Czarne konie Ligi Mistrzów – część 2.

Autor: Rafał Krysztopa | 24.02.2012 14:27 | komentarzy: 6 | kategoria: Historia LM |

W drugiej części cyklu podążymy drogą FC Porto i AS Monaco - finalistów Ligi Mistrzów sezonu 2003/2004.

W sezonie Ligi Mistrzów 2003/2004 bukmacherzy mogli zbić na obstawianiu spotkań ogromne pieniądze, ale i też stracić fortunę. Wszyscy kandydaci do końcowego triumfu grali słabo i odpadali z rozgrywek jeden po drugim. W 1/8 finału z europejskimi pucharami pożegnały się Manchester United i Bayern Monachium. W ćwierćfinale poległ naszpikowany gwiazdami Real Madryt, a dotowana dolarami Abramowicza Chelsea Londyn zatrzymała się na półfinale. Niespodziewanie w walce o końcowy triumf na Arena auf Schalke naprzeciwko siebie stanęły dwie rewelacje tamtej edycji - FC Porto i AS Monaco.

DROGA PORTO DO FINAŁU

„Możemy poradzić sobie całkiem nieźle, ale nie możemy oczekiwać, że przeżyjemy w basenie pełnym rekinów” - mówił Jose Mourinho przed rozpoczęciem sezonu 2003/2004. Te słowa Portugalczyka znalazły jednak tylko odzwierciedlenie w zmaganiach grupowych, w których ekipa “Smoków” mierzyła się z Realem Madryt, Marsylią i Partizanem. W fazie pucharowej Porto nie znalazło już na siebie mocnych.

W grupie z Realem

Początki “Smoków” w Lidze Mistrzów nie były proste. W pierwszym meczu grupowym w starciu z Partizanem gol Costinhy dał tylko remis. W kolejnej potyczce Porto uległo 1:3 Realowi Madryt. Dopiero trzecie grupowe spotkanie Portugalczycy wygrali z Olympique Marsylia 3:2. W rewanżu na Estadio do Dragao po golu Alejniczewa Porto zdobyło kolejne cenne trzy punkty. W ostatnich dwóch spotkaniach ekipa “Smoków” zanotowało wygraną nad Partizanem i remis z Realem.

Horror w dwumeczu z Manchesterem United

Porto zakończyło fazę grupową na drugim miejscu i w 1/8 finału zmierzyło się z Manchesterem United. „Czerwone Diabły” były zdecydowanym faworytem tego spotkania. Podopieczni Aleksa Fergusona zdobyli w fazie grupowej 15 punktów, przegrywając tylko jedno spotkanie ze Stuttgartem. Na Estadio do Dragao Manchester za sprawą Quintona Fortune’a otworzył wynik spotkania. Porto wykorzystało jednak luki w obronie przeciwnika i po dwóch golach Benny’ego McCarthy’ego ekipa “Smoków” wygrała 2:1. Na Old Trafford wszystko szło po myśli gospodarzy, w 32. minucie Scholes zdobył bramkę dla United. W tym momencie podopieczni Mourinho byli za burtą Champions League. Porto niespodziewanie doprowadziło jednak do wyrównania w 90. minucie. Tim Howard poradził sobie ze strzałem z rzutu wolnego McCarthy’ego, ale przy dobitce Costinhy był już bezradny. Gol etatowego wówczas reprezentanta Portugalii dał Porto awans do ćwierćfinału.

Otwarta droga do Gelsenkirchen

Po horrorze z Manchesterem przeprawa z Lyonem była już dziecinną zabawą. W Portugalii Porto po golach Deco i Ricardo Carvalho wygrało 2:0. W Lyonie Maniche zdobył dwa gole i spotkanie na Stade de Gerland zakończyło się remisem 2:2. W półfinale Porto zagrało z Deportivo la Coruna. Po bezbramkowym remisie na Estadio Dragao ekipa „Smoków” znów pokazała dobrą formę na wyjeździe. W Hiszpanii po wykorzystanym rzucie karnym przez Derleia Porto wygrało 1:0. Finał w Gelsenkirchen stał przed podopiecznymi Mourinho otworem.

DROGA MONACO DO FINAŁU

W ostatnich godzinach okienka transferowego Monaco dokonało - jak się później okazało - genialnego transferu. Klub z niewielkiego księstwa wypożyczył z Realu Madryt Fernando Morientesa. Hiszpan poprowadził Monaco do finału, strzelając w kampanii 2003/2004 Ligi Mistrzów 9 bramek.

Pierwsze miejsce w grupie

Morientes dał o sobie znać już w pierwszej kolejce. Strzelił premierową bramkę w wygranym 2:1 spotkaniu z PSV Eindhoven. Później Hiszpan dorzucił dwie bramki w łatwo wygranym 4:0 meczu z AEK Ateny. W trzeciej kolejce podopieczni Didiera Deschampsa zostali sprowadzeni na ziemię przez Deportivo la Coruna, lecz w rewanżu na Stade Louis II dokonali słodkiej zemsty na Hiszpanach. Zastępujący Morientesa Dado Prso popisał się hat-trickiem i Monaco wygrało hokejowym wręcz rezultatem 8:3. W ostatnich dwóch spotkaniach podopieczni Deschampsa zanotowali dwa remisy i z pierwszego miejsca weszli do dalszej fazy.

W 1/8 finału Monaco zmierzyło się z Lokomotivem Moskwa. W pierwszym spotkaniu w stolicy Rosji Francuzi przegrywali już 0:2, jednak Morientes zdobył kontaktowego gola i mecz zakończył się rezultatem 1:2. W rewanżu jedynego gola zdobył Prso i Monaco awansowało dzięki bramce strzelonej na wyjeździe.

Słodka zemsta Morientesa

W ćwierćfinale Monaco stanęło przed największym wyzwaniem na drodze do finału. Podopieczni Deschampsa mieli zmierzyć się z Realem Madryt, w którego składzie znajdowały się takie gwiazdy światowego formatu jak: Raul, Ronaldo, Figo, Beckham, czy Zidane.
W Madrycie wszystko układało się po myśli „Królewskich”, którzy na dziesięć minut przed końcem spotkania prowadzili 4:1. Radości hiszpańskich kibiców nie zmąciła nawet bramka Morientesa na 4:2. Spotkanie rewanżowe w Monaco przeszło natomiast do historii Champions League. W 32. minucie Raul po podaniu Ronaldo pięknym technicznym strzałem otworzył wynik spotkania. Wyrównujący gol Ludovica Giuly’ego tuż przed przerwą wydawał się już nieistotny. Po wznowieniu gry Morientes strzałem głową wyprowadził jednak Monaco na prowadzenie, a bramkę na wagę awansu w 66. minucie zdobył znakomicie dysponowany tego dnia Giuly. Wynik 3:1 dla ekipy z Ligue 1 i wyeliminowanie przez nią wielkiego Realu było nie lada sensacją.

Po przeprawie z Realem dla Monaco nie było już rzeczy niemożliwych. W półfinale przeciwnikiem Francuzów była Chelsea. Na Stade Louis II ekipa Claudio Ranieriego zdołała za sprawą Hernana Crespo odpowiedzieć na gola Prso, jednak Monaco zdobyło jeszcze dwie bramki i wygrało 3:1. W meczu rewanżowym w Londynie padł remis 2:2. Monaco mogło kupować bilety do Niemiec.

FINAŁ W GELSENKIRCHEN

Nie wiem kto był bardziej zdziwiony zestawem pary finałowej, czy kibice, czy zawodnicy Monaco i Porto. Spotkanie, które miało wyłonić najlepszy klub Europy sezonu 2003/2004 nie zapadło głęboko w pamięci kibiców. Morientes rozegrał najsłabsze spotkanie w sezonie i był cieniem samego siebie,a Porto dzięki dobrej taktyce Mourinho wygrało 3:0.

W pierwszych minutach spotkania oba zespoły grały ostrożnie, badały się nawzajem. Lepiej mecz finałowy rozpoczęli gracze Monaco, którzy za sprawą dobrej gry Jerome’a Rothena dominowali na boisku.Niestety w 20. minucie boisko z powodu kontuzji opuścić musiał Ludovic Giuly. Okazało się to być przełomowym momentem spotkania. Porto z czasem grało coraz lepiej i w 39. minucie wyszło naprowadzenie – Alberto dostał podanie z lewej strony i mimo asysty dwóch obrońców pokonał pewnym strzałem Romę. W 71. minucie po szybkim kontrataku drugą bramką dołożył Deco, a kilka minut później Monaco dobił Alejniczew. Obrona Francuzów pogubiła się i Rosjanin w sytuacji sam na sam ustalił wynik spotkania. FC Porto wygrało Ligę Mistrzów sezonu 2003/2004.


Post scriptum

Niestety w kontekście dalszych losów obu ekip nie można mówić o happy endzie. Po zakończonym sezonie 2003/2004, Mourinho przeniósł się do Chelsea. Portugalski szkoleniowiec zabrał ze sobą do nowego klubu Ricardo Carvalho i Paulo Ferreirę, Deco zaś przeszedł do Barcelony. Porto na powrót do dawnej chwały musiało czekać do sezonu 2010/2011.

Dalsza historia Monaco była jeszcze gorsza. Morientes wrócił do Realu, a Ibarra do Porto. Prso przeniósł się do Glasgow Rangers, Edouard Cisse i Rothen trafili do PSG. Monaco się rozsypało, zespól ciągle pikował w dół, a zwieńczeniem tego procesu był spadek z Ligue 1 w połowie roku 2011.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, FC Porto, Okiem kibica, Historia Ligi Mistrzów

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Liga Mistrzów: Raport ligowy #5

    Przed następną kolejką fazy grupowej Ligi Mistrzów, warto sprawdzić co słychać u drużyn, które nie są zaliczane do grona faworytów tych rozgrywek.

    czytaj więcej
  • Kane: Moim celem jest spędzenie całej kariery w Tottenhamie

    Napastnik Tottenhamu, Harry Kane znalazł się na radarze Realu Madryt, który przed przerwą międzynarodową ograł w bezpośrednim meczu w Lidze Mistrzów 3:1. Anglik zapewnił, że nigdy nie mówił o chęci odejścia i zamierza z "Kogutami" przeżyć całą swoją karierę.

    czytaj więcej

Komentarze (6)

  • demon60 Zwycięzca grupy
    Bardzo fajny artykuł czekam na następne
  • Intoksynator Triumfator
    Bardzo dobrze się czytało :)
    Pamiętam tą edycje LM jak dziś !
    Byłem wściekły na Królewskich że odpadliśmy z Monaco ;/

    A w finale jak najbardziej byłem za Porto , chciałem porażki naszych pogromców ...
    I tak też się stało !
  • Mixer7 Uczestnik LM
    pamietam jak dzis jak Real zlekcewazyl monaco i genialny Morientes :/ Raul Morientes kiedys najlepszy atak swiata ..
  • Matikicz Uczestnik LM
    Fajny artykuł ;) Oby nasi na Euro również zszokowali całą Europę ;)
  • przemekwitek Uczestnik LM
    Bardzo ciekawy artykul :)
  • dankoolomessi Ćwierćfinalista
    ale Monaco ladnie zagralo Najpierw Real potem Chelsea...

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.