Wcześniej nieznani, teraz sensacyjni

Redakcja | 30.11.2008 16:15 | komentarzy: 12 | kategoria: Okiem kibica |

Obecny sezon Ligi Mistrzów jest dla wielu sympatyków tego turnieju dosyć dużą, miłą niespodzianką. Najpierw zachwycaliśmy się tym, kto awansował do fazy grupowej, bo bardzo nieznane marki na arenie międzynarodowej. Mimo, iż były one przed rozpoczęciem skazane na pożarcie, jednak walczą z każdym kolejnym przeciwnikiem jak równy z równym. Chciałbym jeszcze trochę bardziej przybliżyć sylwetki kilku największych sensacji tejże edycji Champions League. Anorthosis Famagusta Zacznijmy chyba od największej rewelacji, cypryjskiego mistrza kraju z Famagusty. Zawodnicy klubu założonego w 1911 roku, jak na razie 12 razy zdobył mistrzostwo kraju, 10-krotnie puchar Cypru i 5 razy Superpuchar. Zawodnicy z południa Europy spisują się kapitalnie w swoim debiucie w LM. Wszyscy kibice już byli w szoku, gdy kopciuszek wywalczył punkt na boisku Werderu Brema. Potem wygrana z Panathinaikosem i to co było niemożliwe stało się faktem. Cypryjskie ekipy nie są już amatorami futbolu, a najlepszy przykład to nie tylko postawa Anorthosisu, ale również świetne występy dwóch stołecznych drużyn z Nikozji: APOEL-u i Omonii, które bardzo dobrze radziły sobie w Pucharze UEFA. Jeśli w ostatniej kolejce Ligi Mistrzów w starciu ekipy Łukasza Sosina z Panatą w Atenach wygrają goście będzie to historyczny wyczyn drużyny prowadzonej przez Temura Ketsbaię, awans do fazy pucharowej. CFR Cluj Akurat ta drużyna może zawdzięczać wszystko wspaniałej postawie w sezonie 2007/2008 w rozgrywkach ligi rumuńskiej. Czy nie jest to godne podziwu, że ekipa jeszcze do niedawna kompletnie nieznana w Europie walczy jak doświadczona gwardia w starciu z Chelsea Londyn? Zawodników włoskiego trenera Maurizia Trombetty nazywa się właśnie taką rumuńską Chelsea. Drużyna budowana jest z większości samych obcokrajowców, w szczególności z Portugalczyków, bądź przedstawicieli piłki latynoskiej. Dla bardzo wiernych obserwatorów już w 2005 roku Kluż stał się na trochę czasu bardziej rozpoznawany, bo występował w finale Pucharu Intertoto. Był to sam początek wielkiej drogi do bycia znanym i rozpoznawalnym. BATE Borysów Awans ekipy Wiktora Goncharenki to niewątpliwie wielka sprawa dla białoruskiej piłki. Możność grania z Realem Madryt, Juventusem Turyn czy Zenitem – mówi sama za siebie. Ogromne zdumienie na pewno dostarczyła może nie wygrana z Valur w 1. rundzie eliminacji, ale wyeliminowanie w kolejnej fazie samego Anderlechtu Bruksela. Pokonanie drużyny Marcina Wasilewskiego, a potem dobry dwumecz z Levskim Sofia to było coś! Awans do elity przez niewielki klub z Białorusi. Przecież jego największe sukcesy to zdobycie mistrzostw kraju oraz jednego pucharu krajowego. Na dodatek trzy ostatnie sezony z rzędu kończyło BATE w mistrzowskiej glorii. J ednego piłkarza BATE nie może się powstydzić, który poszedł na szerokie wody właśnie z tego klubu, a chodzi o najlepszego gracza piłki białoruskiej Aleksandra Hleba. Obecnie skrzydłowy gra w Barcelonie, a wcześniej przecież był i Stuttgart, i Arsenal. Akurat dla Borysowa marzenie już się spełniło, bo awansowali do fazy grupowej. Dalej już nie zajadą, gdyż zajmą już na sto procent ostatnią lokatę w Grupie H, lecz czeka ich jeszcze wyjazd do Turynu i kolejna wspaniała przygoda, by zagrać we Włoszech z Juve. AaB Aalborg Drużyna mistrza Danii miała dosyć łatwą drogę po awans, bo w 3. rundzie powinna trafić na wielkich Rangersów, ale poprzez wspaniały dar od litewskiego FBK Kowna i wyeliminowanie Szkotów, właśnie z Litwinami musieli sobie radzić. Spokojnie ich ograli i teraz mierzą się z ManU, Celtikiem i Villarrealem. Już są wielcy, a co ciekawe drużyny z Kowna i Aalborga chyba się zmówiły, aby wyeliminować szkockie teamy, bo mają wspaniały patent na te dwie drużyny z Wysp. Celtic Glasgow w tym sezonie nie zagra już w żadnych rozgrywkach, bo uległ ostatnio właśnie Duńczykom 2:1. Marek Saganowski, który gra obecnie na wypożyczeniu również dorzucił swoje trzy grosze i w znakomitym meczu przeciwko Hiszpanom strzelił gola. Aalborg uległ "Żółtym Łodziom Podwodnym" 6:3, ale kibice duńscy ten mecz powinni zapamiętać na długo, oczywiście nie pomijając meczu z "The Boys" Te 4 wymienione zespoły pokazują, że w dzisiejszej piłce każdy może już wygrać z każdym (no może wyjątki to mecze międzypaństwowe, lecz też trzeba bacznie uważać tak jak Polska w Serravalle z San Marino). Nie będę powtarzał, że czekamy z niecierpliwością na polską drużynę, która może zagrać tak jak Anorthosis czy BATE Borysów. Jednak przypomnijmy, że od następnej edycji rozgrywek Ligi Mistrzów, drużynom ze słabszych lig będzie o wiele łatwiej awansować, niż jak to miało miejsce w latach poprzednich. Kolejna edycja, kolejne nowe, nieznane zespoły, to może nas czekać w kolejnym sezonie LM.

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Komentarze (12)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze