Dwie szóstki, jak w Totka

Redakcja | 28.04.2005 00:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Felieton |

Szóstka w Totka to marzenie przeciętnego, szarego przedstawiciela ludzkości. Oznacza dla szczęśliwego zwycięzcy spełnienie najskrytszych snów i zapewnienie godziwego bytu do końca jego dni. Natomiast podwójna, szczęśliwa szóstka dla naszego Jerzego Dudka oznacza wstęp na karty historii polskiego i światowego futbolu, pisany złotymi zgłoskami. Rewanżowy mecz z Chelsea Londyn w półfinale Ligi Mistrzów, to sześćdziesiąty szósty występ, bramkarza reprezentacji Polski w europejskich pucharach. Jeśli zdarzy się cud i Liverpool awansuje do finału, Jerzy zostanie drugim Polakiem, który grał w finale o najcenniejsze trofeum na Starym Kontynencie i otworzy się przed nim szansa powtórzenia wyczynu Józefa Młynarczyka, który wraz z kolegami z FC Porto, wzniósł w 1987 Puchar Europy, pokonując Bayern Monachium 2-1 (przegrywając do przerwy 0-1!). Zadanie stoi przed Jurkiem trudne - jak oprzeć się atakom znakomitych wojowników Jose Mourinho, nie tracąc, prócz bramek, głowy by ustrzec się kardynalnych błędów, jakie przydarzały się piłkarzowi chociażby w meczach z innym angielskim zespołem - Manchesterem United? Polak nie do końca wyzbył się tego piętna, chociaż widać, że poczynił ogromne postępy w stronę nabrania całkowitej pewności siebie, jaka powinna cechować najlepszych golkiperów globu. Bo Dudek to bramkarz znakomity, posiadający ogromny potencjał, udowodnił to wielokrotnie, i w reprezentacji, i w Liverpoolu, czy wcześniej w Feyenordzie, tylko tej pewności brakuje. Aby ostatecznie odrzucić od siebie cień jaki padł na niego po koszmarnych błędach w Premiership, o których obszerznie i uszczypliwie zarazem rozpisywała się angielska praca, Jerzy musi wygrać Ligę Mistrzów. Takim wyczynem zamknąłby ustna wszystkim malkontentom i dodałby sobie kilka piór do skrzydeł, które mocno nadwyrężył. Póki co jest mecz rewanżowy z drużyną, która opinią wszystkich - ekspertów, bukmacherów, trenerów, kibiców i zawodników - zgarnie w tym sezonie całą pulę. W Premiership utrata mistrzostwa może nastąpić w przypadku Chelsea tylko wówczas - jak ironicznie podkreśla angielska praca - kiedy w wyborach do Parlamentu w Anglii 5 czerwca większość głosów zdobędą Talibowie i wprowadzą zakaz wszelkich rozgrywek sportowych oraz przyznawania pucharów. Przypomnę, że Puchar Ligi już jest w kieszeni Mourinho. Na Stamford Bridge Jerzego koledzy z drużyny nie eksploatowali za bardzo, prezentując świetną grę w obronie (co najmniej na miarę gry swoich vis-a-vis). Polski bramkarz miał także mase szczęścia wynikającego z rozregulowanych celowników Drogby, Lamparda, Robbena i Duffa. Serca kibiców zabiły mocniej, kiedy Jurek się poślizgnął na mokrej murawie i przez chwilę odprowadził zawracającą do siatki piłkę wzrokiem, by w porę ją zatrzymać. To było najdłuższe kilkanaście sekund tego meczu. Nie piszę tego wszystkiego by Jerzego wyszydzić, nie zapominam także o świetnych choć nielicznych interwencjach bramkarza w meczu na Stamford. Uczulam natomiast na fakt, że czeka Polaka przeprawa cięższa niż ewentualny pojedynek finałowy z Milanem, walka nie tylko z perfekcją, wyrachowaną z sadystycznym wyczuciem machinerią Mourinho, ale także z sobą samym. Będzie potrzebna transfuzja zimnej krwi i wiary. Czego sobie, pozostałym kibicom i Jurkowi życzę :)

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze