Javier Zanetti

Redakcja | 30.07.2010 22:23 | komentarzy: 15 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

Pracował w sklepie kuzyna, pomagał swojemu ojcu w pracy, wygrał Ligę Mistrzów.

Piłkę nożną trenował w przerwach między pracą w małym argentyńskim sklepiku, a pomocą ojcu w prowadzeniu niewielkiego warsztatu. Jego pierwszy kontakt z profesjonalnym footballem to odmówienie przyjęcia do klubu, którego fanem był odkąd tylko pamięta. Założyciel wielu organizacji charytatywnych. Żonaty z Paulą poznaną w 1992 roku, w tym samym roku powstało też trofeum, które parę dni temu trafiło w jego ręce. Tym trofeum jest Premio Scirea, a uhonorowanym - Javier Zanetti. Nagroda, o której mowa trafia od 18 lat w ręce zawodników, których kariera stanowić może wzór dla najmłodszych. A taka bez wątpienia była ta, Javiera Adelmara Zanettiego.

Jak wielu innych wielkich piłkarzy pochodzi z Buenos Aires. Tam właśnie na świat przyszedł 10 sierpnia 1973 roku. Piłka była dlań nie tylko sposobem na spędzenie młodości, ale przede wszystkim przepustką do lepszego świata. Początki nie były jednak łatwe. Będący wówczas na fali Club Atlético Independiente, któremu kibicował od małego odmówił mu współpracy. Wówczas Zanetti postanowił szukać szczęścia w Remedios de Escalada - barwy tamtejszego Clubu Atlético Talleres reprezentował przez ledwie 1 sezon. Kolejne 2 spędził już bowiem w Banfield Buenos Aires, gdzie w 66 występach jako prawy obrońca, bądź niekiedy środkowy lub prawy pomocnik strzelił 4 bramki. Najważniejsza była bez wątpienia ta zdobyta 29 września 1993 roku w meczu przeciwko Newell's Old, najważniejsza bo pierwsza i zaliczona ledwie 17 dni po debiucie w spotkaniu przeciwko River Plate. W 1994 roku Zanetti miał już na koncie debiut w reprezentacji Argentyny - od '94 piłkarz grywał w błękitno-białej koszulce 136 razy. Po tym sezonie otrzymał wiele interesujących ofert od gigantów południowoamerykańskiej piłki. Nie przystanął jednak na żadną wierząc, że wiązanie się na tym etapie z wyżowym klubem nie okaże się dobrym rozwiązaniem. Trafił w dziesiątkę, bo proponowane wówczas długoletnie kontrakty uniemożliwiłyby mu reakcje na zainteresowanie w 1995 roku ze strony Interu Mediolan, budowanego w tym okresie na nowo przez Massimo Morattiego. Debiut we Włoszech zaliczył już 27 sierpnia 1995 roku. Od tamtej pory barwy Interu reprezentował ponad 700-krotnie, jest obecnie drugi pod tym względem za Giuseppe Bergomim (758) w historii La Beneamata. Sporo występów zaliczył też w krajowej reprezentacji (tu jest samotnym liderem), grał na 2 mundialach - na trzeci, ten ostatni nie pojechał, co do dziś jest wielką zagadką dla fanów z całego świata.

Z Interem sięgnął po 13 trofeów - ostatnim był historyczny, bo pierwszy od 35 lat Puchar Europy. Sukces tym większy, że Zanetti jest kapitanem mediolańskiej ekipy. Dodajmy, że jako jeden z niewielu w historii sięgnął po oba europejskie trofea - wcześniej po Puchar UEFA w 1998 roku.

O Argentyńczykach w światowym footballu mówi się wiele - generalnie cechuje ich spore poczucie własnej wartości, spory warsztat i wrodzone oparcie gry na technice dryblingu oraz szybkości. Dodaje się jednak także, że jak nikt potrafią niszczyć klimat w drużynie, są wybuchowi, egocentryczni, a ich poszanowanie zasad fair play pozwala im osiągać sukcesy niemal wyłącznie w ligach stawiających na taktykę. Messi? Aguero? Zdaniem wielu to tylko wyjątki, nieprzesiąknięte po prostu złą częścią argentyńskiej mentalności. Zanetti zawsze był poza tego rodzaju stereotypami. Nieszukający rozgłosu, większych, bardziej uznanych pracodawców sumiennie całe lata robił to, co należało do niego. W barwach klubu, który dał mu wszystko. Ogrom włożonej pracy, spory talent, lojalność, honor i wielka klasa człowieka złożyły się na wzór piłkarza bezcenny dla wielu młodych adeptów piłkarskiej sztuki. Rok 2010 - w roli kapitana drużyny, która jako trzecia w historii europejskiego footballu sięgnęła po Potrójną Koronę, znalazł się na ustach całego świata. Ów świat przypomniał sobie o pomijanym jak się zdawało Zanettim, dopiero dziś honorując cnotliwość jego kariery.

Co teraz? Piłkarz ma 37 lat, kres jego przygody z piłką nożną zdaje się być już całkiem bliski. I być może więcej o Javierze Zanettim mówić się nie będzie, bo Inter według wielu specjalistów z europejskimi sukcesami pożegna się na parę ładnych lat. Właśnie dlatego ważne jest, by to dziś, póki jeszcze nie zgasły światła reflektorów wskazać na człowieka, który ciężką, sumienną i lojalną pracą sięgnął szczytu, o którym marzyło wielu. Niech to pozostanie, jako nauka dla tych, którzy do sukcesu dążą przez nieustanne wspinanie się po wyimaginowanej drabinie, przez transfery do klubów pozornie lepszych. Klubów, po których sukcesów bardziej się spodziewamy, które bardziej bardziej niż inne są na nie skazane. Zanetti oddał mediolańskiej ekipie serce, ręka sprawiedliwości po latach mu to wynagrodziła. Prócz spektakularnych sukcesów swoją postawą zapracował jednak także na coś jeszcze - nieśmiertelność w głowach swoich fanów. A to, choć dziś często niedoceniane - na dłuższą metę okazuje się najcenniejszym, co wygrać może każdy piłkarz.

Czytaj więcej o: Inter Mediolan, Włochy

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (15)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze