Miał być hokej, a wyszły szachy. Hit na Anfield zawiódł

Filip Sitek | 07.10.2018 19:22 | źródło zdjęcia: Twitter.com/LFC | komentarzy: 0 | kategoria: Recenzja meczu |

Z pewnością nie takiej gry podopiecznych Kloppa i Guardioli spodziewali się kibice, którzy zasiedli dziś do oglądania hitu ligi angielskiej.

Kulminacyjnym punktem 8. kolejki Premier League było starcie Liverpoolu z Manchesterem City. Zwycięzca tego pojedynku stawał się automatycznie liderem angielskiej ekstraklasy.

 

Początek meczu stał na bardzo wysokim poziomie. Raz po raz piłkarze obu zespołów próbowali tworzyć groźne akcje podbramkowe. Przez dłuższy nie otrzymywaliśmy jednak konkretów, gdyż defensywa zarówno „The Reds” jak i „The Citizens” była niezwykle czujna i skoncentrowana. Dlatego też I połowa była strasznie niemrawa, momentami wręcz usypiająca. Ostatecznie zakończyła się ona bezbramkowym remisem.

II część spotkania niczym nie różniła się od swojej poprzedniczki. Niewielką przewagę miał Liverpool jednak na nic się to jednak nie zdawało. Cały czas po obu stronach oglądaliśmy bardzo zachowawczą grę. Jeśli już któryś z piłkarzy zdołał oddać strzał, to  piłka zawsze lądowała w rękach bramkarzy. Wydawało się, że wszystko zmieni rzut karny podyktowany dla gości w 85. minucie. Szansę tę zmarnował jednak Mahrez. Takie widowisko nie mogło się  skończyć inaczej niż podziałem punktów.

Liverpool FC – Manchester City FC 0:0


Czytaj więcej o: Liverpool FC, Anglia, Manchester City, Premier League

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze