Czemu?

Mrrr | 17.11.2004 00:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Felieton |

Manchester United, jeden z największych klubów Europy. Potężne przedsiębiorstwo, z własną telewizją, akcjami na giełdzie, największym sklepem klubowym na świecie, rocznymi przychodami rzędu kilkuset milionów funtów i zastępami fanów w niemalże każdym zakątku świata. No właśnie, co sprawia, że Manchester United jest tak lubianym klubem? Czemu ma tak wielu kibiców? Co oni widzą w nim interesującego? Co, jako fan MU, ja w nim widzę? Tylko miliony funtów tego najbogatszego klubu sportowego świata?

Manchester United, jeden z największych klubów Europy. Potężne przedsiębiorstwo, z własną telewizją, akcjami na giełdzie, największym sklepem klubowym na świecie, rocznymi przychodami rzędu kilkuset milionów funtów i zastępami fanów w niemalże każdym zakątku świata. No właśnie, co sprawia, że Manchester United jest tak lubianym klubem? Czemu ma tak wielu kibiców? Co oni widzą w nim interesującego? Co, jako fan MU, ja w nim widzę? Tylko miliony funtów tego najbogatszego klubu sportowego świata? Na pewno nie! 26 maja 1999, to bardzo ważna data dla każdego kibica Czerwonych Diabłów, bowiem w tym oto dniu rozgrywany był chyba jeden z najbardziej dramatycznych meczy w historii - finał Ligi Mistrzów pomiędzy Manchesterem United, a Bayernem Monachium. W przeciągu 2 ostatnich lat poznałem wielu fanów MU i zauważyłem, że spora ich część zaczęła interesować się MU właśnie po tym meczu, ale dlaczego? Tu chyba nie sam wynik miał tak wielkie znaczenie, a postawa drużyny, która pokazała że ma wielki charakter. Wyobraźmy sobie nastroje fanów obu zespołów w 90 minucie, Monachijczycy prowadzili 1:0, sędzia techniczny przedłużył spotkanie o 3 minuty: Wszyscy kibice Bayernu szalenie szczęśliwi, prawie już pewni triumfu swojej ukochanej drużyny, pewni że przeciwnicy nie będą mieli już siły wstać z kolan i strzelić w tak krótkim czasie dwóch goli potrzebnych do zwycięstwa. Bayern tego dnia był drużyną lepszą i nic nie zapowiadało jego klęski. Jednak wynik 1:0 nie dawał stuprocentowej pewności końcowego sukcesu. Od ogarniającego cały stadion Nou Camp szału radości Bawarczyków, dzieliły ich zaledwie, a raczej z ich punktu widzenia Aż, 3 minuty. Nastroje kibiców Manchesteru United były zgoła odmienne, ich pupile musieli strzelić 2 gole. Nie udało im się to przez 90 minut, więc jak miało udać się przez ZALEDWIE 3? Tym bardziej, że niestety ich gra nie przypominała tej z poprzednich meczy. Tylko niezgodna z rozumem nadzieja na osiągnięcie dobrego wyniku powstrzymywała kibiców MU od wyjścia ze stadionu lub wyrzucenia telewizora przed okno:) Uratować Czerwone Diabły w tym meczu mogło tylko szczęście, wiara w zwycięstwo i wielka wola walki do końca. Czy oby na pewno pula szczęścia nie wyczerpała się w obronie, ratując ich przez stratą kolejnych goli? Czy zostało jeszcze troche szczęścia na końcówkę meczu, na atak, aby odrobić straty? Woli walki zwłaszcza w ostatnich minutach Manchesterowi odmówić nie można. Starał się, atakował, próbował zniwelować straty, ale bił głową w mur. Obrona Bayernu grała bardzo dobrze, a jeden z najlepszych duetów napastników w historii Czerwonych Diabłów (Cole - Yorke) był nieskuteczny. Zdesperowany manager United, Sir Alex Ferguson, dokonał dwóch zmian: Sheringham wszedł za Blomqvista, a Solskjaer zastąpił Cole'a. Drużyna Bayernu pewna już siebie - nic dziwnego, rozegrała przecież świetny mecz, ale zapomniała że gra się do końca - 'odpuściła' w doliczonym już czasie gry. Faworyt, na którego przed meczem stawiała większość obserwatorów, ale który nie rozegrał najlepszego spotkania, zdołał wstać z kolan - strzelił wyrównującego gola. Stadion Nou Camp zagotował się na czerwono, kibice United przebudzili się z letargu, który trwał od 6 minuty meczu - stracona bramka. W odstępie niespełna 90 sekund, podczas gdy fani obu klubów myślami byli już przy nadchodzącej dogrywce, padł drugi gol dla Czerwonych Diabłów. W jednej chwili niemożliwe stało się możliwym, teraz United było bliżej Pucharu. Niezwykle wymownym obrazkiem było zachowanie się jednego z obrońców Bayernu, Samuela Kuffour'a, który z płaczem i krzykiem padł na murawę i zaczął walić w nią pięściami. Wtedy już ani on ani żaden z kibiców oglądających to widowisko nie miał wątpliwości kto wygra. Bayern bez swoich trzech podstawowych graczy - którzy zeszli w końcowych minutach meczu - i zaledwie kilkunastoma sekundami na odrobienie straty wiedział, że będące jeszcze kilka minut temu tak blisko zwycięstwo w całej Lidze Mistrzów, uciekło im z rąk. Obie bramki dla United strzelili rezerwowi, co świadczyło o naprawdę szerokiej kadrze tego zespołu i wielkim trenerskim nosie Fergusona. Manchester wygrał 2:1 i po 31 latach przerwy po raz drugi w swojej historii sięgnął po ten najbardziej prestiżowy klubowy puchar Europy. Mecz pomiędzy MU a BM pokazuje dokładnie, że w sporcie a przede wszystkim w futbolu wszystko się może zdarzyć. Po ostatnim gwizdku sędziego zwycięzcą nie zostaje ten co prowadził tylko ten co prowadzi. Manchester mimo swojej bezradności przez niemalże 90 minut spotkania, w zaledwie 3 ostatnie minuty zdołał odmienić przebieg meczu. Pokazali swój wielki charakter i chęć zwyciężania - to chyba są właśnie te powody, dla których tak wiele ludzi zaczęło sympatyzować z Man United po tym meczu. Jeżeli mowa już o grze do końca warto wspomnieć również o zwycięstwie Czerwonych Diabłów w wyjazdowym spotkaniu Ligi Angielskiej z Tottenhamem Londyn - 29 września 2001 - które zakończyło się wynikiem 3-5 na korzyść United. W przerwie tego spotkania nikomu z ekipy MU nie mogło być do śmiechu, bowiem przegrywali 3-0. Kolejnym argumentem jest postawa zespołu w trakcie niedawnego sezonu - 2002/2003. Na początku stycznia, czyli w połowie rozgrywek Premiership, strata Manchesteru United do lidera, Arsenalu Londyn, wynosiła 11 punktów. żeby odrobić taką stratę, Czerwone Diabły musiały wygrać czterokrotnie przy czterech porażkach Kanonierów, co przy obecnym poziomie gry obu zespołów wydawało się graniczyć z cudem. Bukmacherzy, dziennikarze i kibice jako murowanego faworyta w wyścigu po Mistrzostwo Anglii w tamtym sezonie stawiali Arsenal i nawet część fanów Red Devils myślała podobnie. Jednak na metę ligi to właśnie Czerwone Diabły przybiegły jako pierwsze - ostatecznie z przewagą 5 punktów - zaskakując wszystkich i pokazując po raz kolejny, że należy się z nimi liczyć do końca, bo stać ich na wszystko. Ludzie cenią sobie wolę walki, ambicję i dążenie do celu, czy to na boisku czy w prawdziwym życiu. Więc nie ma się co dziwić czemu tak wielu kibiców upatrzyło sobie akurat drużynę z Old Trafford. Manchester United w oczach wielu fanów ma przypiętą plakietkę z napisem Poddać się? A co to znaczy? i to chyba właśnie to jest jednym z głównych powodów dla których ma tak wielu kibiców. Ci, pamiętając wydarzenia z 1999 czy 2003 roku, nawet przy słabszej dyspozycji wierzą w nich do końca. Wiedzą, że ta drużyna jest nieprzewidywalna, jest w niej ukryty ogromny potencjał, który może wybuchnąć w każdej chwili. 6 luty 1958 to najtragiczniejsza data na kartach historii Manchesteru United. Gracze Czerwonych Diabłów wracali z ćwierćfinałowego, wygranego meczu w ramach Pucharu Mistrzów (dzisiejsza Liga Mistrzów) ze Crvena Zvezda Belgrad. W Monachium nastąpiło międzylądowanie z powodu braku paliwa. Kilkaset metrów po starcie samolot runął na ziemię, w wypadku zginęło 8 podstawowych piłkarzy MU. Wszyscy zdolni, młodzi, ambitni, mający przed sobą otwarte dzwi wielkiej piłkarskiej kariery. Trenerowi tamtej drużyny, Sir Matt'owi Busby'emu, udało się ujść z życiem z tamtej tragedii. Postanowił pozostać na swoim stanowisku. Stworzył nową drużynę opartą na graczach, którzy przeżyli wypadek. Najbardziej imponujące w tej historii jest nie tylko to, że trener i gracze zdołali się podnieść po takiej tragedii, lecz to że w roku 1968 - czyli 10 lat później - wzbili się na wyżyny piłkarskiego rzemiosła zdobywając po raz pierwszy wymarzony przez wszystkie zespoły Puchar Europy i stali się najlepszą klubową drużyną na starym kontynencie!!! Na pewno to wydarzenie jest jednym z tych, ktore sprawiają że MU jest tak wyjątkowe. Jednocześnie sama pamięć o tej tragedii jednoczy wszystkich kibiców United. Od 18 już lat, Manchester United niezmiennie trenuje pewien Szkot, Sir Alex Ferguson, który przez te lata osiągnął z nim wszystko co w klubowej piłce najważniejsze: Puchar Interkontynentalny, Superpuchar Europy, Liga Mistrzów, Liga Angielska, Puchar Anglii i w końcu Puchar Ligi - nie na darmo otrzymał tytuł Sir z rąk Królowej. Jest to człowiek charyzmatyczny, uparty, ambitny, narzucający swoją wolę piłkarzom. Na boisku stawia na walkę do ostatniego gwidka, często sprowadza do klubu zawodników- trzeba przyznać - ktorzy mają nieokiełznane charaktery - jak on sam zresztą - zawodników, którzy otrzymują dużo żółtych i czerwonych kartek, typowych boiskowych wojowników, jakby powiedział pan Szaranowicz fighterów :) Niejeden trener nie dałby sobie rady z taką grupą ludzi, ale w United wszyscy wiedzą kto rządzi. W razie jakichkolwiek sporów na linii piłkarz-manager to ten pierwszy musi opuścić klub, przykład: Jaap Stam i David Beckham. Fakt, wygląda to na dyktaturę, ale w MU - przynajmniej za kadencji Fergusona - nigdy nie dojdzie do sytuacji jaka miała miejsce w obozie wielkiego Realu Madryt, naszpikowanego gwiazdami największego formatu. Tam, David Beckham, Roberto Carlos i jeszcze kilku ich kolegów zapowiedziało na początku sezonu, że nie będą grać pod wodzą obecnym trenerem, Antonio Camacho. Camacho słynny z żelaznej dyscypliny, wobec postawy zarządu klubu w stosunku do piłkarzy, nie miał innego wyjścia jak zrezygnować z obejmowanego stanowiska. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w Manchesterze, bo nawet gdyby ktoś odważył się Fergusonowi powiedzieć coś takiego to zarząd klubu wystosowałby wobec niego na pewno odpowiednią karę. Poza tym piłkarze Fergiego wiedzą, że ich zadaniem jest jak najlepsza gra na boisku, gra na 100% swoich możliwości. Na wszelkie oznaki gwiazdorstwa swoich graczy, Szkot nie patrzy przychylnym okiem - prawdopodobnie to było głównym powodem konfliktu z Beckhamem. Beckham to jeden z tych piłkarzy, którzy pod wodzą Fergusona stali się zawodnikami światowej klasy. Manager ten wypromował wielu fantastycznych graczy, z których Manchester United miał sporo pożytku, m.in.: Cantona, Cole, Yorke, Schmeichel, Stam, Keane, Giggs, Scholes, Beckham, van Nistelrooy. Każdy z tych ludzi oprócz wielkiego talentu ma również wpojoną przez managera niezwykłą wolę walki. Szkot zwykł powtarzać swoim podopiecznym takie trzy słowa (..do księdza prowadzącego..:D): Hit the target, co dosłownie oznaczą uderz w cel, dotrzyj do celu. Ferguson jest na Old Trafford już 18 lat i to jemu fani Red Devils w głównej mierze powinni zawdzięczać obecną pozycję klubu. W 1986 roku przychodził do Manchesteru United jako do średniego klubu, któremu nie wiodło się kolorowo, i stopniowo budował jego potęgę. Podczas gdy w innych europejskich - zwłaszcza polskich - zespołach zmienia się trenerów jak rękawiczki, te 18 lat robią piorunujące wrażenie i budzą respekt przed tym człowiekiem - chodzącą legendą klubu z Old Trafford. Również stadion Manchesteru United, Old Trafford, daje kibcom United powody do dumy. Piękny, oszklony z frontu potężny budynek, ze sklepami i kawiarnią w środku. Stadion zapełnia się kompletem widzów podczas dosłownie każdego meczu swojej drużyny, a warto wspomnieć że jego pojemność wynosi ponad 67 tysięcy ludzi. Jednak nie tylko gabaryty i wygląd sprawiają, że kibice kochają ten obiekt, ale atmosfera na nim panująca. Ludzie na nim zgromadzeni potrafili w sezonie 2002/2003 zaskoczyć całą piłkarską Europę... W trakcie ćwierćfinałowego meczu Ligi Mistrzów z Realem Madryt, Ronaldo strzelił Czerwonym Diabłom trzy gole i tym samym pozbawił ich jakichkolwiek szans gry w dalszej rundzie tych rozgrywek. Trener Realu postanowił dać odpocząć Brazylijczykowi i podczas zmiany nastąpiło coś niespotykanego; ku zdziwieniu milionów widzów przed telewizorami, piłkarzy Realu, a nawet samago kata United fani Manchesteru na Old Trafford pożegnali Ronaldo...oklaskami. W czasach gdy coraz więcej mówi się o nagannym zachowaniu kibiców ten obrazek na pewno cieszy i pozytywnie zaskakuje. Sir Matt Busby miał rację nazywając Old Trafford, Teatrem Marzeń. Niesamowity obiekt, niesamowita widownia, niesamowici aktorzy... Manchester United póki co ma słabszy okres gry w Lidze Angielskiej. Nie gra tak pięknie i skutecznie jak niegdyś. Nie gra tak jakby chcieli tego kibice. Jednak prawdziwy fan Czerwonych Diabłów wie, że przyjdzie mu jeszcze w tym sezonie cieszyć się z sukcesów swojej drużyny. Manchester United przecież już nie raz pozytywnie go zaskakiwał...

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze