Sonda
Która z drużyn będzie czarnym koniem fazy pucharowej LM?
Blogowisko

Smutny brak konsekwencji

31.01.2010 22:10, Magik, wyświetleń: 191

Duma, smutek, wściekłość, rozgoryczenie, wreszcie rozczarowanie – to uczucia, które mogą towarzyszyć wielu kibicom polskiego szczypiorniaka. Oglądaliśmy skuteczną i długimi fragmentami porywającą grę biało-czerwonych na czempionacie w Austrii, a skończyło się „tylko” czwartym miejscem. Gdy medal mistrzostw Europy był na wyciągnięcie ręki pewien niedosyt musi pozostawać, mimo że paradoksalnie reprezentacja polski zajęła najwyższą lokatę w historii swoich występów na tej imprezie… Zastanawia jednak postawa naszych piłkarzy ręcznych w decydującej fazie turnieju.

Chłopcy Wenty awansowali w bardzo dobrym stylu i nie obniża mojej oceny tego wyczynu nawet porażka (24:29) z Francuzami. Wszak Francuzi (jak się później okaże, świeżo upieczeni mistrzowie kontynentu) to aktualni mistrzowie olimpijscy i świata. Mogliśmy więc ze względnym spokojem czekać na półfinałową batalię z Chorwatami, by równo rok po pamiętnym półfinale MŚ w Chorwacji (30 stycznia 2009) nasi piłkarze wzięli rewanż na podopiecznych Lino Cervara. Pierwsza połowa sobotniego spotkania potwierdziła, że Szmal i spółka mają zamiar odegrać się na rywalach bezlitośnie i z przytupem. Genialna gra w obronie i ataku, sprawiały, że Chorwaci nie mieli pomysłu na skuteczną grę, mimo wydatnej pomocy norweskich sędziów… Słowem – ręce same składały się do braw za tak wspaniałą grę zawodników Wenty. Któżby przypuszczał, że w drugiej połowie bardzo szybko przebędziemy drogę od euforii do rozpaczy. Biało-czerwoni przestali sobie radzić z defensywą rywali, nagle zaczęło brakować pomysłów taktycznych nerwowość skutkująca dziurami w defensywie i coraz częstszymi błędami własnymi. Tak klasowa drużyna, jak Chorwacka nie mogła wypuścić takiej szansy. I nie wypuściła.

Długo po meczu zastanawiałem się, jak to możliwe, że Polacy pokazali dwa skrajnie różne oblicza w jednym, tak przecież dla nich ważnym, meczu. Prawdopodobnie problem tkwi w psychice graczy. Jakkolwiek wyświechtane jest to stwierdzenie, pozostaje ono ciągle żywotne. Bo jak inaczej wyjaśnić taką co najmniej dziwną postawę w najważniejszym meczu turnieju? Ciężar gatunkowy półfinału, kołacząca się gdzieś z tyłu głowy myśl, że zwycięstwo w tym jednym meczu na pewno da medal, a porażka może go odebrać – paraliżują i ograniczają faktyczne umiejętności.

To kolejna już taka sytuacja w przypadku naszych szczypiornistów, gdy na wielkiej imprezie nie brakuje im sił, umiejętności i potencjału, lecz czegoś innego, aby wdrapać się na szczyt. Tym czymś wydaje się konsekwencja cechująca prawdziwych mistrzów, potrafiących grać od początku do końca swoją grę. Owej konsekwencji naszym jeszcze brakuje. Wierzę jednak, że w końcu Siódmiak i koledzy wykują ją w ogniu walki na następnej mistrzowskiej imprezie. Tym bardziej, że szans zdobycia tytułu w obecnym składzie nie będzie za wiele.

Tytułem uzupełnienia jeszcze jedna refleksja. Mecz o brązowy medal z Islandią potwierdził też opinię, iż polska drużyna potrafi wręcz fenomenalnie grać, gdy znajduje się pod ścianą, gdy musi „gonić” wynik. Mimo że ostatecznie Islandczyków pokonać się nie udało, to tradycji niejako stało się zadość. Ot, taka nasza mentalność narodowa: kiedy jest źle i jesteśmy ciemiężeni, nie dajemy się za wszelką cenę.

***

Dla pokrzepienia serc zamieszczam akcję z meczu, po którym obiecałem sobie nigdy nie zwątpić w naszych szczypiornistów. Polacy! grajcie i wygrywajcie w takich okolicznościach, z mistrzowską konsekwencją. Bez strachu, że szczyt jest blisko.

KLIK
0 2,6
Oceń ten artykuł:
0.00 (0 ocen)
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.
Zarejestruj się

Brak komentarzy

Bitwy Kibiców - Nowy sezon
Zarejestruj się, głosuj na swój ulubiony klub i zgarnij atrakcyjne nagrody.
  1. Zobacz na czym polega ta gra
  2. Nie zwlekaj, głosuj już teraz
Kalendarium - marzec 2010
Terminarz


Video