Zmiana warty

Redakcja | 08.02.2005 00:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Felieton |

Każdy kibic wiedział, że tak się stać musi i że prędzej czy później ich obawy staną się faktem czy im się to podoba czy też nie. Filozoficzne stwierdzenie że "Wszystko co ma początek ma i koniec" dotyczy też, a może i głównie egzystencji ludzi. Natura rządzi się swoimi prawami i jak na razie nie zanosi się żebyśmy mogli w znaczący sposób ingerować w organizm człowieka żeby np. piłkarz mógł spokojnie występować do 50 roku życia na piłkarskich arenach grając na najwyższym poziomie. Za przykład posłużył mi piłkarz bo właśnie o tej grupie jest ten felieton i to ich perypetiami żyjemy na co dzień, My kibice. Z mojego punktu widzenia to nawet dobrze, że taki postęp w nauce jeszcze nie miał miejsca bo dzięki temu co kilka lat możemy obserwować tytułową "zmianę warty". Najbardziej powszechnym przypadkiem w piłce nożnej gdzie jedni się kończą a drudzy wręcz przeciwnie jest drużyna narodowa Francji. Ileż to łez wylali nasi bliźni z nad Sekwany nad problemem następcy Zidana czy Thurama. Lista zwycięzców Mś w 1998 roku we Francji już nie tylko grających nadal w kadrze ale i czynnie wykonujących zawód piłkarza kurczy się każdego roku. Z tamtego wspaniałego zespołu nie ma już wspomnianych Zidana i Thurama ale też Deschampsa, Desailly czy Dugarry, który ostatnio zawiesił buty na kołku. Francuscy dziennikarze wielu zawodników określali mianem "nowego Zizou" ale bardzo często były to porównania delikatnie mówiąc na wyrost. Gdy kolejni "cudowni" zawodnicy z czasem zamiast zbliżać się do poziomu mistrza zaczęło się od niego oddalać wielu uważało, że Zinedine Zidane nie znajdzie jeszcze przez dekady godnego następcy. Jednak dość niedawno temat ten przestał być aktualny. Francuzi uwierzyli na słowo rodzimym dziennikarzom, że mający niemal identyczny do pewnego momentu życiorys co ZZ zawodnik grającej w Serie A Bologni, Mourad Meghni jest nie tylko w stanie godnie zastąpić wielkiego poprzednika ale nawet przebić jego osiągnięcia. Wiarygodność tego stwierdzenia podważa jego koniec, w którym kibice "Les Bles" mogą przeczytać, że znalazł się ktoś o większym talencie niż sam "Zizou" w co uwierzyć jest bardzo trudno być może i samym ludziom, którzy tak o 20 letnim zawodniku Bologni napisali. Ojciec Mourada Meghni emigrował z Algierii do Francji na krótko przed porodem Mourada. Ten gdy dorósł zaczął grać w piłkę i tak jest do dziś. Jak już wspomniałem życiorys identyczny do pewnego momentu do Zidana. Mówię "do pewnego momentu" ponieważ mógł być on jeszcze bardziej podobny gdyż o Mourada Meghni biły się niedawno i biją nadal Juventus Turyn oraz Real Madryt, którego zainteresowanie jest bardziej zainteresowaniem Arrigo Sacchiego wielkiego fana talentu gracza Bologni. żaden z transferów do wielkiego klubu tej zimy młodemu Francuzowi nie wyszedł przez kontuzję której się nabawił oraz przez prezesa klubu, który powiedział, że sprzeda Meghni ale dopiero po sezonie gdyż ten musi uratować klub przed spadkiem z Serie A. Uznajmy, że najbardziej gorący problem następcy Zinedina Zidana jest zakończony przynajmniej do debiutu MM w reprezentacji trójkolorowych, który nastąpić ma niebawem gdy tylko ten wyleczy kontuzję. Mało kto nad Sekwaną przejmuje się linią defensywy reprezentacji. Według fachowców kolejnym wielkim bramkarzem po Barthezie będzie we Francji Sebastian Frey, który występuje na co dzień w Parmie i prawdopodobnie bronił będzie tam jeszcze 5 miesięcy, ponieważ niemal przesądzony jest jego transfer do Arsenalu Londyn. Linia obrony z takimi zawodnikami jak Willy Sagnol, Mikael Silvestre, William Gallas, Patrice Evra, Gael Givet czy Jean Alain Boumsong jest najpewniejszym punktem reprezentacji Francji i do tej formacji nie ma zbyt wielu zastrzeżeń. Niczym żywy piłkarski trup może czuć się Patrick Vieira, który póki co nadal chce grać w drużynie narodowej, a któremu cały czas szuka się następcy głównie w osobach Rio Mavuby i Benoit Pedrettiego. Teraz wypada poruszyć problem najbardziej drażliwy bo takim właśnie jest postawa zawodników ofensywnych. Wielki reprezentacyjny kryzys przeżywa Thierry Henry, który liczbą goli w kadrze nie grzeszy. Wiecznie kontuzjowani Louis Saha i David Trezeguet nie mogli być wsparciem dla gwiazdora Arsenalu, a Djibril Cisse być może nigdy już nie zagra w piłkę na poziomie predysponującym do gry w imieniu swojego kraju. Sytuacja jednak powinna już ulec zmianie gdyż Saha i Trezeguet są już zdrowi i co najważniejsze na ich formę nie można narzekać. Wypada wspomnieć o sytuacjach w innych krajach. Pominę Brazylię, która jak zawsze ma kłopoty bogactwa oraz Argentynę, którą "dręczy" ten sam problem. Nasza własna Polska reprezentacja ku uciesze wszystkich fanów tego sportu w naszym kraju zaczęła znowu grać jak należy chociaż trudno przewidywać jakieś wielkie triumfy ekipy Pawła Janasa. Sam Janas jest w moim odczuciu bardziej szczęściarzem niż wybitnym fachowcem, gdyż jego sukcesy rozpoczęły się dokładnie wtedy gdy posłuchał głosu opinii publicznej i przestał wystawiać swoich ulubieńców, którzy sprawiali wrażenie zawodników mających kompleks reprezentacji na czele z Grzegorzem Rasiakiem i Mariuszem Lewandowskim, przez których z pewnością nie jeden telewizor "dostał z buta". W Anglii nastroje są nie gorsze niż w Brazylii czy Argentynie, ponieważ wszyscy zgodnie twierdzą, że mają już skompletowaną drużynę, która po 40 latach przywróci swojemu krajowi tytuł najlepszej na świecie. Rooney mający do pomocy Downinga, Wright-Phillipsa wspierany przez doświadczonych Gerrarda, Beckhama, Lamparda oraz mając zabezpieczony tyły przez Ferdinand czy Cola z pewnością nie czynią optymizmu Anglików bezpodstawnym. Hiszpanie mają raczej problem z kibicami i trenerami niżeli z piłkarzami bo ci nie zawodzą i robią postępy z dnia na dzień. Del Horno, Reyes, Vicente czy Fernando Torres przynoszą więcej radości niż smutków. W Portugalii oprócz Luisa Felipe Scolari nikt już o Luisie Figo nie myśli mając Ricardo Quaresme czy Cristiano Ronaldo. Komu "zmiana warty" wyszła najlepiej przekonamy się podczas Mś w Niemczech w 2006 roku. Być może gospodarze turnieju sprawią znowu niespodziankę i odnajdą formę na samym mundialu. Jak mówiłem na początku zjawisko gdzie jedni odchodzą a drudzy się rodzą jest jednym z najnormalniejszych w świecie. Dzięki temu życie toczy się dalej, a piłka nożna nie traci na popularności. Na pewno czytając ten tekst każdy obywatel kraju, którego nazwa brzmi Polska, czuje gorycz, że jesteśmy w grupie krajów, które muszą na bogactwo w postaci piłkarzy czekać bardzo długo ale pozostaje mieć nadzieję, że i do naszych drzwi za niedługo zapukają młodzi zawodnicy, którzy wreszcie "zmienią wartę" po "Orłach Górskiego".

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze