Paolo Maldini

Przemek Prętkiewicz | 24.12.2010 13:59 | komentarzy: 4 | kategoria: Ikona Ligi Mistrzów |

Przeczytałem, że Jan Tomaszewski wśród czterech najlepszych defensorów ustawił Maldiniego. Pomyślałem: zgoda, Maldini jest niezły i w ogóle, ale żeby od razu jeden z najlepszych w historii? Obok Beckenbauera? Rzecz jasna myślałem o Paolo Maldinim, tym którego znałem z telewizyjnych transmisji. Nie przyszło mi do głowy, że był jakiś inny Maldini… na przykład, pomyślmy, Cesare Maldini? Zostałem wówczas nieco uświadomiony w zakresie historii piłki nożnej

Widziałem kiedyś zestawienie najlepszej jedenastki wszech czasów zaproponowane przez Jana Tomaszewskiego. To było dawno temu, gdy moja wiedza o piłce nożnej wahała się między znajomością twierdzenia Talesa, a znajomością dziur na moim podwórku – nie była ani mała, ani duża, ot taka sobie.

Przeczytałem wówczas, że Jan Tomaszewski wśród czterech najlepszych defensorów ustawił Maldiniego. Pomyślałem: zgoda, Maldini jest niezły i w ogóle, ale żeby od razu jeden z najlepszych w historii? Obok Beckenbauera? Rzecz jasna myślałem o Paolo Maldinim, tym którego znałem z telewizyjnych transmisji. Nie przyszło mi do głowy, że był jakiś inny Maldini… na przykład, pomyślmy, Cesare Maldini? Zostałem wówczas nieco uświadomiony w zakresie historii piłki nożnej

Syn swojego ojca

Skoro zatem ten Maldini jest synem tamtego Maldiniego, a tamten był dobry, to ten też musi być(chociaż to nie zawsze tak działa). Dziś gdyby poproszono mnie o wybór jedenastu najlepszych piłkarzy w historii, tobym się tego nie podjął – za mało widziałem, mogę co najwyżej wybrać najlepszych z tych, których oglądałem. I Maldini by się tam znalazł. Paolo rzecz jasna…

Urodził się wkrótce po tym, jak ojciec zakończył karierę. Umarł król, niech żyje król! Vive la France… a nie, to nie ten tekst. W każdym razie talent musi być poniekąd dziedziczny, chyba że jedyną zabawką w domu była piłka, a ojciec po prostu od małego wciskał synka w czerwono-czarne ubranka. Do tego jednak sam Cesare nie chciał się przyznać, co Paolo potwierdził – decyzję o grze dla klubu ojca podjął ponoć samodzielnie, mając 10 lat, choć wcześniej kibicował Juventusowi. Zaczął od gry na prawym skrzydle, później przeniósł się na lewe, aż został cofnięty do defensywy.

Trener Nils Liedholm dał Maldiniemu szansę debiutu w seniorskiej drużynie, gdy ten miał niespełna 17 lat. Zarówno on, jak i wielu innych trenerów i kolegów z boiska podkreślało, że imponujące warunki fizyczne młodego gracza pozwalały mu na grę ze starszymi zawodnikami i zapowiadały, że w przyszłości miał być dobrym graczem. Nie bez znaczenia były też koneksje rodzinne, dobre geny, a nade wszystko dorastanie pod okiem tak wybitnego piłkarza jak Cesare, miały być gwarancją, że Paolo nie zawiedzie pokładanych w nim nadziei, choć oczywiście samo nazwisko nie gwarantowało miejsca w składzie. Mówił o tym swego czasu Fabio Capello, przywołując anegdotę jeszcze z czasów, gdy prowadził Paolo w Primaverze. Zapytany przez trenera rywali dlaczego wystawia syna Cesarego Maldiniego odparł „Porozmawiamy o tym za parę lat. Ten chłopak będzie wielkim mistrzem.” Jak później przyznał ojciec, sukcesy juniora zaskoczyły jednak nawet jego.

Od 45 minut do 24 lat

Wracając do meczu, Maldini wszedł w nim z ławki, zastąpił kontuzjowanego Andreo Manzo. Spotkanie w Udine było pierwszym i… jedynym, jakie Paolo rozegrał w sezonie 1984/85. Nie dlatego bynajmniej, że był to występ tak słaby. Młody zawodnik musiał po prostu poczekać na swą kolejną szansę, by wskoczyć w miejsce któregoś z bardziej doświadczonych kolegów.

Nie wprowadzał się do drużyny powoli, stopniowo, mecz po meczu. Gdy dostał szansę regularnej gry już w kolejnym sezonie, nie oddał miejsca w składzie przez kolejne 24 lata! Przeszedł w tym czasie taką ewolucję i o ile nasze koleżanki są zdania, że z fajnego zmienił się w tzw. ciacho (?), o tyle my uważamy, że w tym czasie dokonał się znacznie istotniejszy dla świata postęp. Choć oczywiście doceniamy samego Paola, czego ów tekst jest przecież dowodem.

Przez te 24 sezony nie opuścił niemal żadnego meczu, a nie… to on nie opuścił niemal żadnego. W każdym razie Paolo nie opuścił zbyt wielu meczów. Nie zagłębiając się przesadnie w matematykę myślę, że średnio co sezon oscylował około 28 ligowych spotkań, choć może licząc dokładnie, to ostatnie 3-4 lata kariery obniżyłyby ten wynik. Niezależnie od tego nie sposób podać w wątpliwość twierdzenia, że Maldini był kluczową postacią partycypującą w sukcesach Milanu w tym czasie.

Kolekcjonerzy sukcesów

Jeśli czasy Cesarego Maldiniego w AC Milan uważano w połowie lat 80. za złotą erę, to już dekadę później pogląd ten należało zrewidować. W latach 1988-94 mediolański klub sięgnął łącznie po 16 trofeów krajowych i międzynarodowych! W ciągu tych siedmiu sezonów jedynie ten z przełomu lat 1990/91 nie został okraszony żadnym trofeum. Wcześniej Rossoneri zdobyli mistrzostwo i Superpuchar Włoch oraz po dwa razy Puchar Europy, Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny. Po tym „suchym sezonie” na trzy lata zdominowali krajowe rozgrywki, wygrywając za każdym razem rywalizację o mistrzostwo i Superpuchar Włoch, a w roku 1994 po raz piąty wywalczyli Puchar Europy, pierwszy raz jednak w zmienionej formule i pod nazwą Ligi Mistrzów.

Oczywiście sama osoba Maldiniego nie spowodowała tak nagłego skoku jakościowego w grze zespołu, był on jednak częścią jednego z najlepszych zespołów w historii. Choć wydatnie przyczynił się do osiągnięcia przez klub spektakularnych wyników, wizytówką Milanu byli wówczas, zwani „pomarańczowymi tulipanami”, holenderskim trio i na wiele innych sposobów, Marco van Basten, Ruud Gullit i Frank Rijkaard.

Defensywa nie do zdarcia – defensywa z klas

Kwartet obrońców Mauro Tassotti, Filippo Galli, Franco Baresi i Paolo Maldini, choć w świadomości kibiców nie funkcjonuje tak powszechnie, śmiało mógłby jednak z tamtą trójką konkurować. Współpraca czterech tworzących blok defensywny piłkarzy była wręcz wzorowa, Tassotti powiedział w jednym z wywiadów: „Umieliśmy myśleć jak jednak osoba. Pojedynczy ruch jednego z nas był ruchem całej formacji”

Maldini z kolei, komentując współpracę z kolegami, podkreślił, że w zasadzie nie zdarzały się nieporozumienia, zwłaszcza z Franco Baresim, którego autorytet powodował, że nikt nie śmiał wytknąć mu błędu. Klasa tego gracza na pewno ukształtowała też Maldiniego, który, przez cały okres gdy kształtował się jako senior, był pod jego okiem. Również sam Baresi podkreślał, że wiele się nauczył od swoich kolegów i niezwykle ceni sobie wieloletnią grę z nimi, a fakt, że to właśnie Paolo pobił jego rekord występów w barwach rossoneri był dlań zaszczytem.

Niewątpliwie lata gry tego składu były najlepszym okresem w historii Milanu oraz czasem największych sukcesów samego Maldiniego. I to nie tylko w piłce klubowej.

I tylko złota brak

W seniorskiej reprezentacji Włoch zadebiutował w wieku 19 lat podczas towarzyskiego meczu z Jugosławią w marcu 1988 roku. Kilka miesięcy później był już podstawowym graczem drużyny Azzurri na Euro ‘88 rozgrywanym w RFN. Kadra z Półwyspu Apenińskiego wywalczyła na tym turnieju brązowy medal, przegrawszy w półfinale z reprezentacją Związku Radzieckiego 0:2.

Dwa lata później Mistrzostwa Świata rozgrywane były we Włoszech, a reprezentacja gospodarzy jak burza przedzierała się przez kolejne etapy, do półfinału docierając z kompletem zwycięstw i bilansem bramek 7:0! Maldini jako obrońca pozostawał w cieniu gwiazd włoskiej ofensywy z niezwykle dynamicznym, napędzającym akcje Włochów Roberto Baggio i bramkostrzelnym Salvatorem Schillacim na czele. Zachowanie czystego konta „z tyłu” niewątpliwie podkreślało jednak prestiż i klasę włoskich obrońców. Dopiero w meczu o finał Włosi stracili pierwszą bramkę, a spotkanie zakończyło się remisem. Rzuty karne natomiast lepiej strzelali Argentyńczycy i to oni zagrali o złoto z Niemcami. Reprezentacji Azzurri pozostał bój z Anglią o brąz, z którego ostatecznie drużyna prowadzona przez Azeglio Viciniego wyszła zwycięsko.

Rok 1994 mógł być dla Maldiniego wymarzonym. Do sukcesów w piłce klubowej obrońca Milanu i reprezentacji dołożył świetny występ na amerykańskim mundialu. Zmorą Italii okazały się ponownie rzuty karne. Tym razem w tym najważniejszym, finałowym meczu turnieju konkurs „jedenastek” skończył się tak, co, jak pamiętamy, niewiele odbiegało od wydarzeń sprzed wówczas 4 lat. Dla mnie różniło się o tyle, że Italia’90 nie oglądałem, a po USA’94 płakałem jak bóbr. Paolo też pewnie płakał, a jak się okazało…

…mistrzem świata nie został już nigdy. Gd y w 2006 roku jego koledzy święcili triumf na pewno się cieszył. I pewnie trochę żałował, że zostawił kadrę 4 lata wcześniej i nie dał się namówić na powrót. Sam jednak nie spodziewał się chyba, że w wielkiej piłce pozostanie tak długo i to nie jako dogorywający na ławce oldboy, ale wciąż jako boiskowy lider. Już w 2004 roku przypominał swój wygasający rok później kontrakt i nie chciał określać się na przyszłość. Z niepewnością odnosił się do słów kolegów i trenerów zapewniających go, że jest w stanie grać kolejnych 5 lat. Jak się okazało był.

W momencie rozstania z kadrą w 2002 roku został piłkarzem z największą liczbą występów w błękitnej koszulce, który nie zdołał zdobyć żadnego trofeum. Tak blisko jak w 1994 był jeszcze tylko 6 lat później, gdy w finale holendersko-belgijskiego Euro, Azzurri musieli uznać wyższość Francuzów.

Jeszcze garść sukcesów…

Osłodą musiały być sukcesy w piłce klubowej, których wraz z nastaniem XXI wieku na koncie AC Milanu = Paolo Maldiniego przybyło. Szczególnie cenne zdobycze to dwa Puchary Europy z lat 2003 i 2007 oraz Klubowe Mistrzostwo Świata w 2007 roku.

Trzeba przyznać, że jak na obrońcę Paolo Maldini został dość obficie nagrodzony indywidualnymi wyróżnieniami. Z drugiej strony jak na gracza tej klasy został nimi obdarowany nader skromnie. Dobre występy w finałach MŚ w latach 1990 i 1994 zaowocowały wyborem do najlepszej „jedenastki” turnieju. W roku amerykańskich mistrzostw i wielkich triumfów Rossoneri Paolo został także wybrany najlepszym piłkarzem świata w plebiscycie prestiżowego World Soccer Magazine, a rok później tylko klubowy kolega – George Weah – wyprzedził go w klasyfikacji FIFA na Gracza Roku. Docenione zostały także występy Maldiniego w Lidze Mistrzów. W 2003 roku uznano go najlepszym jej piłkarzem, a cztery lata później najlepszym obrońcą.

…i koniec z klasą.

Zakończenie wieloletniej kariery nastąpiło zgodnie z wyrażanym wiele razy życzeniem samego Paolo, ale też każdego chyba sportowca – żeby przerwać, na szczycie, a nie bezczynnie siedząc na ławce. Jak niewielu Maldini zdecydował zawiesić buty na kołku, choć właśnie miał za sobą kolejny dobry sezon. W wieku 40 lat (!) wystąpił w 30 ligowych meczach Milanu w sezonie 2008/09. Jeszcze przed zakończeniem powiedział, że to ostatni sezon. Słowa dotrzymał. Nie było żadnego meczu pożegnalnego – ani po rozstaniu z kadrą ani z klubem. Wydaje się, że człowiek który karierę budował na ciężkiej pracy, w Milanello pojawiał się pierwszy i wychodził ostatni, a co tydzień rozgrywał z kolegami z defensywy sparing przeciwko Primaverze, nie potrzebował uroczystości, fanfarów, kwiatów i boiskowej kurtuazji pożegnalnego meczu gwiazd. Krótko i konkretnie – powiedział „dosyć” i skończył.

Można przytoczyć wiele liczb i statystyk, które są imponujące, którego pokażą jak dobrym i solidnym był Maldini graczem. To wszystko jest chyba jednak zbyt suche, nie odda w pełni tego co chcielibyśmy na zakończenie tego tekstu wyrazić. Właściwym wydaje mi się podsumować karierę Maldiniego następująco: w 1963 roku Cesare Maldini jako kapitan Milanu wzniósł Puchar Europy, 40 lat później, w 2003 roku Paolo Maldini jako kapitan Milanu wzniósł Puchar Europy. Z takimi genami za kilkadziesiąt lat śmiało będzie można napisać: 30 lat później, w 2033 roku Christian Maldini jako… Czy może być inaczej?

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, LigaMistrzow.com, AC Milan, Włochy, Ikony LM

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (4)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze