Matrix a Czarna Magia

Redakcja | 22.11.2004 00:00 | komentarzy: 1 | kategoria: Felieton |

Typując zwycięzcę Ligi Mistrzów Anno Domini 2005, nie sztuką jest wymienić wszystkich czołowych przedstawicieli elitarnej grupy G-14. Sztuką jest zdecydowane zadeklarowanie swojego stanowiska na podstawie intuicji, przeczucia, wizty i wróżki czy po prostu trafnych wniosków. Dlatego wg autora poniższego felietonu po końcowym gwizdku majowego finału w Stambule, najcenniejsze klubowe trofeum podniosą piłkarze FC Barcelony. Jedyną drużyną, która jest w stanie pomieszać im szyki, jest klub z miasta włókniarzy - Manchester United. Obie drużyny łączy kilka motywów: fenomenalnie spisują się w LM, a ich kluczowymi graczami są panowie R - w MU - Rooney i Ronaldo, a Barsie - Ronaldinho. Barcelona w bieżącym sezonie spisuje się znakomicie, gra efektownie i zarazem efektywnie. Ten, kto widział Katalończyków w meczach LM z Celtikiem i Milanem, mógł się przekonać jak pięknie dla oka i skutecznie rozgrywają piłkę. Przyglądałem się tym zmaganiom z niemałym entuzjazmem. Futbolówka w wykonaniu Guily'ego, Eto'o, Larssona, Deco i absolutnego mistrza Ronaldinho, porusza się jak po sznurku, a przy tym jest eksploatowana z niespotykanym kunsztem, wręcz na skraju czarnej magii. Działacze Barcy uszczęśliwili kibiców, kompletując najcudowniejszy skład od bardzo dawna. Kto wie, czy nie najlepszy w historii, ale o tym przekonamy się w niedalekiej przyszłości. Póki co piłkarze....wydają się być nie do powstrzymania. Czarują i, co najważniejsze, osiągają znakomite wyniki. Wreszcie spełniło się marzenie katalońskich kibiców i znienawidzony Real Madryt odszedł w cień. Wydaje się zresztą, że galaktyka została wchłonięta przez czarną dziurę, choć takich piłkarzy jak Owen, Zidane, Figo i Beckham, nigdy nie wolno lekceważyć. O ile gracze Barcy zawarli pakt z nieczystymi mocami, o tyle Manchester United ma atak rodem z Matrixa. I nie tylko chodzi o Alana Smitha, byłego gracza Leeds. Do agenta Smitha wielu próbowało strzelać, ale nikt nie trafił, za to to Alan, strzela na bramkę i to skutecznie (vide jego gol z ponad 30 metrów), wiele razy uratował punkty dla United. Cenniejszym matrixowym nabytkiem jest Wayne Rooney. O Roo pisano wiele, zwłaszcza po jego niesamowitej grze na EURO 2004, zakończonej kontuzją śródstopia. Rozpisywano się, że wygląda jak bokser, że wychował się w dzielnicy, w której lepiej się nie pokazywać bez siekiery i psa obronnego, że nie potrafi sklecić poprawnie dwóch zdań w żadnym języku. Kpiono, że za grosz brakuje mu inteligencji, ale to nieprawda. Istnieje sześć rodzajów inteligencji. Być może Roo nie otrzymał twórczej i logicznej, lecz na pewno chojnie został obdarzony wizualną, a nade wszystko fizyczną. Anglik jest piłkarzem kompletnym, nie tylko kończy, ale i wypracowuje sobie i innym sytuacje. Potrafi zdobyć bramkę z niczego. Kiedy strzela, nie zastanawia się, nie daje sobie czasu na reakcję. Zgodnie z jedną z zasad Matrixa - nie myśli, ale działa. Być może jest tak, że dla niego rzeczywistość jawi się w zwolnionym tempie, podczas gdy dla innych czas płynie normalnie. Rooney jest tak dokładny i skuteczny, że postronny widz nie może uwierzyć w to, co się dzieje, że można tak idealnie rozgrywać na tak dużej szybkości. Ronaldinho jest z kolei wirtuozem, jego popisy zapiedają dech w piersiach, to czarnoksiężnik piłkarski, obdarzony niespotykanym kunsztem. Zastanawiając się nad jego wyczynami, dochodzę do wniosku, że to nie drużyna podpisała cyrograf, lecz sam Brazylijczyk. I to w zupełności wystarczy. Spotkanie Barcelony i Manchesteru wcześniej niż w półfinale będzie wielką klęską sportu i niesprawiedliwością losu. Czy czarna magia pobije sztuczki wygenerowane przez wirtualną rzeczywistość? To zależy od dyspozycji głównych aktorów tego przedstawienia, wielkiego święta piłkarskiego, które dostarczy wielkich emocji. Jeśli tylko się odbędzie.

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze