Mistrzowie z lepszej planety

Autor: Tomasz Delimat | 02.07.2012 11:13 | komentarzy: 25 | kategoria: Felieton |

Hiszpania wygrywa wielki turniej po raz trzeci z rzędu. Trzeci z rzędu! Czy to jest już nudne? Myślę, że takie określenie byłoby po prostu brakiem szacunku. Mistrzom należy się szacunek.

Trzeci z rzędu... Czym więcej tego nie powtarzam, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że to do mnie nie dociera. Spokojnie oglądamy sobie cieszących się Casillasa, Xaviego, Iniestę, ale nikt z nas nie dopuszcza do siebie myśli, że to też są ludzie. Szklany ekran, czy nawet (dla szczęśliwców) odległość z trybun do murawy wydaje się przy nich przestrzenią międzyplanetarną. A ci piłkarze przybyszami z kosmosu. Rozum człowieka nie osiągnął chyba wystarczającej fazy rozwoju, bo nie potrafi zrozumieć fenomenu Hiszpanów. Szuka się w tej drużynie słabości, a ona dochodzi do kolejnego finału, który następnie wygrywa 4:0. Słownie: cztery do zera.

Aż do finału Hiszpanie nie zachwycali. Nie była to taka gra, jakiej można było oczekiwać. Ale samym występem w decydującym o tytule meczu – gdzie podopieczni Vicente Del Bosque wreszcie zagrali na sto procent możliwości – pokazali, jak daleko w tyle jest reszta piłkarskiego świata. W Kijowie widzieliśmy taką „La Roję”, do jakiej przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach. Nawet jeśli to 4:0 to był zbyt wysoki wymiar kary, nawet jeśli Iker Casillas musiał kilka razy ratować swój zespół, to przewaga nad Włochami była bezapelacyjna. Hiszpanie wymieniali podania w takim tempie i z taką efektywnością, że przeciwnicy nie mieli po prostu szans.

Świetne zawody rozegrał Xavi, jak zwykle środkiem pola dyrygował Sergio Busquets (chyba wciąż niedoceniany). Tak naprawdę każdego hiszpańskiego zawodnika należałoby wyróżnić z osobna. Oczywiście poza wyróżnieniem kolektywnym, dla całego zespołu za grę godną mistrzów. Ten turniej pomoże odbudować się Fernando Torresowi, królowi strzelców Euro 2012 (choć decydowały asysty i minuty spędzone na boisku), który powinien wreszcie uwierzyć w siebie i pokazać swoją wartość w Chelsea. Juan Mata, choć przez cały turniej siedział na ławce, wczoraj wszedł i zdobył bramkę pieczętującą sukces.

Przed Mistrzostwami mówiło się, że kontuzja Carlesa Puyola negatywnie wpłynie na grę obronną Hiszpanów. Cóż, niech odpowiedzą liczby. W siedmiu meczach na Euro 2012 „La Roja” straciła... jednego gola, w pierwszym spotkaniu grupowym! Duża w tym zasługa Casillasa, ale też całej linii defensywy. Parę stoperów stanowili Gerard Pique i Sergio Ramos, na co dzień rywale, bo przecież jeden gra w Barcelonie, drugi w Realu Madryt. Eksperci obawiali się o współpracę tego duetu, ale od początku było wiadomo, że to bezpodstawne obawy. Cała reprezentacja Hiszpanii opiera się na graczach Barcelony i Realu, a mimo to od tylu lat dominuje na świecie. Jest to kolejna z nieodkrytych tajemnic sukcesu zespołu z Półwyspu Iberyjskiego. Gracze, którzy na co dzień są rywalami i nieraz w meczach ligowych dochodzi między nimi do ostrych spięć, na zgrupowaniach kadry stają się przyjaciółmi. Nie wiem, jak jest poza boiskiem, może nawet taki Pique z Ramosem nie rozmawiają ze sobą zbyt dużo. Ale liczy się to, co na murawie.

Tych hiszpańskich sekretów jest jeszcze dużo. Wszystkie sprowadzają się do jednego: jak to możliwe, że jakakolwiek nacja jest w stanie tak bardzo zdominować futbol? Bo przecież nie mówimy tu tylko o reprezentacji Hiszpanii, również w piłce klubowej drużyny znad Tagu wspięły się na poziom nieosiągalny dla reszty świata. Hiszpański styl gry stał się wzorem, niedoścignionym dla innych. Styl ten stał się jakby symbolem futbolu, jego kwintesencją i najpełniejszym ideałem. Mówisz: piłka nożna, myślisz: Hiszpania. „La Roja” swoją grą pisze podręczniki nie tylko gry w ataku. Pisze podręczniki całej futbolowej strategii, każdego najdrobniejszego elementu. Każda drużyna ma coś, z czego słynie, co zawsze wyjątkowo jej wychodzi. Hiszpanie mają to wszystko razem, dodatkowo w ulepszonej formie.

Naturą człowieka jest zamiłowanie do legend. Żyjemy zatem w przekonaniu, że słowo „najlepszy” jest dane raz na zawsze. I dlatego gdy ktoś opowiada nam o reprezentacji Brazylii z 1970 roku, o Realu Madryt z lat 50-tych, myślimy sobie: oni byli istotnie najlepsi. Za wzór bramkarza stawia się Lwa Jaszyna, archetypem obrońcy jest Franz Beckenbauer, a za najlepszych techników ma się Pele i Maradonę. Ale nie możemy uświadomić sobie, że najlepszych piłkarzy w historii oglądamy właśnie teraz. Za kilkadziesiąt lat to Casillas, Ramos, Xavi czy Iniesta będą legendami – pod względem ilości trofeów już przebili wszystkie gwiazdy. A obecna reprezentacja Hiszpanii uważana będzie za najlepszy zespół w historii piłki nożnej. Na naszych oczach powstała drużyna, jakiej nigdy nie było i nigdy nie będzie. Drużyna złożona ze zwykłych ludzi, których umiejętności sięgają niebios.

Czytaj więcej o: Hiszpania, Włochy, Felietony, Gerard Pique, Sergio Busquets, Fernando Torres, Xavi Hernandez, Andrés Iniesta, Juan Mata, Sergio Ramos, Iker Casillas, Euro 2012, Vicente Del Bosque

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (25)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze