Sonda
Która z grup Ligi Mistrzów 10/11 zasługuje Twoim zdaniem na miano najciekawszej?
Online (9) - 5min
Felietony
Galaktycznych już nie ma...
10.08.2008 23:13, Adam Fabisiewicz, wyświetleń: 3473

Niegdyś mądrzy i bliscy mi ludzie poradzili, abym w życiu nade wszystko pozostawał w zgodzie z samym sobą. Niniejszym to czynię i stwierdzam, że jestem zmęczony i zirytowany wiecznymi i chyba nieśmiertelnymi stereotypami, kojarzonymi z Realem Madryt. Choć, gdy latem 2000 roku do Madrytu zawitał Luis Figo obarczony statusem najdroższego futbolisty świata, nikt nie mógł nawet przypuszczać, iż ten niewątpliwie udany początek misternie obmyślanej polityki transferowej nowego prezydenta Królewskich Florentina Pereza, otworzy niezwykły rozdział w historii klubu. Rozdział pełen kontrowersji, niepozbawiony nagonki zarówno ze strony mediów, jak i kibiców innych teamów. Ale po kolei…
Obietnice Pereza, czyli kiełbasy nie było
Oto bowiem rzeczony Florentino Pérez, kandydujący na prezydenta królewskiego klubu już po raz drugi (w 1995 r. przegrał elekcję z Romonem Mendózą liczbą 700 głosów – A.F.), to człowiek sukcesu i rzutki przedsiębiorca, któremu leży na sercu dobro ekipy znajdującej się podówczas w zapaści tak sportowej, jak i finansowej. Gdy zatem w ramach obietnicy wyborczej zapewnia madryckich socios o tym, iż wydźwignie Real z wszelkiego kryzysu, a ponadto ściągnie doń Luisa Figo ze znienawidzonej Barcelony, fani znużeni dotychczasową sytuacją wybierają go (oddają na Pereza 94,2% wszystkich głosów). Flore jak obiecał, tak zrobił, bynajmniej nie karmiąc elektoratu kiełbasą wyborczą… Sprzedawszy za około 500 milionów euro dawny ośrodek treningowy Ciudad Deportiva, spłacił zadłużenie klubu oraz wyłożył rekordową wówczas kwotę 60 milionów euro na zakup Portugalczyka. Niedługo zaś po tym transferze z niekłamaną satysfakcją przyznał: od teraz co sezon będziemy kupować wybitnego piłkarza, obdarzonego wielkim nazwiskiem i nie mniejszymi umiejętnościami – bez względu na cenę. Zespół zbudowany na barkach megagwiazdorów, wspieranych przez młodych słabszych piłkarzy, często wychowanków miał, być świetnie zbilansowanym tworem Perezowskiej filozofii "Zidanes y Pavones". Konsekwencji w działaniu prezesowi nie można było odmówić: na lotnisku Barajas lądowali bowiem kolejni wielcy. W lipcu 2001 roku – Zinedine Zidane za 73,5 miliona euro, choć niektóre źródła podają sumę nawet 76 mln €; w 2002 r. – świeżo upieczony król koreańskiego Mundialu, Ronaldo, wart 45 mln €; w 2003 – David Beckham kupiony z Manchesteru United za 35 mln € i wreszcie w 2004 roku Michael Owen, na którego włodarze z Bernabeu wyłożyli "jedyne" 12 mln €. Tak rodziła się osławiona dziś legenda "Los Galacticos".
Pieniądze sukcesu nie dają
Początkowo wydawało się, iż właśnie ziszcza się piękny madrycki sen. Team wydobył się z kłopotów finansowych, a najlepsi piłkarze świata – jak sam zwykł Perez określać swych galaktycznych – znakomicie realizują założenia koncepcji prezydenta. Figo i Zidane przyciągają zainteresowanie mediów i setek milionów kibiców na całym świecie, co sprawia, że Real bardzo szybko staje się niezwykle atrakcyjnym i bardzo rentownym produktem marketingowym. Światowe tournee mające przyciągać kibiców i potencjalnych konsumentów dodatkowo budują potęgę finansową ekipy, która nie szczędzi dziesiątek milionów euro na transfery kolejnych "Zidane'ów". Wszystko układało się zatem sielankowo, do czasu gdy Galaktyczni kojarzeni byli z tym mianem nie tyle ze względu na astronomiczne kwoty na nich wydawane, ile z powodu sukcesów sportowych. Że wspomnę tylko lata 2000-2003, w których to Real, z Vincentem Del Bosquem na ławce trenerskiej, sięgnął po 2 mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Europy oraz Puchar Interkontynentalny.
Wraz ze zwolnieniem, "Sfinksa" , który ponoć kompletnie nie radził sobie z rozkapryszonymi gwiazdami, skończył się także triumfalny pochód galaktycznego Realu. I mimo, że Perez konsekwentnie realizował swoją taktykę, to o zespole było głośno nie dzięki jego wojażom na murawie, ale za sprawą medialnej i kibicowskiej krytyki wybryków piłkarzy. Tym sposobem owa zmitologizowana wręcz konstelacja gwiazd stała się bezproduktywnym skupiskiem sław, które nie umieją nic wygrać w aspekcie sportowym, choć ich medialność doskonale stymuluje funkcjonowanie marketingu w Realu. Dość powiedzieć, że do kasy klubowej, z tytułu sprzedaży samych gadżetów i pamiątek, wpływa rocznie ok. 150 mln €. Dużo ważniejsze było jednak coś innego: trzy lata bez żadnego trofeum, wyczerpało cierpliwość największych nawet entuzjastów ery Galacticos, a we wszystkich pozostałych zaszczepiło przekonanie, że Real to skupisko, przereklamowanych gwiazdorów, że Real to maszynka do wydawania pieniędzy i podkupywania piłkarzy bez względu na cenę. A jego gwiazdy, zamiast na treningu i wygrywaniu meczów, koncentrują się na lataniu po świecie swoim prywatnymi samolotami i innych uciechach życia.
Poglądy w stylu retro
Przekonanie to, mimo że jest już mocno nieaktualne, wielu pozostało do dziś. Niestety. Nie zamierzam potępiać owej zatwardziałości, gdyż ani na to czas, ani miejsce, chciałbym jednak zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów, których zaciekli krytycy Realu notorycznie nie zauważają. Po ustąpieniu Folerentina Pereza, pod wpływem krytyki niezadowolonych madridistas, nastąpiła gruntowna zmiana polityki transferowej. W klubie pojawił się surowy, acz skuteczny Fabio Capello, który zaczął budować zespół wedle koncepcji, pozwalającej w efekcie odzyskać mistrzostwo kraju za sezon 2006/2007. Już bez Zidane'a oraz Figo, za to z m.in. Ruudem van Nistelrooyem i Fabiem Cannavaro (co znaczą dla zespołu – mówić nie trzeba), za których w sumie zapłacono ok. 30 mln €, czyli wyraźnie mniej niż np. Manchester United, za Michaela Carricka, Chelsea za Andrija Szewczenkę czy też – w tym okienku – Barcelona za Daniego Alvesa. Z drugiej strony Real znów znajduje się w gronie rekordzistów pod względem pieniędzy wydanych na transfery przed sezonem 2007/2008, ale samotnym rekordzistą już nie jest. Rok później za 119 milionów euro udało się Ramonówi Calderónowi sprowadzić 6 naprawdę wartościowych piłkarzy, co potwierdził fakt obrony tytułu przez ekipę Bernda Schustera. To bardzo dużo pieniędzy jak za sześciu graczy, być może nawet za dużo, jednak piłkarze Ci jak dotychczas świetnie się spłacają, cały zaś Real tworzy obecnie bardzo dobrze zbilansowany team. Na każdą pozycję niemiecki szkoleniowiec ma praktycznie rzecz biorąc równie wartościowego zmiennika (może wyłączając linię obrony). Bardzo wysoka jest, więc obecnie cena sukcesu – o tym jaką masę pieniędzy trzeba zainwestować, by mieć wymierne korzyści sportowe przekonał się też sir Alex Ferguson (83 miliony funtów – na Naniego, Andersona i Teveza; porównywalna kwota do tej, którą wydał Real) i doskonale na tym wyszedł. Podobnie, jak Barça, drugi sezon z rzędu dobijająca powoli do stu milionów euro… Znaczny wpływ na taki stan rzeczy miały z pewnością koncepcja Zidane'ów i Pavonów czy równie bardzo nagłośniony "syndrom Abramowicza", ale czy tylko one?
Pasja nie utonie w mamonie
Przykłady można mnożyć, ale nie trzeba tego czynić nad wyraz. Widać przecież jasno, iż w epoce niesamowitej medialności najsilniejszych lig i klubów, w dobie walki nie tylko o sukces, lecz także o hegemonię marketingową, ów gigantyzm liczb przestaje zadziwiać. Obecnie bowiem, każdy klub, chcący znajdować się na szczycie – bez względu na to, o który "szczyt" chodzi – musi wydawać niebotyczne sumy na gwiazdy, które przyciągną media i tłumy kibiców na całym świecie. Bo futbol to biznes, a interes musi się kręcić. Dlatego utożsamianie jednego czy dwu klubów z kreowaniem gwiazdorstwa na pokaz za wszelką – dosłownie – cenę, to jako żywo odgrzebywanie mocno podstarzałych stereotypów. Sport, którym tak bardzo się pasjonujemy nie jest przecież sztuką dla sztuki, nawet jeśli napędza go potężna machina marketingowa. Wierzę zatem w to, co napisałem, aby stłumić schematyczne i nieaktualne wyobrażenia. No chyba, że Kakę, Drogbę, Messiego, Ibrahimovicia, Cristiana Ronaldo i innych też zaczniemy nazywać "Galaktycznymi"?
Komentarze (21)
Kalendarium - wrzesień 2010
Terminarz
- Następna
- Poprzednia
- Na Żywo
Grupowa #1
14 września 20:45
| Twente | ? - ? | Inter |
| Werder | ? - ? | Tottenham |
| Ol. Lyon | ? - ? | Schalke 04 |
| Benfica | ? - ? | Hapoel |
| Manchester | ? - ? | Rangers |
| Bursaspor | ? - ? | Valencia |
| Barcelona | ? - ? | Panathinaikos |
| Kopenhaga | ? - ? | Rubin |
15 września 20:45
| Bayern | ? - ? | Roma |
| Cluj | ? - ? | Basel |
| Marsylia | ? - ? | Spartak |
| Żilina | ? - ? | Chelsea |
| Real Madryt | ? - ? | Ajax |
| Milan | ? - ? | Auxerre |
| Arsenal | ? - ? | Braga |
| Szachtar | ? - ? | Partizan |
Wyszukiwarka


"Galacticos" to Barcelona lepiej sobie radzi od Realu w lidzie który sprowadził m.in. za wielkie pieniądze Holenderskiego Skrzydłowego Rafaela van der Vaarta który i tak podgrzewa ławkę rezerwową Królewskich .
Cóż... z tak "rzetelną faktografią i analizą historyczną", redaktorzy Wołowski i Zaranek (znawcy hiszpańskiej piłki) mogą co najwyżej przychodzi do Ciebie po korepetycje. Ale gdybyś przeczytał choćby autoryzowaną biografię nt. Franco, tobyś wiedział, że chodziło o scentralizowanie państwa skupienie jego potęgi wokół nacjonalistycznej stolicy. "Wizytówką" tego wszystkiego miał być Real z którego Franco uczynił narzedzie do symbolicznego manifestowania siły stolicy. Ponadto w tamtych czasach na Bernabeu przychodziły elity intelektualne i społeczne, które Franco równie mocno prześladował. Bo MADRYT w każdym przejawie życia miał być na wskroś nacjonalistyczny, bez żadnych tam Basków, Katalończyków czy Kantabryjczyków. Guzik go obchodziła rywalizacji fair play.
Ale Ty pewnie i taki wiesz lepiej... Tyle ode mnie na ten temat i nie będę juz go kontynuował. Pozdrawiam :)
Dalsze przykłady ktore moze cię bardziej przekonają. Manchester płaci za Teveza 32 miliony funtów, czyli ponad 40 milinów euro! 25 milinów euro Robbie Keane, David Bantley ponad 20. Cała Barclays Premiership wydała na transfery tylko do tej pory ponad 260 milionów funtów, czyli blisko 350 milionów euro... Peniądze to dziś potężna siła, szczególnie wśród najbardziej liczących sie klubów.
PS Po raz kolejny proszę, szanuj wszystkie kluby gdy o nich piszesz i używaj dużych liter.
Barcelona na przykład po raz drugi z rzędu zbliża sie do 100 mln euro wydanych na transfery; za samego Alvesa dała ponad 30. Lyon kupił kilku piłkarzy, ale są to zawodnicy tylko z rynku francuskiego który jest po prostu dużo tańszy, więc i ceny zawodników - niższe. Takie są realia...