Spontaniczny uśmiech Mourinho

Redakcja | 15.06.2004 00:00 | komentarzy: 5 | kategoria: Felieton |

Konia z rzędem temu, kto przewidział skład półfinałów minionej Ligi Mistrzów. Pogrom faworytów rozpoczął się już w 2 rundzie, kiedy w ostatniej minucie odpadł Manchester United w dwumeczu z FC Porto. Później już było tylko gorzej, los się odwrócił od bogaczy i więcej nie chciał ich znać. Solidarnie odpadały Juve, Milan, Arsenal, Chelse i Deportivo. W kilka chwil atrakcyjny produkt znoszący złote jajka, spod znaku Ligi Mistrzów drastycznie stracił na swojej atrakcyjności. Rangą zrównał sie z pucharem pocieszenia - pucharem UEFA. Zaryzykuje stwierdzenie, że skład LM był nudniejszy niż PU, bowiem w tym drugim wystąpiła Valencia, wielka firma, swojego czasu regularnie występująca w finałach europejskich pucharów. Bezbarwność tegorocznej edycji LM począwszy od półfinałów uwarunkowano faktem, że nie grali w nich wielcy. W świadomości kibiców utarło się, że nawet jeśli Manchester i Real prezentują dużo niższą formę niż Monaco i Porto, i tak ten pierwszy pojedynek będzie określany mianem wielkiego hitu. Drugi zestaw nie wyzwala takich emocji, nie rządzi wyobrażnią, zaś wielkim świętem piłkarskim jest dla kibiców zainteresowanych drużyn. Natomiast zmagania gigantów z Manchesteru i Madrytu śledzi cały piłkarski świat z zapartym tchem. Liga MIstrzów 2003/04 to przede wszystkim triumf sportu nad pieniędzmi. To nie nazwiska i zera na koncie grają , lecz determinacja, wiara i litry potu wylewanego na treningach i w trakcie meczu. Szczytne założenie sportu triumfuje wraz z FC Porto. Wygrał zespół bez wielkich sław, bez monstrualnych rozmiarów pieniędzy. Zespół zdeterminowany, zgrany, tworzący jedność, rozumnie poukładany przez wielką postać - Jose Mourinho. Przegrała idea dyrektora sportowego Realu - Jorge Valdano - o sprowadzaniu co rok nowej gwiazdy wzmacniającej ofensywę, zaś w defensywie - stawianie na wychowanków. Nadmiar gwiazd wprowadził tę galaktykę w czarną dziurę braku motywacji i zarozumialstwa. Przegrał czerwony nabab - Roman Abramowicz. Nie wystarczy przyjść, wskazać palcem kogo chce się mieć w drużynie jak w Championship Manager i oczekiwać aż sukcesy same spadną z nieba. Potrzebny jest jeszcze drużynie charakter i zgranie. Trudno jednak tego wymagać od Chelsea, jeśli w jej kadrze jest około czterdziestu zawodników z najwższej piłkarskiej półki, a w każdym kolejnym meczu jest inny skład. Póki co popularny Romek nie wydostał się jeszcze z transu kupowania i planuje pozyskać kolejne gwiazdy do swojego CM'a. AC Milan przegrał z pechem. Cały sezon grał koncertowo - efektownie i zarazem efektywnie. Awans do półfinału także miał zagwarantowany (4-1 z Depor!), ale nadszedł czarny dzień dla rossonerrich, w którym gra nie kleiła się kompletnie, a obrona przypominała sito, pieczętując ten stan swojakiem Cafu i wynikiem 0-4. Podobnie Arsenal Londyn , który nie przegrał meczu w Premiership, poległ w ćwierćfinale z Chelsea, po wyczerpujących bataliach z MU w lidze i pucharze kraju. Ten ostatni przegrał z rozregulowanym celownikiem Sir Alexa Fergusona. Nikt już nie pamięta ostatniego trafionego transferu Szkota (może oprócz Cristiano Ronaldo). Także jego wybory personalne do składu byłego mistrza Anglii wołały o pomstę do nieba. Zaskoczył Lokomotiv Moskwa - w grupie bijąc Inter Mediolan 3-0 i awansując do 2 rundy. Wiślacy powinni wyciągnąć wnioski - dla chcącego nic trudnego. Mieszane uczucia budzi AS Monaco. Z jednej strony - w drodze do finału czarowali bajeczną grą, budząc tym samym nasze nadzieje na rozstawienie Wisły Kraków w III rundzie eliminacji przyszłej LM. Z drugiej strony rozczarowali grzebiąc te nadzieje w finale, pokazując inną grę niż ta, do której nas przyzwyczaili w tym sezonie. Pewnie wielu z nich zdawało sobie sprawę, że to ich ostatni mecz w klubie nękanym przez problemy finansowe. Pomyśleli pewnie, że jeśli wygrają - to fajnie, jeśli zaź nie - nic strasznegp się nie stanie, przecież i tak wypełnili plan minimum dużo ponad normę. W efekcie Wiślacy ponownie wpadną na mur w III rundzie w postaci potentata. Chyba, że odpadnie któryś z zespołów rozstawionych, lecz grających w II rundzie. Ale w takie cuda nie wierzmy. Wisła musi się nauczyć, że może liczyć tylko na siebie, sukces może wywalczyć tylko cieżką pracą. Przecież nigdzie nie jest powiedziane, że będąc zespołem rozstawionym, trzyma się awans w kieszeni. W kolejnej Lidze Mistrzów emocji nie zabraknie. Giganci już szykują ofensywę. Dostali mocnego kopa i są teraz zmotywowani potrójnie. Zmiany personalne będą nieuniknione, podobnie jak te dotyczące polityki poszczególnych klubów. Do podobnego spiętrzenia niespodzianek jak w minionej edycji zapewne w przyszłej nie dojdzie. Będzie tego brakować , podobnie jak uśmiechu Mourinho w spontanicznym szale radości ;)

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Komentarze (5)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze