Diego Milito

Redakcja | 30.05.2010 15:34 | komentarzy: 13 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

Jeżeli ojcem sukcesu Interu jest Mourinho, to ojciec chrzestny może być tylko jeden - Diego Milito.

Tegoroczną Potrójną Koronę Interu Mediolan opinia publiczna bez zastanowienia wciska w i tak już pękający w szwach prężny zestaw zasług Jose Mourinho. The Special One z pewnością był kowalem losu Nerazzurrich, każdy kowal potrzebuje jednak swego młota, którym zmysł taktyczny i wkład całej drużyny przekuje w sukces...

Diego Milito niczym przerdzewiałe już narzędzie rzemieślnicze przez lata leżał odłogiem na peryferiach europejskiego footballu, bez wiary, że Bóg pozwoli mu jeszcze sięgnąć absolutnych, piłkarskich szczytów. Nie tak sobie to wszystko za młodu wyobrażał. Profesjonalna kariera Diego Alberto Milito rozpoczyna się w egzotycznym: Racing Club de Avellaneda – argentyński średniak, który jednak systematycznie zaspokajał pragnienia urzędujących tam europejskich skautów. Nie było sezonu, by nie wywieziono stamtąd na Stary Kontynent choćby jednego nieoszlifowanego, footballowego diamentu. Tak też miało być z El Principe, los wymagał od niego jednak sporej cierpliwości. Do Europy Milito przyleciał dopiero w 2004 roku – wtedy to umowę z Aregntyńczykiem zdecydowała się podpisać włoska Genoa. 33 bramki w 59 spotkaniach sprawiły, że Milito skuszony wiarą mediów w jego talent począł szukać szczęścia w innych, wówczas bardziej perspektywicznych stronach footballowego świata. Padło na Real Saragossę, do której trafił w 2005 roku. Tam nasz bohater miał okazję na nowo, niczym w młodzieńczych latach dzielić boiskową przestrzeń z bratem – rok młodszym Gabrielem Alejandro Milito. 2 lata później jednak Gabriel opuścił Saragossę na rzecz FC Barcelony, a Diego nie mając na swym biurku, tak zacnych ofert, jak brat – latem 2008 roku powrócił do Genoi.

Bardzo chciałem wrócić. Tu jest mój dom, moi ludzie. – przyznawał wówczas Milito. Zacisnąłem pięść i uderzyłem w stół, kiedy dowiedziałem się, że Real Saragossa chce mnie oddać za wszelką cenę do Tottenhamu.

Rodzina i znajomi, do których przywiązanie tak wówczas manifestował, nie utrzymały go jednak w Genoi na długo. Kolejny sezon to już przeprowadzka Deigo Milito wraz z klubowym kolegą Thiago Mottą do Interu Mediolan, a więc spory skok na drabinie kariery. Nie było jednak zaskoczenia, bowiem zainteresowanie tą dwójką dość nieśmiało wyrażały już wcześniej niektóre z lepszych ekip Starego Kontynentu. Sięgnął w końcu Argentyńczyk piłkarskich wyżyn, wciąż jednak daleko było do szczytu, Inter to bowiem nie Barcelona - ostatnie europejskie sukcesy odnosił blisko 15 lat przed narodzinami piłkarza, a to właśnie w Lidze Mistrzów należy rozświetlać swą gwiazdę, by stać się rozpoznawalnym i zapamiętanym przez cały świat.

Na początku zakończonego niedawno sezonu nasz bohater z zazdrością patrzył na lukratywne kontrakty, jakie podpisywały z klubami gwiazdy lig – angielskiej, czy hiszpańskiej. Diego Milito w myśl umowy, na którą wtedy przystał, inkasować miał za sezon gry 3,5 miliona euro. Pieniądze niewielkie, gdy spojrzy się na ogół wypłacanych przez Inter pensji za ubiegły sezon - 120,8 mln € . Skromne, jak na piłkarskie zarobki wynagrodzenie, a zatem i rola w zespole teoretycznie miała być niewielka, z kolei klub – z tradycjami, jednak już lata temu opuścił szereg faworytów w walce o klubowe mistrzostwo Europy. Jakie były oczekiwania 30-letniego wówczas Diego Milito? Wiele mówiło się o tym, że Inter będzie ostatnią przygodą Argentyńczyka, że jego gwieździe pisane jest już tylko powolne gaśnięcie. Był jednak promyk nadziei, który nieco rozświetlał przyszłą drogę naszego bohatera. Jose Mourinho – sprawca cudu w Porto, ojciec mozolnie i perfekcyjnie konstruowanego tytana kontynentalnej piłki – nowej Chelsea. Któż jak nie on sprawić mógł, że Inter wróci na tron europejskiej piłki, a jego blask rozświetli przy okazji talent samego Milito. Przez największych dostrzegany (jego usługami zainteresowany był za czasów występów w Saragossie sam Real Madryt), jednak nigdy nie doceniony na tyle, by trafić na szczyty transferowych list życzeń tychże potentatów.

Stało się jednak to, czego nie spodziewali się najwięksi fachowcy, zagorzali fani Interu, tudzież bukmacherzy. Nerazzurri nie tylko sięgnęli po krajowy dublet, ale i po tryumf w Europie, ogrywając po drodze m.in. Chelsea Londyn i FC Barcelonę. Mourinho dokonał czegoś wielkiego. Tak o grze jego zespołu pisał wówczas felietonista Gazety Wyborczej Rafał Stec:

Jeśli wielkość drużyny mierzyć umiejętnością reagowania na przeciwności losu, to Inter wyrósł ponad wszystkich. Jego historia w bieżącej edycji LM to historia odrabiania strat. Jesienią z Rubinem przegrywał 0:1, z Dynamem na San Siro 0:1 i 1:2, w Kijowie 0:1 - pokonany nie zszedł do szatni ani razu. Wiosną pobił na San Siro i Chelsea, choć londyńczycy wyrównali na 1:1 (na własnym boisku wynik przygnębiający), i Barcelonę, choć ta szybko objęła prowadzenie..

Ot był nowy Inter – waleczny, poukładany, skoncentrowany, wierzący w swoje możliwości. Zaraz po finale, w rozmowie z dziennikarzami Materazzi przyznał, że Jose Mourinho dawał im swoistą, ciężką do zrozumienia przez osoby trzecie - pewność, że osiągnąć mogą wszystko, co tylko zechcą. Pokazał wówczas do kamery sms’a, którego dostał od trenera 8 maja 2010 roku, gdy ten oglądał mecz Herthy z Bayernem w ramach analizy przeciwnika zbliżającego się finału. Włoch spytał Portugalczyka: I jak Bayern, szefie?, odpowiedź była następująca: Wygramy 2:0.

The Special One skonstruował świetną drużynę – nawet taka jednak potrzebuje wisienki na swym torcie, tej która dopełni planu. Inter Mediolan swą siłę oparł, czemu trudno zaprzeczyć – na defensywie. By jednak wygrać spotkanie – trzeba strzelać bramki. Sneijder, Balotelli, Eto’o – żaden z nich tegoż ciężaru nie był w stanie wziąć na swoje barki w najważniejszym momencie sezonu. Lek znaleziono w 30-latku, piłkarzu nie tak młodym, jak Balotelli i nie tak już doświadczonym w spotkaniach wielkiej wagi, jak Sneijder, czy Eto’o. Diego Milito sprowadzony na San Siro tuż przed sezonem – w trzech najistotniejszych spotkaniach sezonu strzelił 4 bramki – jedną w finale Pucharu Włoch, kolejną dał Interowi zwycięstwo ze Sieną (i tym samym ligowy tryumf), 2 w finale Ligi Mistrzów przeciwko Bayernowi Monachium (wygranym 2:0).

Jaka przyszłość czeka dziś Diego Milito? Z klubu nie odejdzie – tyle wiadomo. Co jednak z samym zespołem? Zaraz po awansie do finału Ligi Mistrzów, prezydent Interu Mediolan – Massimo Moratti powiedział: Naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić przyszłości bez niego (Mourinho), jako naszego trenera. Może to jednak wyłącznie kwestia pańskiej wąskiej wyobraźni, Panie Moratti? The Special One w Chelsea zbudował mechanizm sprawnie funkcjonujący także po jego odejściu. Mediolańska ekipa, pod warunkiem, że nie zostanie dotknięta ręką szkoleniowca żądnego przesadnej ingerencji w zespół – może wciąż z sukcesami walczyć w Europie. O ile oczywiście powodem ich sukcesu nie była siła zaskoczenia z jakim wtargnęli do dalszych etapów Ligi Mistrzów, o czym przekonują angielscy i hiszpańscy dziennikarze. Tak, czy inaczej Inter potrzebuje liderów, piłkarzy do zadań specjalnych, regularnie wywiązujących się ze swoich zadań. Pozostaje nam zatem wierzyć, że 22 bramki strzelone w debiutanckim sezonie przez naszego bohatera to ledwie wstęp. Wstęp do nowej, wielkiej karty historii Interu Mediolan – tej sygnowanej nazwiskiem Diego Milito.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Inter Mediolan, Włochy, Jose Mourinho

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Defensor Manchesteru United na celowniku „Los Che”

    Wicelider hiszpańskiej ekstraklasy zamierza sprowadzić do siebie byłego zawodnika Torino FC.

    czytaj więcej
  • Mourinho rozgląda się za nowym pomocnikiem

    José Mourinho wykorzystał przerwę na mecze międzynarodowe i poleciał do Szwecji, która grała z Włochami. "Maily on Sunday" spekuluje, że w spotkaniu tym The Special One obserwował lewego pomocnika RB Leipzig, Emila Forsberga.

    czytaj więcej
  • Zapowiedź: Chelsea FC vs. Manchester United

    Mistrzowie Anglii nie najlepiej rozpoczęli sezon, jednak pomimo kiepskiego startu, zajmują miejsce w czołowej czwórce. Manchester natomiast po fenomenalnym początku, zdecydowanie obniżył loty, ale utrzymuje się na drugim stopniu podium.

    czytaj więcej
  • Sergio Ramos po meczu z Tottenhamem

    Sergio Ramos:

    czytaj więcej
  • Ronaldo: Nie chcę nowego kontraktu

    Real Madryt przegrał na Wembley z Tottenhamem 1:3 i poważnie skomplikował sobie sytuację w grupie, aby awansować z pierwszego miejsca. Pojawiły się spekulacje, że Cristiano Ronaldo poprosił władze "Królewskich" o nowy kontrakt i znacznie lepsze warunki zatrudnienia. Chodziło głównie o to, że Portugalczyk chciałby podwyżki, aby zarabiać mniej więcej tyle co Lionel Messi w Barcelonie lub Neymar w Paris Saint-Germain.

    czytaj więcej

Komentarze (13)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze