Roberto Carlos

Redakcja | 11.09.2007 11:57 | komentarzy: 1 | kategoria: Ikona Ligi Mistrzów |

Miłośnik muzyki, samby i dobrego jedzenia, piłkarz, który mimo 33 lat wciąż imponuje wspaniałą kondycją, szybkością, dynamiką i siłą, przewyższywszy w tej mierze wielu młodych zawodników. Słynna madrycka „trójka”, kojarzona przez wszystkich nieomal kibiców z kapitalnymi rajdami lewą flanką czy potężnym uderzeniem z dystansu tą też nogą. Wreszcie, futbolista, który przez blis&ko piętnaście lat zawodowej gry dorobił się miana jednego z najlepszych lewych defensorów w historii piłki nożnej. A tym większy podziw budzić może fakt, iż łysogłowy Brazylijczyk, od początku przemierza tę drogę z uśmiechem na ustach.

Roberto Carlos da Silva, jedyny syn Oscara i Very Lucii, urodził się w peryferyjnej miejscowości Garça niedaleko Sao Paulo. I, co ciekawe, imię swe zawdzięcza zamiłowaniu rodziców do muzyki, a konkretnie do popularnego wówczas wykonawcy gatunku Musica Papular Brasiliera, Roberto Carlosa właśnie. Młody Roberto dorastający i wychowujący się wraz z siostrami - Cristiane, Giselą i Sylwią – na plantacji kawy nie miał „dzieciństwa usłanego różami. Już od najmłodszych lat zaznał bowiem smaku ciężkiej pracy, pomagając rodzicom. Jednakże, podobnie jak większość młodych Brazylijczyków, każdą wolną chwilę trawił na grze w piłkę z kolegami, by w wieku 14 lat zapisać się do lokalnej szkółki Uniao Sao Joao de Arras. Krok ów, okazał się – jak wiemy – preludium do wejścia i znamienitej obecności na piłkarskich salonach...

W miarę upływu lat rozwój sportowy dorastającego Carlosa, nabierał coraz to większego rozmachu, zaś jego talent „domagał się” szlifu w szeregach pierwszego teamu z Arras. W tym zadebiutował, mając 17 wiosen i wyeksponował swój ogromny potencjał, poparty świetnymi, notorycznymi występami w pierwszym składzie. Niech za najlepszy dowód znakomicie wykorzystanej szansy przez filigranowego obrońcę (168 cm, 70 kg) posłuży fakt powołania go do reprezentacji z juniorskiego przecież zespołu! Debiut niespełna dziewiętnastoletniego Roberto w narodowych barwach nastąpił dokładnie w lutym 1992 roku, podczas spotkania ze Stanami Zjednoczonymi. Występ ten okazał się mieć kapitalne znaczenie dla dalszej kariery R.C., którym poczęli się interesować działacze Palmeiras Sao Paulo – ówczesnego potentata ligi brazylijskiej. Przeprowadzka do pierwszej z trzech wielkich drużyn w karierze gracza, stała się faktem na początku roku 1993. Piłkarsko „El Dinamite” zyskał na transferze bardzo wiele. Nie dość bowiem, że posiadł bagaż doświadczeń i ogranie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym - niezbędne dla rozwoju wielkiej kariery, to poznał też smak wiktorii. W 1993 oraz 1994 roku święci triumfy jako zawodnik najlepszego klubu Brazylii i odbiera statuetki Srebrnej Piłki dla najlepszego obrońcy ligi. Dwa i pół roku efektywnych występów w Palmeiras niejednokrotnie okraszonych wyróżniającą się postawą na boisku, okazało się wystarczająco długim okresem czasu, by po Carlosa zgłosiły się największe firmy Starego Kontynentu. Najskuteczniejszym demagogiem okazał się Massimo Moratti, który przekonał Roberto do przenosin na drugą stronę Atlantyku, do Interu Mediolan.

Tym samym sezon 1995/1996 upłynął rzeczonemu pod znakiem występów w lidze włoskiej i przystosowywaniu się do stylu . I można by uznać, że Brazylijczyk dość dobrze zaaklimatyzował się i wpasował w realia włoskiej piłki, o czym świadczy choćby liczba występów w Serie A – 30 w sezonie i 6 bramek (+ 4 mecze i 1 gol w Pucharze Włoch). Niemniej jednak Roberto nie odnajdywał spełnienia, grając w barwach „Nerazzurrich”, w czym niemały udział miał ówczesny trener włoskiego zespołu. Roy Hodgson wykoncypował sobie bowiem, aby zrobić z Carlosa… środkowego pomocnika. Nie dziwi, więc, iż za „zbawienną” uznał piłkarz możliwość transferu do Realu Madryt, bez wahania przyjmując ją. „Królewscy” natomiast zostawili w mediolańskiej kasie ok. 18 milionów dolarów. Sam zainteresowany do dziś dnia z wielkim szacunkiem i nieskrywanym sentymentem wypowiada się o pomysłodawcy tego przedsięwzięcia, Fabio Capello, mając świadomość, że w znacznej mierze to dzięki niemu mógł nastąpić najwspanialszy, trwający już ponad 10 lat etap w jego karierze. Etap arcybogaty w sukcesy klubowe, reprezentacyjne, lecz także indywidualne. Choć należy uczciwie oddać, iż Carlos oraz m.in. Seedorf, Suker i Mijatović, przybywali na Bernabeu, gdy w klubie panował ogromny kryzys finansowy. Jednak dzięki staraniom Capello drużyna odzyskała blask sportowy, utracony wobec wspomnianego kryzysu.

W trykocie „Blancos” Brazylijczyk debiutuje w wieku 23 lat meczem wyjazdowym z Deportivo La Coruńa(1:1), 31 sierpnia 1996 roku. Bardzo szybko odnajduje uznanie w oczach jednego z najbardziej doświadczonych i utytułowanych szkoleniowców, co owocuje „żelaznym” miejscem w meczowej jedenastce, z której Roberto nie wypadł do dziś! Lecz trudno się temu dziwić, wziąwszy pod uwagę predyspozycje gracza, który w mig dostosował się do hiszpańskiego stylu gry oraz filozofii Don Fabio, podobnie zresztą jak cały zespół. W efekcie „Los Merngues mogą cieszyć się z mistrzostwa La Liga w 1997 r. W kolejnym sezonie Carlos po wtóre udowadnia swą bezcenność, kiedy to team zbudowany przez Capello, już pod wodzą Juppa Heynckesa wygrywa Puchar Ligi Mistrzów. Carlos stanowi podczas tych rozgrywek jeden z najpewniejszych punktów zespołu, staje się coraz bardziej rozpoznawalny dzięki wspaniałym szarżom lewym skrzydłem, po wielokroć kończącym się bramkami. Silny, dynamiczny, znakomicie grający wślizgiem, obdarzony atomowym uderzeniem z dystansu – z tymi elementami piłkarskiego rzemiosła kojarzą go fani. To właśnie po jego strzale w finałowym spotkaniu LM z Juventusem, futbolówkę dobił Mijatović i wygrał „Los Merengues” mecz. Tym samym Puchar Europy po 32 latach i 9 dniach przerwy powrócił do gabloty przy Concha Espina 1.

R.C. Znajdował się w owym czasie na fali wyraźnie wznoszącej także w reprezentacji. Wygrana w turnieju przedmundialowym po wspaniałym „banana kick” Carlosa, strzelonym Francji (strzał zaprzeczający ówczesnym prawom fizyki), następnie zdobycie Copa America, wicemistrzostwo świata i indywidualna nagroda dla najlepszego południowoamerykańskiego gracza ligi hiszpańskiej. W kolejnym sezonie - 1998/99 - jedynym trofeum zdobytym przez Roberto, ponownie jest Copa America. Zaś odnośnie wojaży klubowych, mamy do czynienia z jednosezonową posuchą. W Madrycie znowuż narastają spekulacje, na temat kryzysu wewnętrznego, wraz z niezadowoleniem rzesz . Antidotum na owo zło okazał się Vicente Del Bosque, u którego Carlos znów jest jedną z wiodących postaci w drużynie, a Real powraca na ścieżkę zwycięstw, grając piękny, ofensywny futbol. No i stały obrazek każdego spotkania – rajdy i strzały Carlosa… Efekt tej zespołowej pracy okazał się wspaniały: 2 Puchary Europy w 2000 i 2002 r., Puchar Interkontynentalny (2002), Superpuchar Europy w 2002 r., a także kolejne triumfy w La Liga (2001 i 2003). Real w coraz to bardziej gwiazdorskiej obsadzie wygrywał, lecz wskutek polityki prezydenta Pereza skład ulegał rotacji. Nie wpłynęło to jednak na obsadę lewej flanki obrony – tam niezłomny trwał Roberto. Roberto przeżywający, jak i cały zespół, złoty okres. Za najlepszy w swej karierze uznaje on rok 2002. Zdobył wówczas, prócz Pucharu Mistrzów i Superpucharu Europy, również Puchar Świata.

I choć minione trzy sezony nie przyniosły Roberto Carlosowi żadnego trofeum, on wciąż pozostaje równie znakomity piłkarsko jak dziesięć lat temu. Nadal bryluje w testach wytrzymałościowych i innych psycho-fizjologicznych. Zdaje się być po prostu niezniszczalny, nieprzemijalny. Zmieniali się bowiem trenerzy, prezydenci, odchodzili zawodnicy, a Carlos pozostaje ciągle ten sam: uśmiechnięty od ucha do ucha, filigranowy zawodnik, posiadający, żelazne zdrowie, mogący zagrać w niezliczonej ilości spotkań. Człowiek postępujący w myśl motta: „Jeśli chcesz być najlepszy, uwierz w to”. Jednakże taki obraz – wydawać by się mogło – nieskazitelnego Roberto Carlosa, zaburzają nam nieprzemyślane, głupie wręcz faule i incydenty boiskowe, których częstotliwość w ostatnich sezonach, wskazuje na coraz słabsze nerwy i odporność psychiczną piłkarza.

Niezaprzeczalnie natomiast Brazylijczyk stara się postępować nienagannie moralnie w życiu prywatnym. Mimo że rozwiedziony z Alexandrą, matką jego dzieci – Roberty, Giovanny oraz Roberto Carlosa Juniora, stara się być przykładnym ojcem, w myśl wartości wpojonych mu przez ojca. R.C wspiera ponadto akcje przeciwko rasizmowi, jak i te charytatywne.

Dobry człowiek i wielki piłkarz, bez którego ciężko wyobrazić sobie szeregi dziewięciokrotnego zdobywcy Pucharu Europy i piłkarski świat w ogóle. No bo kto tak jak Roberto Carlos da Silva popędzi lewą stroną boiska…?

Osiągnięcia

  • Puchar Interkontynentalny: 1998, 2002;
  • Puchar Mistrzów: 1998, 2000, 2002;
  • Superpuchar Europy: 2002;
  • Mistrzostwo Hiszpanii: 1995, 1997, 2001, 2003;
  • Superpuchar Hiszpanii: 1997, 2001, 2003;
  • Mistrzostwo Brazylii: 1993, 1994;
  • Puchar Brazylii: 1993, 1994;
  • Mistrzostwo Świata: 2002;
  • Wicemistrzostwo Świata: 1998;
  • Copa America: 1997, 1999, 2005.

Wyróżnienia

  • Brazylijska Srebrna Piłka: 1993 i 1994 r.
  • ogłoszony najlepszym południowoamerykańskim piłkarzem ligi hiszpańskiej: 1998 r.
  • 1 ze 125 największych żyjących piłkarzy wg Pelego.

Metryczka

  • Imię: Roberto Carlos
  • Nazwisko: da Silva
  • Data urodzenia: 10-04-1973
  • Miejsce urodzenia: Garça
  • Pozycja: Obrońca
  • Stan cywilny: Rozwiedziony
  • Dzieci: 2 córki ( Roberta i Giovanna) i syn (Roberto Carlos jr)
  • Waga: 70
  • Wzrost: 168

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze