Raymond Goethals

Przemek Prętkiewicz | 17.03.2012 12:39 | komentarzy: 2 | kategoria: Ikona Ligi Mistrzów |

Raymond Goethals nie był Francuzem. To bardzo ważna informacja, biorąc pod uwagę, że przeciętny kibic kojarzy go, jeśli w ogóle, wyłącznie z europejskim sukcesem Olympique Marsylia. Raymond Goethals był Belgiem, grał w belgijskich klubach, później belgijskie kluby prowadził, był nawet szkoleniowcem kadry Belgii. A po drodze faktycznie na moment zakotwiczył we Francji, by dać sąsiadom to, czego nigdy wcześniej ani nigdy później nie zdobyli.

Zanim jednak to się stało… Raymond przyszedł na świat 7 października 1921 roku w podbrukselskiej miejscowości Forest (Vorst). W latach 30. rozpoczął karierę piłkarską w drugim najstarszym klubie belgijskim Daring Club de Bruxelles Société Royale. W swoich młodzieńczych latach miał okazję obserwować piłkarzy z pewnością w skali kraju wyjątkowych – koledzy seniorzy zdobyli w sezonie 1934/35 puchar kraju, pierwszy w historii klubu. Rok później Daring Club de Bruxelles sięgnął po czwarty tytuł mistrzowski po piętnastoletnim oczekiwaniu. W kolejnym roku drużyna kontynuowała dobrą passę – obroniła mistrzostwo, a w sezonie 1937/38, zajęła drugie miejsce w lidze. Młody bramkarz Raymond Goethals dołączył jednak do zespołu seniorów w złym momencie. Nie tylko Daring Club zajął przedostatnie, trzynaste miejsce w ligowej tabeli, ale wkrótce stała się rzecz dużo gorsza. Rozgrywki piłkarskie zostały zawieszone z powodu wybuchu wojny.

         Wielkim piłkarzem Goethals nie został…,

 Raymond spędził w klubie 10 lat, jednak nie doczekał jego powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej. W 1949 roku dołączył do jednego z bardziej utytułowanych klubów belgijskich ery przedwojennej – Racingu Club de Bruxelles, w który pozostał 3 lata i w którym zakończył karierę piłkarską. Interesujące są późniejsze losy obu klubów Goethalsa-piłkarza. W wyniku rozlicznych fuzji w 1973 roku oba kluby stały się częścią nowo powstałego Racing White Daring Molenbeek, występującego dziś w drugiej lidze pod nazwą F.C. Molenbeek Brussels Strombeek. Zostawmy jednak, skądinąd fascynujące, losy belgijskich klubów i wróćmy do trzydziestopięcioletniego Goethalsa, który zakończył karierę zawodniczą i właśnie sposobił się do nowej roli. Roli trenera, która kilka dekad później przeniesie mu sławę na miarę całego kontynentu.

…ale był materiałem na wielkiego trenera

 Na razie jednak w 1956 roku Goethals został trenerem prowincjonalnego Royal Football Club Hannutois, skąd po roku odszedł do Royal Stade Waremmien Football Club grającego w trzeciej lidze. Tam jednak też nie zagrzał miejsca i dwa lata później trafił do klubu, który stał się jego odskocznią do wielkiej kariery. Mało znany wówczas Goethals przeniósł się w 1959 roku do Saint-Trond, by prowadzić tamtejszy Sint-Truidense Voetbalvereniging. Zespół od dwóch latach grał wówczas w pierwszej lidze, jednak bez spektakularnych rezultatów. Pod wodzą Goethalsa osiągnął swój największy sukces w historii – w 1966 roku zakończył rozgrywki mistrzowskie na drugim miejscu. Praca szkoleniowca została doceniona i wkrótce przyszła propozycja z Belgijskiego Związku Piłki Nożnej, by Raymond dołączył do ekipy szkoleniowej reprezentacji kraju w roli asystenta selekcjonera.

 Praca z kadrą

           To była naturalnie jedna z tych propozycji, których się nie odrzuca. Kadrę prowadził wówczas już od 8 lat Constant Vanden Stock, postać znana dzisiejszemu kibicowi, jeśli w ogóle, to zapewne głównie za pośrednictwem stadionu drużyny RSC Anderlecht noszącego jego imię. Drużyna narodowa Belgii przygotowywała się wówczas do startu w eliminacjach do trzecich Mistrzostw Europy. Aby awansować do turnieju głównego, w którym brały udział zaledwie 4 zespoły, konieczne było wygranie grupy, w której obok Belgii znaleźli się także jej sąsiedzi Francja i Luksemburg oraz… Polska. Warto poświęcić kilka słów dwumeczowi naszej reprezentacji z „Czerwonymi Diabłami”. Pierwszy mecz obu ekip rozegrany został w maju 1967 roku na Stadionie Śląskim i zakończył się zwycięstwem Polaków 3:1. W rewanżu na brukselskim stadionie Heysel również lepsza okazała się nasza reprezentacja – tym razem wygrała 4:2. Mimo tych zwycięstw Polacy nie awansowali do kolejnej fazy eliminacji. Ba, obie wygrane nie wystarczyły również, by wyprzedzić reprezentację Belgii, która zgromadziła tyle samo punktów, ale miała lepszy bilans bramek. Obie ekipy zostawiła w pokonanym polu Francja. Pomimo eliminacyjnej porażki Vanden Stock prowadził kadrę jeszcze w kolejnym roku, do kwietnia 1968, kiedy po 10 latach rozstał się z drużyną narodową.

Jego miejsce zajął wówczas Goethals, przed którym stanęło zadanie awansowania do meksykańskiego mundialu w 1970 roku. Belgia pod jego wodzą przeszła przez eliminacje jak burza wygrywając cztery spotkania, remisując jednio i dopiero na koniec, mając już dawno zapewniony awans, ponosząc jedną porażkę. W turnieju głównym nie poszło jednak Czerwonym Diabłom równie dobrze, jedno zwycięstwo i dwie porażki nie pozwoliły awansować do drugiej fazy. Niemniej już sam awans do turnieju finałowego był dobrym osiągnięciem dla drużyny, która przez poprzednich 16 lat nie zaznała smaku wielkiego turnieju (skąd my to znamy…).

            Pierwszy międzynarodowy sukces

 Grupę eliminacyjną do kolejnych Mistrzostw Europy Belgia wygrała bez większych problemów jedyną porażkę ponosząc ponownie już po zapewnieniu sobie pierwszego miejsca. W ćwierćfinałowym dwumeczu Belgia wyeliminowała Włochy i zakwalifikowała się do najlepszej czwórki. Tymczasem UEFA powierzyła Belgii organizację turnieju finałowego, co na pewno dodatkowo zmotywowało kadrę. W półfinale Belgowie nie sprostali jednak świetnie dysponowanej drużynie RFN i pozostał im mecz o brązowy medal z Węgrami, zakończony zwycięstwem gospodarzy 2:1 i zdobyciem brązowych medali turnieju. Był to  naówczas największym sukces belgijskiej piłki.

 Zawodem zakończyły się jednak dla Belgów eliminacje do Mistrzostw Świata 1974. Zgromadziwszy tyle samo punktów co Holendrzy, przegrali awans na skutek gorszego bilansu bramek. Jeszcze przed zachodnioniemieckim mundialem kadra Belgii ponownie za kadencji Goethalsa zmierzyła się z Polską i tym razem zremisowała 1:1.

Dobra forma belgijskiej kadry została potwierdzona w kwalifikacjach do Euro ’76. Zwycięstwo w grupie dało drużynie Goethalsa awans do ćwierćfinału, jednak ponownie na jej drodze stanęli „Pomarańczowi”. Po porażce w pierwszym meczu 0:5 i de facto pogrzebaniu szans na awans do turnieju finałowego podziękowano Goethalsowi za współpracę. W rewanżu u siebie Belgowie ulegli 1:2 i nie zdołali powtórzyć osiągnięcia z 1972 roku.

 Pierwszy raz w Anderlechcie

 Trener o uznanej już reputacji w belgijskim świecie piłkarskim, jakim niewątpliwie był Raymond Goethals, nie miał problemów ze znalezieniem nowej posady. Objął zespół RSC Anderlecht i już w pierwszym sezonie pracy osiągnął bardzo dobry wynik. Na dzień dobry wywalczył europejski Superpuchar po wygranym 5:3 dwumeczu z Bayernem Monachium oraz doprowadził zespół do drugiego z rzędu finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Tam jednak uległ on niemieckiemu Hamburger SV 0:2. Rok później Anderlecht powrócił jednak na szczyt ponownie docierając do finału PZP i tym razem wygrywając decydujący mecz przeciwko Austrii Wiedeń wynikiem aż 4:0. Pod jego wodzą zespół sięgnął także po kolejny Superpuchar Europy – w dwumeczu pokonał Liverpool FC 4:3. Nieudany sezon 1978/79 zakończył jednak przygodę Goethalsa z Anderlechtem. Przynajmniej na razie.

Nieudane wojaże i powrót do Belgii

 W 1979 roku Goethals podjął pracę w Girondins de Bordeaux, jednak nie osiągnął z francuskim zespołem dobrego wyniku i wkrótce wyjechał do Brazylii, by trenować FC São Paulo. Po tych nieudanych zagranicznych epizodach Goethals powrócił do ojczyzny i objął posadę w Standardzie Liege. Lata 1981-84 kiedy sprawował tam funkcję trenera to jeden z najlepszych okresów w historii klubu. Już w pierwszym sezonie pracy Goethalsa drużyna zdobyła mistrzostwo kraju, na które czekała 11 lat. Jednocześnie osiągnęła ona najbardziej spektakularny wynik w europejskich pucharach docierając do finału PZP, gdzie uległa FC Barcelonie 1:2. W kolejnym sezonie zespół Goethalsa obronił mistrzowski tytuł i wywalczył Superpuchar Belgii. Gorzej drużyna poradziła sobie w Europie odpadając w drugiej rundzie Pucharu Europejskich Mistrzów Krajowych. W środku sezonu 1983/84 Belgią i Standardem wstrząsnęła afera korupcyjna, której negatywnym bohaterem był właśnie Raymond Goethals. Na jaw wypłynęły informacje o zainicjowaniu i załatwieniu przez niego ustawienia meczu ostatniej kolejki sezonu 1981/82, w którym ważyły się losy mistrzowskiego tytułu. W ten sposób Goethals miał nie tyle chcieć zapewnić mistrzostwo, ile raczej upewnić się, że w twardej walce na krajowym podwórku nie ucierpi żaden z jego graczy, potrzebnych kilka dni później na finał PZP z Barceloną. W efekcie skandalu jaki wywołały te informacje Goethals został zwolniony ze Standardu i wyjechał z kraju, by od nowego sezonu objąć portugalską Vitórię Guimarães.

Po raz drugi w Anderlechcie, po raz drugi w Bordeaux

Ponownie jednak nie zagrzał miejsca za granicą i rok później wrócił do Belgii przyjmując posadę w drugoligowym zespole Racing Jet de Bruxelles, gdzie zakotwiczył na dwa lata. Na szczyt powrócił dzięki ponownemu podjęciu pracy w Anderlechcie. W ciągu dwóch sezonów u sterów brukselskiego klubu zdobył dwa Puchary Belgii i po raz kolejny podjął decyzję o wyjeździe do Francji. Mając niemal 70 lat Goethals ponownie zawitał do Bordeaux, ponownie zaledwie na rok. W tym czasie zdołał wyciągnąć zespół na drugie miejsce w tabeli Ligue 1 ulegając jedynie Olympique Marsylia. Szefujący Marsylczykom Bernard Tapie zdecydował ściągnąć do siebie belgijskiego trenera, co z pewnością było, obok zakupienia Jeana-Pierre’a Papina, najlepszym wzmocnieniem, jakie przeprowadził.

Wielki Olympique…

Tu otwiera się najbardziej chyba barwny okres kariery Goethalsa. Trafił do szatni naszpikowanej wręcz gwiazdami francuskiej, a wkrótce także europejskiej piłki, by wspomnieć obok Papina choćby Chrisa Waddle’a, Enzo Francescolego, Abediego Pelé, Didiera Deschampsa, Marcela Desailly’ego, Rudiego Völlera czy Erika Cantonę, a już po objęciu przez Goethalsa stanowiska wzmocnionej młodym bramkarzem Fabienem Barthezem, zauważonym zresztą przez belgijskiego trenera. Co znamienne, Goethals poradził sobie z takim nagromadzeniem talentów umiejętnie prowadząc nawet tak trudnych graczy jak Cantona. Warto wspomnieć w tym miejscu anegdotę, wspominaną po latach przez Belga następującymi słowami: „Gdy poinformowałem Cantonę, że będzie rezerwowym, odpowiedział, że nie siądzie na ławce. – To weź krzesło i usiądź obok. – odparłem”. Pod wodzą Goethalsa OM zdobyła trzy kolejne tytuły mistrza Francji, dołożyła do tego krajowy puchar i dobrze poczynała sobie w europejskich rozgrywkach. Już w sezonie 1990/91 Marsylczycy dotarli do finału Pucharu Europy ulegając jednak w decydującym starciu Crvenej Zvezdzie Belgrad 3:5 w rzutach karnych. Moment największej chwały Goethalsa i Olympique przyszedł w 1993 roku, gdy Puchar Europy Mistrzów Krajowych został na trwałe przekształcony w Ligę Mistrzów. Po wygraniu grupy OM zmierzył się w finale z AC Milan, będącym u szczytu potęgi. Skazywani na porażkę Francuzi zdołali pokonać „Rossonerich” 1:0 i tym samym zdobyli jako pierwszy, i dotychczas jedyny, francuski klub najcenniejsze europejskie trofeum klubowe. Tym triumfem na stałe w historii zapisał się także Goethals zostając najstarszym trenerem, który sięgnął po to trofeum.

…kontrowersyjny Olympique

Niestety cieniem na sukcesach Marsylii położyły się podejrzenia, że nie wszystkie zwycięstwa Olympique zostały osiągnięte wyłącznie sportowymi środkami na boisku. W aferze zwanej VA-OM zainicjowanej przez ujawnienie informacji dotyczących przekupienia piłkarzy Valenciennes przez OM pojawiły się wkrótce rozliczne wątki opisujące niesportowe praktyki stosowane przez klub z Marsylii w tym kaperownictwo, podtruwanie rywali i stosowanie dopingu. W atmosferze skandalu Olympique został ukarany odebraniem tytułu mistrzowskiego z 1993 roku i degradacją do drugiej ligi rok później. UEFA wykluczyła klub z rozgrywek europejskich w kolejnym sezonie, jednak nie odebrała mu zdobytego Pucharu Mistrzów, choć spekulacje o czystości organizmów piłkarzy OM przed meczem finałowym do dziś pozostawiają niesmak.

 Trudno ocenić, jaką rolę w tych wydarzeniach odegrał belgijski szkoleniowiec. Biorąc pod uwagę jego nadszarpniętą wydarzeniami sprzed 10 lat reputację nasuwa się pytanie czy nawet jeśli nie był inicjatorem nieuczciwych posunięć prezesa Tapie i piłkarzy, to czy nie przymykał oka na stosowane przez nich metody. Faktem pozostaje, że triumfy Goethalsa i Marsylii z początku lat 90., w tym ten najważniejszy – w Lidze Mistrzów – stały się powodem, dla którego do dziś marsylczycy mówią o nim „Magik” oraz „Raymond-Naukowiec”.

Na zakończenie kariery w… Anderlechcie

 Po odejściu z OM w 1993 roku Goethals jeszcze raz spróbował swoich sił w Anderlechcie. I tym razem nie zawiódł. Doprowadził zespół do mistrzostwa w 1994 roku. Po raz ostatni na ławce trenerskiej zasiadł w 1995 roku w wieku 75 lat. W trakcie sezonu 1995-96 zrezygnował z dalszej pracy w Anderlechcie, nie rozstał się jednak całkowicie z piłką. W kolejnych latach dzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat piłki na antenie telewizji belgijskiej.

 Chory na raka jelit zmarł Goethals zmarł 6 grudnia 2004 roku w wieku 83 lat. By upamiętnić jego postać druga trybuna stadionu Edmond Machtens, w brukselskiej dzielnicy Molenbeek-Saint-Jean, na którym na co dzień gra F.C. Molenbeek Brussels Strombeek, klub, który powstał na bazie m.in. tych dwóch drużyn, w których jako bramkarz występował Goethals, nosi jego imię.

Kim więc był Raymond Goethals?

Belgiem - to na pewno. I to wybitnym, przynajmniej w świecie sportu. Jednym z najlepszych, ale zarazem najbardziej kontrowersyjnych trenerów w historii europejskiej piłki nożnej. Był z pewnością człowiekiem specyficznym – na ławce trenerskiej siedzącym wiecznie z papierosem; z miną sugerującą niekiedy, że w ogóle nie interesuje się meczem, a kiedy indziej, że ma wielkiego kaca. Jednocześnie w swojej pracy był niesamowicie skuteczny i to często już od pierwszej chwili, gdy obejmował jakiś zespół. Lista jego sukcesów obejmująca brąz na ME, 6 mistrzostw krajowych, 4 krajowe puchary, zwycięstwo w LM i w PZP oraz dwa triumfy w Superpucharze Europy z pewnością robi wrażenie. Warto jednak podkreślić, że wiele z tych, ale także innych jak wicemistrzostwa czy finały europejskich pucharów osiągnięć, zostało zdobytych już w pierwszym sezonie pracy z różnymi drużynami. Był zatem w pewnym sensie „Czarodziejem”, nawet jeśli był to czarodziej o fizjonomii bardziej przypominającej gnoma.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Olympique Marsylia, Ikony LM, Raymond Goethals

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Marco Verratti na temat rywalizacji z Realem Madryt

    Włoski pomocnik po wygranym meczu ze Strasbourgiem udzielił wypowiedzi dotyczących zbliżających się potyczek z obrońcą Pucharu Europy.

    czytaj więcej
  • Kahn: Żałuję, że nie przeszedłem do United

    Legendarny bramkarz Bayernu Monachium, Oliver Kahn przyznał, że żałuje faktu, iż nie przeniósł się do Manchesteru United. Alex Ferguson chciał go kupić w 2003 roku. Jednak Niemiec został i ustanowił rekord Bundesligi, w której zagrał 557 razy. Żaden bramkarz nie może pochwalić się takim wynikiem.

    czytaj więcej
  • Guardiola: Zapytaj mnie w lutym, co sądzę o wylosowaniu Basel

    Josep Guardiola skomentował losowanie Ligi Mistrzów, które odbyło się w poniedziałek. Manchester City zagra z FC Basel. Szwajcarzy w fazie grupowej mierzyli się z inną ekipą z Manchesteru. Na Old Trafford "Czerwone Diabły" wygrały 3:0, zaś w Szwajcarii gospodarz triumfował 1:0.

    czytaj więcej
  • Emery: Jesteśmy na odpowiednim poziomie, by zmierzyć się z Realem

    Dzisiaj odbyło się losowanie par 1/8 finału Ligi Mistrzów. Jednym z hitów tego etapu rozgrywek jest bez wątpienia pojedynek Realu Madryt z Paris Saint-Germain. Szkoleniowiec wicemistrzów Francji zdradził, że ma pozytywne odczucia, jeśli chodzi o rywalizację z obrońcą trofeum.

    czytaj więcej
  • Bayern nie lekceważy Beşiktaşu

    Trener Bayernu Monachium Jupp Heynckes i dyrektor sportowy tego klubu Hasan Salihamidzić po tym, jak ich drużyna trafiła w 1/8 finału Ligi Mistrzów na Beşiktaş, nie zamierzają lekceważyć rywala, a wręcz uważają, że aby awansować, „Bawarczycy” muszą pokazać swój najwyższy poziom.

    czytaj więcej

Komentarze (2)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze