Mosiężne Surtsey'e rozdane

Redakcja | 28.12.2004 00:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Felieton |

Koniec roku to czas wszelakich podsumowań. Tradycyjnie z tegoż tytułu, musiało mieć miejsce zebranie nadzwyczajnej komisji w jednoosobowym składzie, w celu przyznania wyjątkowo nobilitujących nagród "Mosiężnych Surtsey'ów" za "wybitne" dokonania w światowym futbolu. Należy podkreślić, iż posiedzenie komisji nadzwyczajnie nie śledczej przebiegało w dosyć burzliwej atmosferze, suto zakrapianej nie podważalnymi argumentami, aczkolwiek jednomyślnej. Nagrodę fałsz-play otrzymuje reprezentacja Szwecji. Swoje skłonności do "uczciwej i honorowej" postawy na boisku i poza nim pokazali już w ostatnim meczu eliminacji do Euro 2004, kiedy odpuścili sobie potyczkę z dużo niżej notowanymi łotyszami, odbierając Polakom nadzieję na awans choćby z baraży. O tyle sytuacja dziwi, kiedy przypomnimy sobie ostatni mecz eliminacji Euro 2000 z Polską, kiedy byli dokładnie w takiej samej sytuacji, a mimo to, naszym piłkarzon nie pomogli, tylko "puścili" dalej Anglików. O ile wyżej wymienione zarzuty przez sceptyków mogą zostać uznane za teorie spiskowe, o tyle zagrywka Szwedów na Euro 2004 zakrawa na jawną kpinę i pogrzebanie przez nich zasad uczciwości oraz kultywowanie kłamstwa. Szwedzcy trenerzy i piłkarze zapewniali przed meczem z "braćmi Skandynawami" Duńczykami, że nawet do głowy im nie przyszło układanie się z rywalami aby zamknąć dzwi awansu Włochom, a promować obie zainteresowane drużyny. Przypomnijmy, że tylko remis 2-2 (lub wyższy) dawał awans Skandynawom i eliminował Włochów. I co? Zdarzył się cud na globalną skalę, bo przeciętnie ile razy pada wynik 2-2? Statystycy obliczyli, że bardzo rzadko. Jednak czyści i niczemu niewinni Szwedzi, przez całkowicie przypadkowe zrządzenie losu, dokładnie taki wynik osiągnęli. W tyk roku nadwyraz hojnie zostali obdarowani piłkarze Realu Madryt, zwani "Galacticos", którzy całą drużyną otrzymują nagrodę "primadonny roku". Kiedy w klubie rządził "miękki" Queiroz, wszystko było w porządku i galaktyczni nie narzekali na nic, tyle że wyników także nie było. Portugalczyka za brak osiągnięc zwolniono i zatrudniono "twardego" Camacho, który wprowadził "zamordyzm" i zmuszał gwiazdorów do pracy, czyli po prostu do tego, za co dostają niebiańskie sumy. Primadonny z Ronaldo i Raulem na czele uznały za skandal fakt, że muszą na treningach wykonywać tak katorżnicze czynności jak bieganie i kopanie piłki i zorganizowały bunt. Camacho wyleciał szybciej niż go sprowadzono. Popełnił biedak błąd. Należało podwoić gwiezdnym "świętym krowom" urlopy, skrócić trzykrotnie czas treningów i kazać nosić ich w lektykach. Wówczas posadę by zachował. Listę wyróżnień indywidualnych otwiera nagroda "ofiary roku" przyznana Davidowi Beckhamowi. Oficjalnie wiadomo, że podczas portugalskich Mistrzostw Europy zmarnował dwa kluczowe karne i przez to ponowanie został antybohaterem angielskiego futbolu. Jednak to tylko część prawdy. Agent Becksa twierdzi, iż ten skarżył się na nierówną murawę podczas wykonywania "jedenastki". To wszystko wyjaśnia. Mamy do czynienia ze spiskiem, który sprokurowali na Davidzie "panowie od kosiarki". Przypomnijmy, że wcześniej kapitan Anglików przestrzelił karnego w eliminacjach z Turcją. Wtedy padł ofiarą złośliwych tureckich piasków. Obiektywnym człowiekiem roku zostaje Iker Casillas, za takie oto podsumowanie wyczynów "Królewskich" po kolejnej sromotnej porażce: "I co skur******, jesteście teraz zadowoleni?! Zrobiliście z siebie pajaców!!". Po czym bramkarz Realu zszedł do szatni. To prawda, że jak zdenerwować człowieka, wtedy stać go na gorzkie acz obiektywne słowa prawdy. Gwiazdę roku przyznano Luisowi Figo. Jego reprezentacja przegrała finał o Mistrzostwo Europy, jednak skrzydłowy Realu ani trochę się tym nie przejął. Poszedł do szatni i już kilka chwil później, z czarującym uśmiechem przyklejonym do twarzy, pozował fotoreporterom. Ciekawie ta scena wyglądała na tle innych piłkarzy portugalskich, którym naprawdę zależało i porażkę przyjęli bardzo emocjonalnie. Nie, jak Figo, skrajną obojętnością mówiącą: "Zarabiam miliony dolarów, co mnie obchodzi jakiś tam kolejny puchar". Dajmy spokój realowcom i nie kopmy już leżących. Nagrodę cwaniaka roku otrzymuje Kalu Uche. Przeprosił się z działaczami i trenerami Wisły, odzyskał pracę, zagrał z Realem i szybko skorzystał z okazji wyjazdu do Francji. Wkrótce przekonamy się czy aby Uche nie zatriumfuje w przyszłym roku tytułem "frajera roku", ponieważ Nigeryjczyk podobno nie spełnia oczekiwań i być może wróci do Wisły jeszcze w zimowym oknie transferowym. Nagroda "frajera roku" jednak nie opuszcza stadionu przy Reymonta i tym razem otrzymuje cała drużyna Wisły Kraków. Wybaczamy porażkę z "Królewskimi", ale odpadnięcie z pucharu UEFA w tak wczesnej fazie jest swoistym nadużyciem. Przypomnijmy hasła głoszone, że jeśli Wisełka rozgromiła mistrza Gruzji 8-2, to wicemistrz będzie tylko formalnością. W głowach jawiły się wyniki po 11-0, 20-0. Okazało się jednak, że zarozumialstwa wciąż nie można wyplewić z polskiej świadomości. Wiślaków spotkał upadek z dużej wysokości. Jeszcze długo poczekamy na sukcesy polskiej drużyny w pucharach, choćby w postaci awansu do LM. Prognozy są tym bardziej niekorzystne, kiedy popatrzymy na osiągnięcia naszych juniorów. Z tym wiąże się tytuł "beznadziei roku" przyznany Amice Wronki, w której składzie znajduje się ponoć "przyszłość" polskiej piłki. śledząc start Amici w fazie grupowej, widać wyraźnie, że to nawet nie klęska nas spotkała. To po prostu permanentny brak perspektyw na przyszłość. Nagroda "skromnisia roku" przypada Jose Mourinho. Trener Chelsea to człowiek skromny jak diabli. Przychodząc na Stamford Bridge oświadczył: "Macie najlepszy stadion, najlepszych piłkarzy i najlepszego sponsora. Teraz macie również najlepszego trenera na świecie". Mourinho wygrał też plebiscyt na "uśmiech roku". Pamiętacie tę spontaniczną radość po majowym finale LM? "Utarty nos" roku otrzymuje Franz Beckenbauer. Kilkanaście lat temu oznajmił błyskotliwie, że gra z takimi drużynami jak Albania, łotwa czy Polska, jest poniżej godności każdego Niemca. Ciekawe jak "Cesarz" wyglądał po meczu "dumnych Niemiec" z łotyszami zakończonym remisem. Proponuję hara-kiri łyżeczką od herbaty. Zaiste, ogromny wstyd runął na naród niemiecki niczym grom z jasnego nieba. Nagrodę "eksperta roku" otrzymują: trenerzy Bhutanu - Passang Tshering i Nepalu - Upenda Singh, według których najlepszym piłkarzem 2004 roku powinien być Cafu. Kapitan Wysp Cooka swoją wiedzę na temat futbolu najwyraźniej czerpał z pism dla dziewcząt, bo tytuł gracza roku przyznałby Davidowi Beckhamowi. Dla trenera Korei Północnej, który także gardzi wyczynami Ronaldinho i Henry'ego, najlepszym był zmagający się z niemocą strzelecką Raul. Są także polskie akcenty pretendujące do tej prestiżowej nagrody: Tomasz Hajto wytypował Roya Makaay'a, na liście Pawła Janasa na drugiej pozycji znalazł się Steven Gerrard. Przypomnijmy, że głosy wyżej wymienionych były warte tyle, co głosy trenerów i kapitanów czołowych liga świata. Ostatni "Mosiężny Surtsey" przypada kategorii "siara roku" i wędruje do reprezentacji Grecji, która uśmierciła futbol. Wyobraźcie sobie, że żyjemy na planecie gdzie mistrzem kontynentu jest Grecja. Co za wstyd! Opuszczam to miejsce najbliższym promem na Marsa ;)

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze