusie.

Podopieczni Jorge Jesusa rozpoczęli mecz od wysokiego pressingu, ale graczom „Blaugrany” szybko udało się go zneutralizować i przejąć inicjatywę na boisku. Mimo braku Leo Messiego (pozostawiony dziś na ławce rezerwowych) to piłkarze Valverde częściej atakowali i raz po raz pojawiali się pod bramką Rui Patrício.

W pierwszych dwudziestu minutach Barcelona grała swoją piłkę, ale bramkę próbowała zdobyć dość nietypowo, bo po strzałach z dystansu. Piłka po uderzeniach kolejno Denisa Suáreza, Aleixa Vidala i André Gomesa, uparcie mijała jednak światło bramki gości. W 24. minucie przed kapitalną szansą na otwarcie wyniku stanął także Luis Suárez, który w dziecinny sposób ograł w polu karnym Coatesa, ale jego świetną akcję równie fenomenalnie przerwał bramkarz Sportingu. Przyjezdni, pod polem karnym Cillessena bywali rzadko, a gdy już się pod nim pojawiali, strzelali zbyt lekko lub wprost w nogi obrońców i po pierwszej, dość przeciętnej piłkarsko połowie, na Camp Nou było 0:0. Na boisku brakowało fajerwerków, więc kibicom pozostało czekać na wejście tego pana…

Po zmianie stron, zamiast Messiego, na boisku zameldowali się Bas Dost i Gelson Martins, których zadaniem było rozruszanie, ospałej w pierwszych trzech kwadransach, ofensywy gości. Zanim jednak obaj zdołali zagrozić bramce Cillessena, swoją szansę, w 50. minucie, stworzyła sobie Barcelona. Po szybkiej akcji, przed szansą na zdobycie gola stanął aktywny dziś Vidal, ale jego strzał tylko odbił się od pleców jednego z obrońców i na Camp Nou wciąć był remis.

Stan rzeczy zmienił się wreszcie po godzinie gry za sprawą Paco Alcácera, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wykazał się największym sprytem i ładnym strzałem głową nie dał szans Rui Patrício.

Odpowiedź Sportingu mogła być niemal natychmiastowa, bo w 62. minucie po kapitalnym dośrodkowaniu z prawego skrzydła Dost znalazł się kompletnie sam naprzeciwko Cillessena, ale w 5 metrów uderzył wprost w swojego rodaka i wciąż to „Blaugrana” bliższa była zgarnięcia kompletu punktów.

Końcowe minuty spotkania na Camp Nou upłynęły pod znakiem „piknikowej” gry z obu stron, bo z przyjezdnych wraz z upływającym czasem „schodziło powietrze”, a piłkarzom „Dumy Katalonii” zależało głównie na dowiezieniu do końca meczu korzystnego rezultatu. W 81. i 89. minucie dobre okazje do zdobycia gola mieli jeszcze kolejno Messi (strzał z dystansu) i Paco Alcácer (piłka zablokowana przez jednego z obrońców), ale drugiego gola dla „Barcy” strzelił… Mathieu, który w 92. minucie niefortunną interwencją wpakował piłkę do własnej siatki, ustalając wynik spotkania. Ostatecznie potyczka na Camp Nou zakończyła się dwubramkowym zwycięstwem gospodarzy, którzy wygrali grupę D z dorobkiem 14 punktów.

Gracze z Lizbony swoją przygodę z Ligą Mistrzów zakończyli na 3. miejscu w grupie i na wiosnę powalczą o triumf w Lidze Europy. W grupie D byli słabsi od Barcelony i Juventusu – piłkarsko, nie tylko na papierze.

 

FC Barcelona – Sporting CP 2:0 (0:0) Alcacer 59’, Mathieu 90+2’ (sam.)

Czytaj więcej o: FC Barcelona, Hiszpania, Portugalia, Sporting Lizbona, Lionel Messi, Jeremy Mathieu, Paco Alcacer, Barcelona - Sporting 2017-12-05

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze