Umarł król, niech żyje król – sezon 1960/61

Autor: Rafał Krysztopa | 19.04.2012 23:28 | komentarzy: 8 | kategoria: Historia LM |

Przez pięć kolejnych lat Europą niepodzielnie rządził Real Madryt. W sezonie 1960/61 panowanie ,,Królewskich” dobiegło końca. Katem Realu Madryt okazała się FC Barcelona, która w finale rozgrywek musiała uznać wyższość Benfiki Lizbona

W obecnej formule Ligi Mistrzów najlepsze ekipy są pieczołowicie rozstawiane przed losowaniem poszczególnych faz, tak skutecznie, że starcia najsilniejszych drużyn mogą nastąpić dopiero na późniejszych szczeblach rozgrywek. Na początku lat 60-tych nikt nie przejmował się takimi sprawami. Zespoły były po prostu losowane „z kapelusza”, każdy mógł wpaść na każdego. Dlatego też najlepsze dwie ówczesne ekipy, Real Madryt i FC Barcelona, zetknęły się ze sobą już w drugiej rundzie.

Początek końca

Pomimo zdobycia dwóch tytułów mistrza Hiszpanii z rzędu, pomimo posiadania w zespole zawodników poziomem zbliżonym do Di Stefano, Puskasa i Gento, Barcelona nie mogła równać się z rywalami z Madrytu z jednego prostego względu. Real wygrał 5 pucharów Europy, a ,,Blaugrana” nie posiadała żadnego.

Już w drugiej rundzie Barcelona stanęła przed szansą zakończenia ery ,,Królewskich”. Po rozgromieniu w pierwszej rundzie Lierse 5:0 miała spotkać się ze znienawidzonym sąsiadem, Realem Madryt, który w pierwszej fazie otrzymał wolny los. Herrera - zwolniony po przegranym półfinale w poprzedniej edycji - został zastąpiony przez Ljubisa Brocicia. Jugosłowiański trener w spotkaniu z ,,Królewskimi” miał osiągnąć to, co nie udało się osiągnąć żadnemu szkoleniowcowi przed nim. Do 9 listopada 1960 roku Real wygrał wszystkie 15 spotkań rozegranych na Santiago Bernabeu, strzelając w nich 66 bramek, tracąc jedynie 8. Seria ta miała właśnie się zakończyć.

Pierwsze pół godziny gry nie zapowiadało żadnej niespodzianki w Madrycie. Najpierw w 2. minucie Real na prowadzenie wysunął Mateos, a w 32. minucie drugiego gola dołożył Gento. Jednak w tym spotkaniu ,,Królewscy” grali bez swojej ostoi linii defensywnej - Santamarii. Skrzętnie ten fakt wykorzystali goście za sprawą Luisa Suareza, który w 77. minucie strzałem z rzutu wolnego zdobył kontaktowego gola. Suarez drugą bramkę zdobył po mocno kontrowersyjnym rzucie karnym. Evaristo posłał piłkę do Kocsisa, który wyłożył się w polu karnym przed goniącym go obrońcą. Sędzia liniowy podniósł flagę, lecz nagle na boisku wybuchł spór, czy boczny pokazuje spalonego Kocsisa, czy wskazuje na rzut karny. Arbiter prowadzący spotkanie - Arthur Ellis - wskazał na jedenasty metr. Rzut karny wykorzystał Suarez. Barcelona jako pierwszy zespół w historii Pucharu Mistrzów nie przegrała na Santiago Bernabeu.

Upadek

Na spotkanie rewanżowe do składu ,,Królewskich” powrócił Santamaria. Katalończycy rozpoczęli spotkanie z animuszem, Real rozpaczliwie się bronił. W początkowym etapie spotkania gola zdobył Evaristo, sędzia spotkania odgwizdał spalonego. Po kilku minutach strzał Villaverde z linii bramkowej wybił Gento. Powoli, przeżywszy początkowy szturm, Real odzyskiwał kontrolę nad spotkaniem. W 25. minucie po dwójkowej akcji Del Sola i Canario padła bramka dla przyjezdnych, tym razem sędzia dopatrzył się u zawodnika ,,Królewskich” zagrania ręką. Real wciąż atakował lecz to Barcelona zdobyła pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Po pół godzinie gry gospodarzom został przyznany rzut rożny. Bramkarz Real obronił strzał Vergesa, lecz piłka nieszczęśliwie odbiła się od stopy obrońcy ,,Królewskich”, Pachina, i wpadła do bramki.

Po niefortunnej stracie gola, niezrażony Real nadal parł do przodu. Nawet gdy kontuzji nogi nabawił się Pachin i kuśtykał po boisku, napór był nieustępliwy. Pachin prawie odkupił swoje winy gdy tym razem skierował piłkę do właściwej bramki - po raz kolejny w tym spotkaniu została odgwizdana pozycja spalona. Po chwili Di Stefano również zdobył gola ze spalonego - była to już trzecia nieuznana bramka dla Realu. W ostatnich minutach pierwszej odsłony Barcelona wywalczyła rzut rożny, Evaristo po akrobatycznym locie zdobył drugą bramkę dla ,,Blaugrany”.

Real rzucił wszystkie siły do przodu. Najpierw Gento trafił w poprzeczkę, a w 87. minucie obrona Barcelony wreszcie skapitulowała. Del Sol wyłożył piłkę Canario, który posłał futbolówkę do siatki. Katalońscy kibice, którzy jeszcze przed chwilą emanowali radością, nagle zamilkli. Oblężenie bramki Barcelony trwało w najlepsze. Przy takim naporze kolejne akcje były tylko kwestią czasu. Piłkę meczową na nodze miał Marquitos, który przestrzelił z kilku metrów. W 1956 roku ten sam zawodnik zdobył zwycięskiego gola w finale PKME z Reims. Bramka zapoczątkowała początek dominacji Realu w Europie. Kilka lat później niecelny strzał Marquitosa zakończył pewną epokę. Po końcowym gwizdku ,,Królewscy” pożegnali się z Pucharem Mistrzów. Barcelona oszalała ze szczęścia, odwieczny rywal został pokonany, Katalończycy świętowali awans do świtu. Real był przepełniony frustracją, 3 nieuznane gole, poprzeczka, dominacja w dwumeczu, ,,Królewscy” nie mogli pogodzić się z odpadnięciem z PKME. Upadł stary król, Europa czekała na nowego władcę.

Gorące francuskie głowy

Jednym zespołów, który miał nadzieję przejąć schedę po Realu, było Stade de Reims. Francuzi dwukrotnie zostali pobici w meczach finałowych przez ,,Królewskich” i marzyli o pierwszym triumfie w PKME. Jednak Reims zakończyło rozgrywki na tym samym etapie co Real Madryt. W pierwszym spotkaniu drugiej rundy Burnley wygrało 2:0, dwumecz wydawał się rozstrzygnięty. Bramka Robsona w rewanżu dała już komfort Anglikom. Po przerwie dwa gole dla Reims przywróciły nadzieję gospodarzom.

Burnley musiało sobie również radzić z rozwścieczonym paryskim tłumem, który niemiłosiernie ryczał i przeszkadzał Anglikom w grze. Ponadto francuscy piłkarze z upodobaniem podczas wykonywania rzutów wolnych przestawiali sobie piłkę daleko do przodu. Podczas jednego z takich incydentów wściekły trener Burnley, Harry Potts, wbiegł na murawę i przeniósł piłkę na prawidłową pozycję. Przed linczem ze strony gospodarzy managera uchroniła policja. Atmosfera spotkania na Parc des Princes podgrzała się jeszcze bardziej, gdy Connelly w 57. minucie trafił na 3:1 dla Burnley. Gol Rodzika na 3:2 nie miał już znaczenia i to Anglików ujrzeliśmy w następnej fazie turnieju.

Niemiecki blitzkrieg

Barcelona w ćwierćfinałach nie miała zbyt dużych problemów z ograniem Hradec Kralove. W Hiszpanii ,,Blaugrana” wygrała 4:0, a w Czechach padł bramkowy remis. W innych spotkaniach tej rundy Benfica w dwumeczu ograła 7:2 AGF. Rapid Wiedeń okazał się lepszy od Malmo. Hitem ćwierćfinałów było zaś starcie Burnley z Hamburgiem.

Hamburg był bardzo ,,rodzinnym” klubem. Niemcy nie kupowali żadnych zawodników, bazowali na rodzimych graczach, którzy znajdowali się w zespole od najmłodszych lat. Zawodnicy Hamburga byli ze sobą bardzo zżyci, co przekładało się na doskonałą dyspozycję na boisku. W 16. ligowych grach zespół stracił tylko jeden punkt. Z zawodników na szczególne wyróżnienie zasługiwali: lewoskrzydłowy Gerd Dorfel i napastnik Uwe Seeler.

O pierwszym spotkaniu, rozegranym w Burney, Niemcy chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Anglicy na kwadrans przed końcem spotkania zasłużenie prowadzili 3:0. Chwile później gospodarze mogli dołożyć kolejną bramkę. Po faulu na Mcllroy’u w polu karnym sędzia nie odgwizdał jednak przewinienia, akcja szybko przeniosła się po drugą bramkę i Dorfel zdobył gola. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1 i Anglicy pewnie zmierzali do półfinału.

Rewanż rozegrany w Hamburgu na Volksparkstadion miał zupełnie inne oblicze. Niesieni dopingiem 90 tysięcy kibiców Niemcy przycisnęli gości. Już w 8. minucie gola strzałem głową zdobył Sturmer. Tuż przed przerwą drugą bramkę dołożył Seeler. Hamburg wrócił do gry o awans. Burnley było w szoku, lecz Gordon Harris strzałem z 25. metrów w 55. minucie zdobył kontaktową bramkę, kibice angielskiego klubu wbiegli na murawę by wraz z zawodnikami cieszyć się z gola. Niestety dla Burnley miała być to ostatnia chwila radości w tym spotkaniu. Po chwili dla Niemców kolejną bramkę zdobył Dorfel, a w 75. Minucie Seeler dołożył czwartego gola. Nie był to jednak koniec emocji w tym spotkaniu. Po zagraniu Connelly’ego piłka leciała wzdłuż linii bramkowej, po czym została wybita przez obrońców. Burnley protestowało, że padł gol, sędzia po konsultacjach bramki nie uznał. Anglicy wracali do domu na tarczy. Po meczu reporter zapytał kapitana Burnley, Jimmy’ego Mcllroy’a, czy w zespole nie ma żadnych kontuzji. Mcllroy odpowiedział: Kontuzji brak, tylko jedenaście złamanych serc.

Kontrowersje w Wiedniu

Już stało się pewną tradycją w niedługiej historii Pucharu Mistrzów, że ekipy typowane do gry w wielkim finale spotykały się już w półfinałach. Nie inaczej było i tym razem. Hamburg trafił na Barcelonę, w której po serii słabych występów Brocicia na ławce trenerskiej zastąpił Enrique Orizaola.

W drugim półfinale Benfica Lizbona mierzyła się z Rapidem Wiedeń. W pierwszym spotkaniu Portugalczycy pewnie wygrali 3:0. W rewanżu również Benfica jako pierwsza wyszła na prowadzenie, Austriacy szybko wyrównali. Najbardziej kontrowersyjny moment spotkania miał dopiero nastąpić. W końcówce spotkania dla wiedeńczyków powinien zostać przyznany rzut karny. Gdy sędzia odmówił przyznania jedenastki, na boisko wtargnęli kibice i mecz został przerwany. UEFA zareagowała natychmiast. Na Rapid został nałożony trzyletni zakaz rozgrywania spotkań na własnym obiekcie, a Benfice przyznany został walkower.

W drugim półfinale mieliśmy do czynienia z emocjami czysto piłkarskimi. W Hiszpanii Barcelona skromnie wygrała 1:0. W rewanżu Hamburg prowadził już 2:0, gości w końcówce strzałem głową uratował Kocsis. W powtórce spotkania w Brukseli po golu Evaristo z awansu do finału cieszyć mogła się ,,Blaugrana“.

Przed ostatecznym starciem

Obserwatorzy z całej Europy wątpili czy Barcelona tak jak Real może zdominować rozgrywki na następne lata. ,,Blaugrana” nie posiadała żadnego tytułu czempiona Europy, ale miała skład na miarę najlepszej ekipy Starego Kontynentu. Barcelona posiadała perfekcyjnie wyszkolonego technicznie Kubalę, wspaniale grającego głową Kocsisa, sprintera Evaristo, kreatywnego Suareza i silnego Czibora. W bramce stał genialny Ramallets, pierwszy wybór między słupkami przez dekadę. 37-letni bramkarz Barcelony był już bliski przejścia na emeryturę, zdobycie Pucharu Europy byłoby doskonałym zwieńczeniem jego kariery. Również 34-letni Kubala powoli żegnał się z futbolem. Z powodu finansowych problemów klubu po sezonie z Barcelony odejść miał Suarez. Skład ,,Blaugrany” powoli rozpadał się, dla większości graczy była to ostatnia okazja by odnieść triumf w PKME.

Benfica poprzedni swój udział w Pucharze Mistrzów zakończyła na pierwszej rundzie. W poprzednich edycjach portugalskie ekipy notorycznie odpadały z rozgrywek po pierwszym dwumeczu. Wyjątek od reguły w sezonie 1958/59 uczynił Sporting, który dotarł aż do drugiej rundy. Sukcesem dla Benfiki było już wyeliminowanie w pierwszej rundzie Hearts, awans do finału był zaś spełnieniem marzeń.

Ojcem sukcesu Benfiki był jej trener, Bela Guttman. Ten węgierski manager, mający w swoim CV liczne sukcesy, zmienił oblicze klubu. Już w pierwszym sezonie pracy (1959/60) Guttman sięgnął z ,,Orłami” po tytuł mistrza kraju, przegrywając tylko jedno spotkanie. Guttman stworzył potężny team oparty na potężnym Perreirze w bramce, obrońcy Germano, kreatywnym pomocniku Colunie i napastniku Aguasie, który w drodze do finału zdobył 10 bramek.

Nowy król

31 maja 1961 roku 30 tysięcy widzów zgromadziło się na Wankford Stadium by obejrzeć szósty finał Pucharu Mistrzów. Faworyzowana Barcelona szybko przejęła kontrolę nad spotkaniem. Hiszpanie już w 20. minucie wyszli na prowadzenie. Dośrodkowanie Suareza z prawej strony głową wykończył Kocsis. Benfica nie spanikowała i po 10. minutach doprowadziła do wyrównania. W jednej z nielicznych akcji Portugalczyków, Cavem posłał piłkę w pole karne, futbolówka minęła bramkarza i Aguas z najbliższej odległości zdobył bramkę. Po chwili Barcelonie został zadany kolejny cios. Obrońca Barcelony, Foncho, głową wybił dośrodkowanie gracza ,,Orłów”, piłka niefortunnie zmierzała ku bramce ,,Blaugrany”, a oślepiony słońcem Ramallets wypuścił z rąk futbolówkę, która wpadła do siatki. Barcelona w końcówce mogła wyrównać za sprawą Kocsisa, futbolówkę z linii bramkowej wybił jednak Joao.

W 55. minucie wynik na 3:1 strzałem z ponad 25 metrów podwyższył Coleman. Wydawało już się, że Benfica kontroluje spotkanie. Barcelona podniosła jednak głowę i rzuciła się do ataku. Benfica została zmuszona do desperackiej obrony. Pereira co chwilę był nękany strzałami przez Hiszpanów. Na kwadrans przed końcem spotkania nadzieję Barcelonie genialnym strzałem przywrócił Czibor. Po chwili Evaristo trafił w poprzeczkę, po kolejnym strzale Czibora piłka odbiła się od obu słupków i wyszła w pole. Barcelonie zabrakło czasu na wyrównanie. Puchar Mistrzów trafił do Benfiki.

Barcelona została zmiażdżona. Hiszpanie przed pierwszym gwizdkiem byli przekonani o własnej potędze. Marzenia Barcelony zostały brutalnie zweryfikowane przez Benfikę. Ponadto w lidze ,,Blaugranie” tytuł mistrzowski odebrał Real Madryt, tym samym Katalończyków miało zabraknąć w kolejnej edycji PKME. Barcelona wypuściła z rąk trofeum, na kolejną szansę przyszło jej czekać 30 lat.

Zwycięstwo Benfiki zszokowało futbolowy świat. Portugalczycy jako druga drużyna w historii sięgnęła po Puchar Mistrzów. Po pięciu kolejnych triumfach Realu Madryt, wygrana lizbończyków była miłą odmianą. W przyszłym sezonie ,,Królewscy” powrócą jeszcze silniejsi. Czy Benfica po raz drugi powstrzyma ekipę z Madrytu?

Finał (Wankdorf Stadium, Berno, 31-05-61)

SL Benfica – FC Barcelona 3:2 (2:1). Bramki: José Pinto Carvalho dos Santos "Águas"30, Antonio Ramallets 32og, Mário Esteves Coluna 55 - Sándor Kocsis 20, Zoltán Czibor 75

SL Benfica: Alberto da Costa Pereira; Mario Rodrigues João, Germano Luis de Figueiredo,
Angelo Martins, José Antonio Neto, Fernando da Conceição Cruz,
"José Augusto" Pinto de Almeida, Joaquim Guimarães Santana,
José Pinto Carvalho dos Santos "Águas" (c), Mário Esteves Coluna,
Domiciano Barrocal Gomes Cavém;
trener: Béla Guttmann;

FC Barcelona: António Ramallets (c); Alfonso "Foncho" Rodriguez, Enrique Gensana,
Sigfrido Gracia, Martín Vergés, Jesús Garay, Ladislao Kubala, Sándor Kocsis,
"Evaristo" de Macedo Filho, Luis Suárez, Zoltán Czibor:
trener: Enrique Orizaola;
sędzia: Gottfried Dienst (Switzerland);
widzów: 26,732.

 

Czytaj więcej o: Okiem kibica, Historia Ligi Mistrzów

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Na takie losowanie czekał każdy

    W tym sezonie nie można mieć pretensji do UEFA, bo wynik losowania prawdopodobnie przypadł do gustu każdemu, kto śledzi Ligę Mistrzów. Tym razem poziom się wyrównał, co zapobiegnie, w minimalnym stopniu, przyznania miejsca w 1/2 finału tylko dla drużyn z Niemiec i Hiszpanii.

    czytaj więcej
  • Cierpienie, idź precz!

    Tyle rzeczy dzieje się wokół, tyle bólu i zmartwień, które okazują się nie mieć realnego wpływu na nasze życie. Mimo wszystko, identyfikujemy się z tymi elementami codzienności, przez co nasza osobowość cierpi. Jeden uśmiech, tak szczery i ważny może jednak zdziałać cuda i wypędzić zło z nas i naszych postępowań. Tak zwyczajnie.

    czytaj więcej
  • A ja wolę moją mamę...

    Rana wyrżnięta tępym narzędziem w głowie. Nie można jej zszyć. Ciągle krwawi, dostarcza codziennej dawki porządnego cierpienia. Nie pomagają opatrunki, leki. Sen, który w teorii ma przynieść ukojenie, sprawia, że jest jeszcze gorzej. Koszmary przypominają o tym najgorszym momencie, o bólu. Chodzisz strudzony. Każdy przedmiot, głupia łyżka, miska od zupy z kimś ci się kojarzą. Doskonale wiesz z kim. Próbujesz zapomnieć, ale nie możesz. Może nie potrafisz, ale chyba bardziej nie chcesz. Najgorszy jest jednak widok najbliższych. W oczach swoich uśmiechniętych, bawiących się dzieci widzisz ją. Płaczesz i zastanawiasz się, czy są to łzy spowodowane szczęściem twoich pociech, czy łzy smutku. Bo przecież każdy może je zobaczyć. Każdy oprócz niej. Tak bardzo chciała.

    czytaj więcej
  • Lament po Leonidasie

    Szok? Niekoniecznie. Żal? Może trochę. Strata? Ogromna. Messi został wyautowany z kadry przez samego siebie. Gwiazdor nie wytrzymał psychicznie. Argentyńczycy płaczą po kolejnym przegranym finale. Nóż w rozkrwawione serca wbił im dodatkowo ich lider, Bóg, ale nie zbawiciel.

    czytaj więcej
  • Sen o Victorii

    Chciałbym przelać myśli na wirtualny papier. Wyskrobać kilka słów komputerowym piórem. Usiąść i stworzyć fantastyczną opowieść o herosach, piłkarzach, ludziach. Wykorzystać gotowy materiał. Nie potrafię. Wciąż jestem w transie. Czarodzieje z miasta Leicester mnie zaczarowali. Oczarowali. Obdarowali mocą, której nie potrafię wykorzystać. Piłka nożna dawno nie podarowała dziennikarzowi takiego tematu, takiej perełki, już w pełni oszlifowanej. Historia nowych mistrzów Anglii powaliła mnie na łopatki, a stała się jeszcze głębsza, gdy odkryłem karty przeszłości każdego z zawodników świeżego czempiona.

    czytaj więcej

Komentarze (8)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze