Málaga, tiki-taka i dwie bramki

Autor: Grzegorz Góra | 10.03.2018 22:33 | komentarzy: 0 | kategoria: Recenzja meczu |

Bez niespodzianki na La Rosaleda – FC Barcelona pewnie pokonała zamykającą tabelę Málagę CF i pewnie zmierza po tytuł.

Pomimo osłabienia brakiem Leo Messiego, który dziś świętował z żoną narodziny trzeciego syna, piłkarze „Dumy Katalonii” bez najmniejszych problemów uporali się z „czerwoną latarnią” La Liga i przynajmniej do jutra odskoczyli Atlético już na 11 punktów.

Jeśli ktokolwiek liczył dziś, że ligowy outsider sprosta liderowi hiszpańskiej Primera División, już po kwadransie gry musiał pogodzić się z faktem, że na La Rosaleda nic nieoczekiwanego się nie wydarzy. Od pierwszego gwizdka sędziego „Duma Katalonii” była w tym meczu stroną dominującą i w 15. minucie udokumentowała swoją przewagę golem Luisa Suáreza, który trafił do siatki po świetnym dośrodkowaniu Jordiego Alby.

Niespełna piętnaście minut później piłkarze Ernesto Valverde mieli na koncie również bramkę numer dwa, a jej strzelcem okazał się Coutinho, który sprytnym strzałem piętą wykorzystał podanie od aktywnego dziś Dembélé. Francuz miał pod nieobecność Leo Messiego okazję pokazać się na tle słabszego rywala i trzeba przyznać, że szansę wykorzystał.

Od 30. minuty, oprócz korzystnego rezultatu, Katalończycy mieli też więcej miejsca na boisku, a wszystko to za sprawą Samuela Garcii, który „popisał się” kompletnie bezmyślnym i brutalnym wejściem w kostkę Alby i słusznie obejrzał czerwoną kartkę.

Do przerwy, choć dominacja przyjezdnych nie podlegała wątpliwości, wynik nie uległ zmianie, ale trzeba też uczciwie przyznać, że i Barcelonie zdarzało się przysnąć w pierwszych trzech kwadransach. Największą „drzemkę” ucięli sobie w 36. minucie, gdy En-Nesyri bliski był zdobycia bramki kontaktowej, ale na szczęście dla „Blaugrany” napastnik Málagi dopasował się poziomem do kolegów i z kilku metrów fatalnie spudłował.

Gdy piłkarze z Camp Nou wychodzili na drugą część spotkania Luis Suárez krzyknął do nich coś w stylu „Gramy to samo!” i faktycznie obraz gry na La Rosaleda kompletnie się nie zmienił. Gospodarze grali słabo, niedokładnie i apatycznie, a „Blaugrana” kontrolowała grę i raz po raz niepokoiła Roberto.

Swoich sił próbowali kolejno Coutinho, Dembélé i Suárez, jednak wraz z upływem czasu wydawało się, że Ernesto Valverde włączył w szatni swoim zawodnikom „tryb oszczędny”, na którym ofensywa „Dumy Katalonii”, mając na uwadze zbliżający się rewanż z Chelsea w Lidze Mistrzów, nie parła już tak do przodu jak w pierwszych trzech kwadransach.

Ostatecznie mecz zakończył się rezultatem 2:0 dla FC Barcelony, która dzięki wygranej utrzyma z pewnością przewagę nad peletonem pościgowym i znów przybliży się do triumfu w La Liga. Jeśli chodzi o piłkarzy z La Rosaleda, jedynym czynnikiem, który nie świadczy jeszcze o ich spadku z Primera División jest matematyka. Mentalnie i sportowo Málaga CF jest już klubem zaplecza hiszpańskiej ekstraklasy i ciężko wypatrywać dla niej nadziei na lepsze jutro.  

 

Málaga CF – FC Barcelona 0:2 (0:2) Suárez 15’, Coutinho 28’

Czytaj więcej o: FC Barcelona, Hiszpania, Lionel Messi, Luis Suarez, Philippe Coutinho, Malaga, Ousmane Dembele

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze