Apogeum chwały Realu – sezon 1959/60

Autor: Rafał Krysztopa | 01.04.2012 23:58 | komentarzy: 18 | kategoria: Historia LM |

Piąta edycja Pucharu Mistrzów rozegrana na przełomie 1959/60 najprawdopodobniej była najlepszym, najbardziej emocjonującym turniejem w historii europejskich pucharów. Rozgrywki te zostały wygrane przez jeden z najlepszych zespołów w dziejach - Real Madryt.

Real Madryt nadal znajdował się na zwycięskim kursie. W końcówce lat pięćdziesiątych na Santiago Bernabeu zebrała się wyjątkowa grupa piłkarzy. Raymond Kopa powrócił do Reims, ale Di Stefano, Puskas i Gento pozostali w klubie. Ponadto do zespołu dołączyli Luis Del Sol z Betisu i brazylijski skrzydłowy Canario. Ten skład miał walczyć o piąte z rzędu trofeum Pucharu Mistrzów.

Początek hiszpańskiej rywalizacji dwóch tytanów

Real zyskał groźnego rywala w walce o końcowy triumf. Barcelona, która była aktualnym mistrzem Hiszpanii, marzyła o wygraniu PKME. ,,Blaugrana” była zmęczona ciągłym życiem w cieniu wielkiego rywala i była zdeterminowana zepchnąć Real ze szczytu. W czasie prezydencji Don Francisco Miro-Sansa, trener Helenio Herrera miał pod swoimi skrzydłami genialną generację piłkarzy. W ataku błyszczał bożyszcze tłumów, niezwykle silny i nieziemsko wyszkolony technicznie Ladislav Kubala. Zawodnik ten wspierany przez węgierskich rodaków, Sandora Kocsisa i Zoltana Czibora, stworzył wraz z nimi najlepszy hiszpański atak tamtych czasów. Madziarska kolonia wspierana była przez Luisa Suareza i wirtuozów z Ameryki Południowej - Evaristo i Villaverde. W obronie rządził i dzielił kapitan zespołu Segarra, a w bramce niekwestionowanym numerem jeden był Ramallets. Po pokonaniu Realu na krajowym podwórku, Barcelona zamierzała strącić ,,Królewskich” z europejskiego tronu.

Barcelona kroczy na szczyt

Po pokonaniu w rundzie kwalifikacyjnej w dwumeczu CSKA Sofia, na drodze Barcelony do ćwierćfinału stanął AC Milan. Finalista sprzed dwóch lat miał być pierwszym poważnym testem dla Katalończyków. Na boisku Barcelona zmiotła rywali z powierzchni ziemi. We Włoszech Hiszpanie wygrali 2:0, a w spotkaniu na Camp Nou rozgromili mediolańczyków aż 5:1.

W pozostałych spotkaniach pierwszej rundy, Wolverhampton Wanderers w dwumeczu ograło Crveną Zvezdę Belgrad 4:1. Rangersi z Glasgow - w których mieście miał zostać rozegrany mecz finałowy - okazali się lepsi od CH Bratislava. Real Madryt rozgromił w dwumeczu Jeunesse Esch z Luksemburga 12:2. Półfinaliści poprzedniej edycji, Young Boys Berno, zostali wyeliminowani przez Eintracht Frankfurt.

Ćwierćfinały

W ćwierćfinale ponownie na drodze Barcelony stanęła renomowana marka. ,,Blaugrana” mierzyła się z Wolverhampton Wanderers . Znów Hiszpanie rozjechali swoich oponentów. Po zwycięstwie na Camp Nou 4:0, w Anglii rywal został upokorzony. Doskonałe zawody w Wolverhampton rozegrał Kocsis. Mając już dwa gole na koncie, Kocsis tuż przed przerwą zwichnął sobie lewe ramię. W rezultacie zawodnik zemdlał. Dopiero zastrzyki przeciwbólowe pozwoliły na kontynuowanie przez Węgra gry. Pomimo urazu Kocsis po przerwie dołożył kolejne dwie bramki i Barcelona wygrała spotkanie na angielskiej ziemi 5:2. Podczas gdy zespół czekał na lot na lotnisku w Birmingham, Herrera udzielił dziennikarzom krótkiej lekcji futbolu. Trener Barcelony powiedział: „Wy w Anglii gracie przestarzałym stylem, który my na kontynencie porzuciliśmy już dawno temu. Bazujecie wyłącznie na sile, zero myślenia na boisku, zero techniki”.

W innych meczach ćwierćfinałowych, Real po porażce z Nice 2:3, w Madrycie pokonał Francuzów 4:0. Eintracht Frankfurt ograł Vien. Zwycięzcę pojedynku Rangersów ze Spartą Rotterdam wyłonił dopiero trzeci mecz rozegrany na Highbury, wygrany zasłużenie przez Szkotów 3:2. Był to pierwszy mecz Pucharu Mistrzów rozegrany w Londynie.

Przedwczesny finał

Wielu kibiców marzyło o finale Barcelona vs. Real. Los jednak skojarzył obie ekipy już w półfinale. Zaledwie dwa dni przed pierwszym spotkaniem w Hiszpanii została rozegrana ostatnia kolejka ligowa. Real i Barcelona zakończyły rozgrywki z taką samą ilością punktów, o triumfie ,,Blaugrany” przesądził lepszy bilans bramkowy, który dał Katalończykom drugi z rzędu tytuł mistrza Hiszpanii. Również w ostatnim ligowym ,,Gran Derbi” lepsza okazała się Barcelona. Puchar Mistrzów rządził się jednak własnymi prawami, o czym „Duma Katalonii” miała się boleśnie przekonać.

Zanim rozległ się pierwszy gwizdek w Madrycie, w Barcelonie trener Herrera wzbudził liczne kontrowersje mieszając się w płacowe roszczenia swoich zawodników. W rezultacie od pierwszej drużyny zostali odsunięci Czibor i Kubala. Takie zachowanie trenera wywołało wściekłość fanów, co w konsekwencji znacznie odbiło się na pozycji Herrery w klubie.

Barcelona mogła być królem w Hiszpanii, lecz w Europie niekwestionowanym liderem pozostawał Real Madryt. ,,Królewscy” pod wodzą nowego trenera Miguela Munoza na Santiago Bernabeu wygrali 3:1. Nieszczęśliwie dla Barcelony, graczom Herrery anulowano dwie bramki, które ,,Duma Katalonii” zdobyła w niedozwolony sposób. W spotkaniu rewanżowym po dwóch golach Puskasa i jednym Gento Real prowadził 3:0. Dla Barcelony bramkę honorową strzelił Kocsis. Real potwierdził swoją wyższość w dwumeczu wygrywając 6:2. To było za dużo dla Barcelony, która natychmiast zwolniła Herrerę. Na Real czekał finał numer pięć.

Niemiecka magia

Drugi półfinał miał wyłonić rywala Realu Madryt. Po uniknięciu hiszpańskich gigantów, Glasgow Rangers wiązało duże nadzieję z dotarciem do finału rozgrywanego na Hampden Park. Szkoci mierzyli się z Eintrachtem, który jako pierwszy niemiecki zespół dotarł do tego etapu rozgrywek. Marzenia Rangersów o finale przepadły już w pierwszym spotkaniu w Frankfurcie. Gospodarze w 29. minucie wyszli na prowadzenie, goście szybko wyrównali. W drugiej połowie Niemcy zdobyli jednak aż 5 bramek i mecz zakończył się wynikiem 6:1. W rewanżu Eintracht już w 8. minucie wyszedł na prowadzenie za sprawą Lidnera, ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną Niemców 6:3. Widzowie zgromadzeni na Ibrox Park byli pod wrażeniem poziomu prezentowanego przez przyjezdnych. Szkoci nigdy nie widzieli piłki w tak wspaniałym wykonaniu, a tłum długo oklaskiwał gości po końcowym gwizdku. Nagle pojawił się zespół, który mógł zdetronizować Real.

Najlepszy finał w historii

Real Madryt bazował na graczach z całego świata. Eintracht opierał się na rodzimych zawodnikach. Gwiazdami klubu byli Alfred Pfaff, zdobywca 4 bramek w półfinałowych starciach z Glasgow Rangers, oraz dynamiczny skrzydłowy Richard Kress. W ataku brylował niebezpieczny, nieprzewidywalny, młody środkowy napastnik Erwin Stein, obok którego grał Lindner, który w tej edycji PKME zdobył 4 gole. Eintracht stoczył w finale wspaniały bój z Realem, który przez licznych obserwatorów został uznany najlepszym meczem w historii rozgrywek.

 

W ciepły, smagany wiosennym wiatrem wieczór w Glasgow, 18 maja 1960 roku w pojedynku o puchar spotkały się Real Madryt i Eintracht Frankfurt. Liczba widzów na Hampden Park była oszałamiająca. Na stadionie zjawiło się 127,621 kibiców, co nadal jest rekordowym wynikiem frekwencji w finale europejskiego pucharu. Wśród tłumu znalazł się młody Alex Ferguson, który był świadkiem tego piłkarskiego święta.

Real w początkowym stadium spotkania zlekceważył przeciwnika. ,,Królewscy” nie dostrzegali siły tkwiącej w Eintrachcie. Za to Niemcy grali z animuszem, energią i wiarą we własne siły. Rogelio Dominguez, bramkarz Realu, w pierwszych minutach spotkania miał dużo pracy, co chwilę był nękany strzałami Erwina Steina i Richarda Kressa. Eintracht wyszedł na prowadzenie w 18. minucie. Kress po podaniu Steina ładnym wolejem otworzył wynik spotkania.

Real nie istniał na boisku i wydawało się, że na Hampden Park nastąpi kres dominacji ,,Królewskich” w Europie. Gigant budził się jednak powoli. W 27. minucie Canario posłał piłkę do Alfredo Di Stefano, który wyrównał stan spotkania. Tym samym Di Stefano wpisywał się na listę strzelców w każdym z pięciu finałów wygranych przez Real. Dwie minuty później Canario oddał strzał z dystansu, bramkarz Eintrachtu niezbyt fortunnie odbił piłkę, którą ponownie do siatki wpakował Di Stefano. Real dzielił i rządził na boisku, kolejne bramki były tylko kwestią czasu. W ostatnich sekundach pierwszej połowy Puskas potężnym strzałem pod poprzeczkę wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie.

 

Po przerwie Realowi został przyznany wątpliwy rzut karny który pewnie wykorzystał Puskas. Węgierski napastnik w ciągu kolejnych 15. minut dołożył dwa trafienia. Najpierw w 60. minucie po perfekcyjnym strzale głową strzelił gola na 5:1, a w 71. minucie zdobył swoją czwartą bramkę w tym spotkaniu. Na 20. minut przed końcem Hiszpanie prowadzili 6:1. Po chwili Stein zdobył dla Niemców drugiego gola, w 75. minucie Real odpowiedział za sprawą Di Stefano, który przy okazji skompletował hat-tricka.

 

Stein zdołał jeszcze zdobyć bramkę na 7:3, lecz Niemcy na Hampden Park zostali zdeklasowani. Finał z 1960 roku był spektakularnym widowiskiem piłkarskim. Gento, Puskas, Canario i Di Stefano odcisnęli na futbolu własne piętno, pamięć o ich genialnych umiejętnościach pozostanie wśród kibiców na wieki. Podczas wręczania pucharu i rundy honorowej wokół stadionu, graczom Realu przez 45 minut towarzyszyła owacja na stojąco, zgotowana przez kibiców, którzy zdawali sobie sprawę z doskonałości widowiska. Real znalazł się na szczycie Olimpu, po raz piąty sięgając po Puchar Mistrzów. Nigdy wcześniej, ani później w meczu finałowym nie padło 10 bramek.

Jeden z najbardziej wpływowych trenerów wszech czasów, Bill Shankly, mówił: „Real Madryt jest najlepszym klubem świata, nigdy czegoś podobnego nie widziałem” Gracze ze stolicy Hiszpanii byli niekwestionowanym czempionem Europy. Powtórzenie wyczynu Realu wydaje się rzeczą niemożliwą.

Finał (Hampden Park, Glasgow, 18-05-60)
Real Madryt – Eintracht Frankfurt 7:3 (3:1) Alfredo di Stéfano 27‘, 30‘, 75‘, Ferenc Puskás 45‘, 56’ (k.), 60‘, 71’ – Richard Kress 18‘, Erwin Stein 72‘, 76’

Real Madryt: Rogelio Domínguez; Marcos "Marquitos" Alonso, José Santamaría,
Enrique Pérez "Pachín", José María Vidal, José María Zárraga (c),
Darcy Silveira dos Santos "Canário", Luís del Sol, Alfredo di Stéfano,
Ferenc Puskás, Francisco Gento;
trener: Miguel Muńoz

Eintracht Frankfurt: Egon Loy; Friedel Lutz, Hans-Walter Eigenbrodt,
Hermann Höfer, Hans Weilbächer, Dieter Stinka, Richard Kress,
Dieter Lindner, Erwin Stein, Alfred Pfaff (c), Erich Meier;
trener: Paul Oswald

sędzia: John "Jack" Alexander Mowatt (Szkocja)

widzów: 127,621

 

Czytaj więcej o: Okiem kibica, Historia Ligi Mistrzów

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Na takie losowanie czekał każdy

    W tym sezonie nie można mieć pretensji do UEFA, bo wynik losowania prawdopodobnie przypadł do gustu każdemu, kto śledzi Ligę Mistrzów. Tym razem poziom się wyrównał, co zapobiegnie, w minimalnym stopniu, przyznania miejsca w 1/2 finału tylko dla drużyn z Niemiec i Hiszpanii.

    czytaj więcej
  • Cierpienie, idź precz!

    Tyle rzeczy dzieje się wokół, tyle bólu i zmartwień, które okazują się nie mieć realnego wpływu na nasze życie. Mimo wszystko, identyfikujemy się z tymi elementami codzienności, przez co nasza osobowość cierpi. Jeden uśmiech, tak szczery i ważny może jednak zdziałać cuda i wypędzić zło z nas i naszych postępowań. Tak zwyczajnie.

    czytaj więcej
  • A ja wolę moją mamę...

    Rana wyrżnięta tępym narzędziem w głowie. Nie można jej zszyć. Ciągle krwawi, dostarcza codziennej dawki porządnego cierpienia. Nie pomagają opatrunki, leki. Sen, który w teorii ma przynieść ukojenie, sprawia, że jest jeszcze gorzej. Koszmary przypominają o tym najgorszym momencie, o bólu. Chodzisz strudzony. Każdy przedmiot, głupia łyżka, miska od zupy z kimś ci się kojarzą. Doskonale wiesz z kim. Próbujesz zapomnieć, ale nie możesz. Może nie potrafisz, ale chyba bardziej nie chcesz. Najgorszy jest jednak widok najbliższych. W oczach swoich uśmiechniętych, bawiących się dzieci widzisz ją. Płaczesz i zastanawiasz się, czy są to łzy spowodowane szczęściem twoich pociech, czy łzy smutku. Bo przecież każdy może je zobaczyć. Każdy oprócz niej. Tak bardzo chciała.

    czytaj więcej
  • Lament po Leonidasie

    Szok? Niekoniecznie. Żal? Może trochę. Strata? Ogromna. Messi został wyautowany z kadry przez samego siebie. Gwiazdor nie wytrzymał psychicznie. Argentyńczycy płaczą po kolejnym przegranym finale. Nóż w rozkrwawione serca wbił im dodatkowo ich lider, Bóg, ale nie zbawiciel.

    czytaj więcej
  • Sen o Victorii

    Chciałbym przelać myśli na wirtualny papier. Wyskrobać kilka słów komputerowym piórem. Usiąść i stworzyć fantastyczną opowieść o herosach, piłkarzach, ludziach. Wykorzystać gotowy materiał. Nie potrafię. Wciąż jestem w transie. Czarodzieje z miasta Leicester mnie zaczarowali. Oczarowali. Obdarowali mocą, której nie potrafię wykorzystać. Piłka nożna dawno nie podarowała dziennikarzowi takiego tematu, takiej perełki, już w pełni oszlifowanej. Historia nowych mistrzów Anglii powaliła mnie na łopatki, a stała się jeszcze głębsza, gdy odkryłem karty przeszłości każdego z zawodników świeżego czempiona.

    czytaj więcej

Komentarze (18)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze