Samuel Eto'o

Tomasz Delimat | 25.12.2010 23:44 | komentarzy: 22 | kategoria: Ikona Ligi Mistrzów |

Aby być wielkim, nie możesz być zwykłym. No dobrze, możesz, ale wtedy przy pierwszym niepowodzeniu się od ciebie odwrócą, a po latach – zapomną. By pozostać w pamięci na długie lata, trzeba budzić skrajne emocje.

Aby być wielkim, nie możesz być zwykłym. No dobrze, możesz, ale wtedy przy pierwszym niepowodzeniu się od ciebie odwrócą, a po latach – zapomną. By pozostać w pamięci na długie lata, trzeba budzić skrajne emocje. Jedni będą cię kochać, inni nienawidzić, ale w historii zapiszesz się literami odpornymi na wyblaknięcie. Czyż takich właśnie skrajnych odczuć nie doświadczają kibice na całym świecie wobec Samuela Eto’o? To na pewno jeden z bardziej kontrowersyjnych piłkarzy, poruszających się obecnie po boiskach. Nikt jednak nie ma prawa odmówić mu jednego: wybitności. A już na pewno nie ma tego prawa, gdy wspomina o rozgrywkach Ligi Mistrzów.

Nikt jednak na szczyt nie wstępuje w momencie urodzenia. Im większa wysokość góry, tym ciężej się na nią wspiąć, potencjalnemu kandydatowi na gwiazdę potrzeba więc mnóstwo cierpliwości. Również Samuel Eto’o musiał…

… odczekać swoje

A początki proste wcale nie były. Urodzony w 1981 roku Eto’o karierę zaczynał jak większość nieprzeciętnych piłkarzy z Afryki. Wychowanie w biedzie, uciekanie z lekcji, gra bez butów, uliczna szkoła życia – tę formułę wszyscy już znamy. Choć akurat w przypadku napastnika, o którym mowa, nie do końca było to prawdą. Jego rodzicom nie wiodło się najgorzej i chcieli oni zadbać o to, by syn otrzymał wykształcenie. On jednak wybrał piłkę. W swojej ojczyźnie już w wieku 12 lat zadebiutował w profesjonalnym klubie, ale nigdy w żadnym nie osiadł na dłużej. Gdy miał 15 lat, na Czarny Ląd przybyli skauci Realu Madryt, a że już wtedy „Królewscy” dysponowali naprawdę znakomitymi łowcami talentów, Samuela Eto’o wypatrzyli na jednym z lokalnych boisk. Jeszcze w 1996 roku podpisany został kontrakt. Co ciekawe, podczas tych samych poszukiwań, ludzie Realu sprowadzili Geremiego Njitapa, który obecnie również jest podstawowym zawodnikiem reprezentacji Kamerunu. Wtedy Eto’o musiał czekać po raz pierwszy. Wiek 15 lat większości starszych użytkowników, czytających właśnie ten tekst, kojarzy się zapewne z wczesną młodością, a może nawet dzieciństwem. Bohater tego tekstu o wszelkich dziecięcych nawykach musiał jednak zapomnieć. Znalazł się bowiem, zupełnie sam, na wielkim lotnisku w Madrycie. Zanim jeszcze zdążył pokusić się o refleksję na temat rozmiaru świata, zorientował się, że… nikt na niego nie czeka. Kto wie, jak skończyłaby się ta historia i kim byłby teraz Samuel Eto’o, gdyby po kilku godzinach całkowicie zdesperowany i nieznający słowa po hiszpańsku nie napotkał Afrykańczyka, który pomógł mu dostać się do budynku Realu. Działacze klubu, wtedy ignorując młody talent i nie wysyłając nikogo, by odebrać go z lotniska, nie wiedzieli jeszcze, że ten oto piłkarz za kilkanaście lat będzie Ikoną Ligi Mistrzów…

Przykra i nerwowa sytuacja na początek aż prosi się o spuentowanie happy endem, czyli czymś w rodzaju, że Eto’o wskoczył od razu do pierwszego składu Realu i zaczął seryjnie zdobywać bramki, będąc nastolatkiem. Pobyt na Santiago Bernabeu, a raczej na treningowych boiskach obok tego stadionu, stanowił jednak dla Kameruńczyka kolejną próbę cierpliwości. W Madrycie nie doczekał się swojej szansy. Aż do 2000 roku nieustannie był gdzieś wypożyczany. Najpierw do CD Leganes, grającego w drugiej lidze, potem do Espanyolu Barcelona, gdzie murawy w zasadzie nie powąchał. Powołanie do reprezentacji na mistrzostwa świata w 1998 roku, gdzie Samuel Eto’o był najmłodszym uczestnikiem całego turnieju, na sztabie szkoleniowym Realu wrażenia nie zrobiło. Niebawem wypożyczył go jednak inny Real, ten z Majorki. I w tym momencie porzucić możemy już dział o oczekiwaniu, zaczyna się bowiem…

… triumfalny marsz w górę

Już w pierwszym półroczu gry w nowym klubie, Eto’o na boiskach Primera Division zdobył sześć bramek. Przez cztery kolejne sezony, w statusie zawodnika w zasadzie nic się nie zmieniło. Wszystkim było wygodnie: Real Madryt wciąż przedłużał Kameruńczykowi wypożyczenie do Mallorki, samemu nie będąc zobligowanym do przetrzymywania niechcianego zawodnika, klub z Balearów nie musiał zaś płacić kwoty odstępnego za gracza, który szybko stał się gwiazdą na skalę całej ligi. W 2004 roku Mallorce, głównie dzięki znakomitej postawie Samuela Eto’o, udało się sięgnąć po Puchar Króla. Wtedy jednak klub zaczął mieć poważne problemy finansowe, a sam zawodnik stwierdził, że nadszedł już dla niego najwyższy czas, by zagrać w jednym z najlepszych europejskich zespołów. Naturalnym „nowym” pracodawcą napastnika był Real Madryt, wciąż posiadający połowę praw do jego karty zawodniczej. Florentino Perez, charyzmatyczny prezes „Los Blancos”, nie zdecydował się jednak na ponowne ściągnięcie Kameruńczyka, argumentując swoje postanowienie dużą ilością innych snajperów w klubie oraz narzuconym przez władze ligi limitem graczy spoza Unii Europejskiej. Z perspektywy kilku lat, Perez na pewno może sobie pluć w brodę…

Ale sam Eto’o na pewno nie. Latem 2004 roku zgodnie z zapowiedziami opuścił Mallorcę, której do dziś pozostaje, z liczbą 54. bramek na koncie, najlepszym strzelcem w historii. Poważnie interesował się nim Liverpool, ale sam zawodnik postanowił nie przeprowadzać się na deszczowe Wyspy Brytyjskie, a pozostać w słonecznej Hiszpanii. Skusiła go Katalonia i perspektywa gry w Barcelonie, która zapłaciła za niego 24 miliony euro (pieniądze rozdzielono po równo między Real Madryt a RCD Mallorcę). Ta kwota szybko się na Camp Nou spłaciła. Eto’o poznał zaś…

… zemsty słodki smak

Zemsty na swym byłym klubie, oczywiście. W owym czasie w Barcelonie, po latach posuchy, zaczęto tworzyć drużynę, która miała nawiązać do wspaniałej tradycji klubu, naznaczonej sukcesami. I tak na Camp Nou trafił najpierw Ronaldinho, a rok później Samuel Eto’o. Kameruńczyk przy podpisywaniu kontraktu wypowiedział słowa: „będę biegać jak czarny, aby żyć jak biały”. Stały się one motywacją dla światowych działaczy do wzmożonej walki z rasizmem (którego falę Eto’o odczuł w swojej karierze nieraz na własnej skórze). Pomijając specyficzny wydźwięk tego zdania, napastnik od razu wziął się do roboty, czyli strzelania bramek i pokazania Realowi Madryt, że klub ten popełnił błąd, pozbywając się go tak łatwo. Pierwszy sezon był zarówno dla niego, jak i całej Barcelony fantastyczny. W samej Primera Division zdobył 25 goli, a „Duma Katalonii” sięgnęła po mistrzostwo kraju. To właśnie wtedy, na fecie po zdobyciu tytułu, Eto’o głośno do mikrofonu wykrzyknął: „Real, rogaczu, pokłoń się mistrzowi!”. Został za to ukarany grzywną, ale dla fanów Barcelony stał się jeszcze większym bohaterem. Czyż można sobie wyobrazić słodszą zemstę, niż uświadomienie Florentino Perezowi błędu już po roku od transferu?

O ile więc sezon 2004/2005 był dla „Blaugrany” i Samuela Eto’o świetny, o tyle następny już absolutnie znakomity. Przede wszystkim to właśnie w nim Kameruńczyk mógł wznieść w górę swój…

… pierwszy Puchar Europy

Po ciężkiej półfinałowej batalii z Milanem, w wielkim finale na podparyskim Stade de France Barcelona podejmowała Arsenal Londyn. Długo przegrywała, jednak w 76. minucie stan gry wyrównał właśnie Eto’o. Kilka minut później Juliano Belletti wysunął kierowany wtedy przez Franka Rijkaarda zespół na prowadzenie, którego Katalończycy już nie oddali. W tym samym sezonie Barcelona po raz kolejny zdystansowała Real Madryt w wyścigu o mistrzostwo Hiszpanii, a bohater tego tekstu został królem strzelców z dwudziestoma sześcioma golami na koncie. Czego chcieć więcej?

Jako że w lidze hiszpańskiej wszystko obraca się wokół pewnej rzadko naruszanej sinusoidy – sukcesy na przemian Barcelony i Realu – po dwóch latach triumfów, przyszły dwa lata posuchy. W tym okresie coraz częściej wychodził na jaw niezwykle trudny charakter Samuela Eto’o. W swojej karierze groził on już śmiercią wielu osobom, chociażby dziennikarzowi, swojemu agentowi czy kobiecie, która nie chciała poddać się aborcji. Kiedyś podczas zgrupowania kadry złamał nos jednemu z reporterów, na którego się zdenerwował. W swoim życiu był więc już oskarżony w kilku procesach sądowych, zawsze jednak kończyły się one dla niego stosunkowo dobrze, czyli tylko karą grzywny, z której zapłaceniem nie miał problemu. Jego konfliktowa natura dała się we znaki też w momencie, gdy drużynie wyraźnie nie szło. Z trenerem Frankiem Rijkaardem popadł on w poważny konflikt, a kiedy latem 2008 roku zespół objął Josep Guardiola, zapowiedział, że Samuel Eto’o jest na sprzedaż. Ostatecznie jednak Kameruńczyk w klubie pozostał, co w końcowym rozrachunku dało Barcelonie mistrzostwo Hiszpanii i…

… kolejne zwycięstwo w Lidze Mistrzów

Strzelał gole jak na zawołanie i trafił również w finale. Gdy Barcelona podejmowała Manchester United, on otworzył wynik już w pierwszych minutach i do końca „Duma Katalonii” dzieliła i rządziła na boisku, ostatecznie wygrywając 2:0. Mimo wszystko, wkrótce i z Pepem Guardiolą Eto’o przestał się dogadywać. Latem 2009 roku musiał więc Camp Nou opuścić.

Można powiedzieć, że Samuel Eto’o po raz kolejny stał się pośrednio ofiarą Florentino Pereza. To właśnie jego wielkie transfery, ze sprowadzeniem Kaki i Cristiano Ronaldo na czele, spowodowały, że tak naprawdę nie potrzebująca wzmocnień Barcelona postanowiła i pod tym względem nie być gorsza od największego rywala. Wymieniła więc z Interem Mediolan Kameruńczyka na Zlatana Ibrahimovicia, a dodatkowo dopłaciła 50 milionów euro. Dla czarnoskórego gracza mogło być to nieco upokarzające, na pewno bowiem nie był aż o tyle gorszy od Szweda. Szybko stało się jednak widoczne, komu transakcja się opłaciła. Ibrahimović bowiem zawiódł, natomiast Eto’o jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawił, że już w pierwszym sezonie swej gry w Mediolanie Inter wygrał Ligę Mistrzów! Dla bohatera tego tekstu był to już…

… trzeci taki triumf

Osiągnięty z genialnym Jose Mourinho na ławce trenerskiej, a w składzie z fantastycznymi zawodnikami w każdej formacji. Samuel Eto’o stworzył z Diego Milito zabójczy duet napastników. Szczególnie zaś cenne było zapewne dla Kameruńczyka wyeliminowanie w półfinale Barcelony. W spotkaniu rewanżowym na Camp Nou Eto’o, zazwyczaj zbuntowany przeciwko każdej decyzji trenera, która nie pasuje akurat jemu, praktycznie całą drugą połowę pozostawał blisko własnego pola karnego i wykonywał wielką pracę w obronie. W finale z Bayernem Monachium gola nie strzelił, ale i tak jego wkład w ostateczny sukces jest niemożliwy do zanegowania.

Samuel Eto’o wciąż nie może jeszcze nazywać samego siebie piłkarzem spełnionym. Brakuje mu przede wszystkim sukcesu na szczeblu reprezentacyjnym. Kamerun nie jest zespołem z najwyższej półki, ale do mistrzostw świata kwalifikuje się regularnie. Ostatnio turniej odbywał się w RPA w Afryce, więc eksperci uznali ekipę Paula le Guena „czarnym koniem” imprezy. Kameruńczycy nie wyszli jednak nawet z grupy, a Eto’o był w kiepskiej formie, na co niewątpliwie miała wpływ…

… kłótnia z Rogerem Millą

Kiedyś, gdy długowieczny Milla seryjnie zdobywał bramki dla Kamerunu, dla Eto’o stanowił on wzór do naśladowania. Podobno gdy podczas jednego meczu rzucił swą koszulkę w trybuny, złapał ją właśnie będący jeszcze dzieckiem mały Samuel. Tuż przed mundialem 2010 między panami wywiązała się jednak ostra wymiana zdań. Zaczął Milla, który stwierdził, że Eto’o nie przykłada się należycie do gry dla narodowej kadry. Napastnik Interu zripostował, że w takim razie nie będzie nikomu robił łaski i chętnie zrezygnuje z wyjazdu na mundial. Ostatecznie do RPA pojechał, ale jego dwa gole nie dały Kamerunowi choćby punktu. Podobno zresztą właśnie z powodu byłego snajpera Barcelony atmosfera w zespole nie była najlepsza. Samuel Eto’o kłócił się z trenerem le Guenem, który wystawiał go na skrzydle, a nie w ataku.

Wydarzenia z czerwca 2010 roku zwracają uwagę na dwie ważne kwestie. Po pierwsze trudny charakter Eto’o, po drugie zaś fakt, że w reprezentacji wciąż jest niespełniony, choć zbliża się już do trzydziestki. Mimo wszystko, trzykrotna wygrana Champions League absolutnie pokazuje, że jest to…

… zawodnik wybitny

Niekwestionowana Ikona Ligi Mistrzów. Eto'o wystąpił w trzech finałach, w dwóch różnych klubach, wszystko w odstępie czterech lat. Za każdym razem zwyciężał, dwukrotnie strzelał gole. Jako jeden z zaledwie kilku piłkarzy wygrał Ligę Mistrzów sezon po sezonie.

Samuel Eto’o to człowiek z charakterem. W Kamerunie jest najbardziej znanym człowiekiem, ma tam szkółkę piłkarską, a co miesiąc ukazuje się specjalny magazyn „Etoogol”, w którym czytelnicy mogą poznać tajniki z życia 29-letniego napastnika. Nie jest zatem ważne, kto kocha Eto’o, a kto go nienawidzi – wszyscy na pewno zgadzają się bowiem z tym, że jest on obdarzony nieprzeciętnymi umiejętnościami. Czy sięgnie jeszcze kiedyś po Puchar Europy? Nawet jeśli nie, już zapisał się na kartach historii. Jest wielki i takim pozostanie, niezależnie od wszystkiego.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, LigaMistrzow.com, Inter Mediolan, Hiszpania, Włochy, Ikony LM

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Liga Mistrzów: Komplet wyników wtorkowych spotkań fazy grupowej

    Najwyższa wyjazdowa wygrana Liverpoolu w historii Ligi Mistrzów, wysokie zwycięstwo Spartaka – dziś zespoły mierzące się w najważniejszych rozgrywkach europejskich po raz kolejny przyprawiły o ból głowy obstawiających wyniki u bukmacherów.

    czytaj więcej
  • RB Leipzig lepszy o jedną bramkę od FC Porto

    Według ekspertów wicemistrz Niemiec w obecnym sezonie Ligi Mistrzów był skazany na pożarcie. Tymczasem podopieczni trenera Ralpha Hasenhüttla tworzą historię, którą z pewnością zapamiętamy na długie lata. Tymczasem w obozie FC Porto panuje spokojna atmosfera, jednak to nie znaczy, że piłkarze trenera Sérgio Conceição odpuszczą mecz z „Bykami”.

    czytaj więcej
  • Najwyższe w historii zwycięstwo Liverpoolu! Maribor zdeklasowany

    Liverpool FC powoli wraca do optymalnej formy. Potwierdził to weekendowy mecz z Manchesterem United, a we wtorkowy wieczór rozgromili rywala aż 7:0. Było to najwyższe w historii wyjazdowe zwycięstwo "The Reds" w Lidze Mistrzów.

    czytaj więcej

Komentarze (22)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze