Powrót z zaświatów – sezon 1967/68

Autor: Rafał Krysztopa | 01.08.2012 09:52 | komentarzy: 9 | kategoria: Historia LM |

Dziesięć lat zajęło Manchesterowi United podniesienie się po katastrofie monachijskiej. W 1968 roku Matt Busby spełnił swoje marzenie i ,,Dzieci Busby’ego” sięgnęły po Puchar Mistrzów.

Po dramatycznych wydarzeniach z 6 lutego 1958 roku, Manchester United krok po kroku odbudowywał swoją dawną świetność. Władze klubu dążyły do zdobycia Pucharu Mistrzów, spełnienia marzenia, które zostało brutalnie stłumione w Monachium. Matt Busby, który cudem ocalał z katastrofy, stanął przed zadaniem odbudowy świetności United. Cały piłkarski świat w 1958 roku zadawał sobie pytania: Uda mu się czy nie? Znajdzie następcę Edwardsa czy jest to niemożliwe?

“Choć opłakujemy naszych zmarłych i martwimy się o naszych rannych, wierzymy, że wspaniałe dni jeszcze dla nas nie przeminęły… Manchester United powstanie ponownie.”

Matt Busby sprowadził na Old Trafford dwóch piłkarzy genialnych - Denisa Lawa i George’a Besta. Szkot trafił do Manchesteru latem 1962 roku za astronomiczną na ówczesne czasy sumę 125 tysięcy funtów. Law doskonale odnajdywał się na boisku, przez kibiców nazywany był ,,Królem”. Zawsze roześmiany Szkot lubił grywać na kacu. Obrońcy omijali go z daleka, bo można było się przewrócić od jego oddechu, a kiedy ryzykowali to mijał ich jak tyczki. George Best pasował do Lawa idealnie, ta dwójka była nie do zatrzymania.

United w krzywym zwierciadle

Mozolny powrót klubu na salony Europy rozpoczął się w 1963 roku, kiedy to chłopcy Busby’ego sięgnęli po FA Cup. Po dwóch latach United wygrało ligę. W Pucharze Mistrzów ,,Czerwone Diabły” niespodziewanie uległy w półfinale Partizanowi Belgrad. Niezrażeni niepowodzeniami w Europie, gracze United w 1967 roku sięgnęli po następny tytuł czempiona w kraju. Busby, Charlton, Foulkis - osoby, które przeżyły katastrofę monachijską - powoli zbliżały się do zakończenia swoich zawodowych karier. Sezon 1967/68 mógł być ostatnią ich szansą na podniesienie w górę Pucharu Mistrzów.

Zmiany w przepisach

Sezon Pucharu Mistrzów 1967/68 przyniósł dwie innowacje w przepisach. Po pierwsze, postanowiono, że najlepsze zespoły zostaną rozstawione, aby mogły się ze sobą spotkać dopiero w późniejszych fazach turnieju. W 1967 roku wprowadzono nową metodę wyłaniania zwycięzcy w meczach zakończonych remisem - od tej pory w przypadku remisu o awansie decydowała ilość bramek strzelonych na wyjeździe. Zasada ta w sezonie 1967/68 obowiązywała jednak jedynie w pierwszej rundzie. W kolejnych etapach, w przypadku zakończenia obu spotkań takim samym rezultatem, nadal decydował rzut monetą.

Pierwszym beneficjentem nowego przepisu została Benfica Lizbona. Ekipa ,,Orłów” w Belfaście w ostatnich minutach spotkania wyrwała remis 1:1 Glentoran, co przy bezbramkowym remisie w Lizbonie premiowało do drugiej rundy Portugalczyków.

Upadek celtyckiego tygrysa

Pierwsza runda okazała się przeszkodą nie do pokonania dla obrońców trofeum - Celticu Glasgow, którzy musieli uznać wyższość Dynama Kijów. W pierwszym spotkaniu rozegranym na Celtic Park Szkoci rzucili się do szturmu na bramkę gości, próbując wywalczyć sobie pokaźną zaliczkę przed rewanżem. Gracze ze wschodniej Europy mądrze się bronili i zabójczo kontratakowali, po pół godzinie gry Dynamo prowadziło już 2:0. W drugiej połowie gry straty gospodarzy nieznacznie zmniejszyły się za sprawa trafienia Roberta Lennoxa. Sytuacja obrońców trofeum przed spotkaniem na Ukrainie nie przedstawiała się zbyt zachęcająco.

Położenie Szkotów stało się jeszcze bardziej beznadziejne, gdy w 55. minucie spotkania w Kijowie Bobby Murdoch został upomniany za podważanie decyzji sędziego. Zawodnik ten w pierwszej połowie również otrzymał żółtą kartkę, więc w konsekwencji musiał opuścić plac gry. Murdoch był oszołomiony decyzją arbitra i stał na środku boiska. Dopiero po ponagleniach trenera pomocnik zaczął schodzić z murawy. Pomocnik opuszczał plac gry płacząc, trzymając twarz w dłoniach. Kilka minut później Robert Lennox wlał nadzieję w serca kibiców trafiając na 1:0. W ostatnich minutach gracze Dynama wyrównali jednak stan spotkania. Nieco ponad cztery miesiące po wspaniałym dla Celtiku finale w Lizbonie, Szkoci żegnali się z Pucharem Mistrzów.

Nie mniejsze emocje czekały kibiców w starciu Realu Madryt z Ajaxem Amsterdam. W Holandii Johan Cruyff wyprowadził swój zespół na prowadzenie, po pół godzinie gry wynik na 1:1 ustalił Pirri. Na Santiago Bernabeu spotkanie zakończyło się identycznym rezultatem. Dopiero w 9. minucie dogrywki Veloso zapewnił ,,Królewskim” awans do drugiej rundy.

Faworyci nie zawodzą

Druga runda nie sprawiła faworytom zbyt dużych kłopotów, wszystkie drużyny zgłaszające aspiracje do Pucharu Mistrzów zgodnie awansowały do ćwierćfinałów. W 1/4 finału Real Madryt i Benfica z łatwością odprawiły odpowiednio Spartę Pragę i Vasas Budapeszt. Manchester United i Juventus Turyn czekała cięższa przeprawa. ,,Stara Dama” na wyjeździe przegrała 2:3 z Eintrachtem Brunszwik. W Turynie gospodarze wyrównali stan dwumeczu dopiero w 88. minucie. Do wyłonienia zwycięzcy rywalizacji potrzebna była powtórka, która po bramce Rogera Magnussona padła łupem Włochów. Natomiast Manchester United na Old Trafford po bramce samobójczej Floreńskiego i golu Kidda z 89. minuty wymęczył wygraną nad Górnikiem Zabrze. W rewanżu na twardym, pokrytym śniegiem boisku, Polacy wyszli na prowadzenie po golu Lubańskiego. United zdołało jednak utrzymać korzystny dla siebie wynik dwumeczu i znalazło się w półfinale.

,,Czarna Perła”

Lata 60-te XX wieku były najlepszym okresem w historii Benfiki Lizbona. W 1968 roku klub był bliski zdobycia siódmego w przeciągu dziewięciu lat tytułu czempiona kraju, ponadto ,,Orły” mierzyły też w piąty w ciągu siedmiu lat finał Pucharu Mistrzów. Pierwsze skrzypce w portugalskim zespole grał Eusebio, który w 1965 roku został wybrany najlepszym graczem świata. ,,Czarna Perła” była również gwiazdą mistrzostw świata w 1966 roku, w których to zawodnik wraz z kolegami uplasował się na trzecim miejscu. Teraz Benfica z Eusebio na czele miała wyeliminować Juventus Turyn. W Lizbonie ,,Orły” planowo ograły Włochów 2:0, w Turynie Eusebio popisał się przepięknym strzałem z rzutu wolnego i wprowadził swój zespół do finału Pucharu Mistrzów.

Angielsko-hiszpański klasyk

Przed pierwszym starciem Manchesteru United z Realem Madryt , Matt Busby przewidywał: ,,Jeśli zawodnicy nie dadzą się ponieść emocjom, to spotkanie może przejść do historii futbolu. Przebudowany Real Madryt może odzyskać dawną świetność”. Trener ,,Czerwonych Diabłów” miał rację, dwumecz przeszedł do legendy piłki nożnej, choć w pierwszym spotkaniu na Old Trafford kibice ujrzeli tylko jedną bramkę autorstwa George’a Besta. Większość obserwatorów uznało, że United na własnym terenie zdobyło zbyt nikło przewagę, by uzyskać w Madrycie awans do finału.

Przez pierwsze pół godziny rewanżowego starcia na Santiago Bernabeu, Real Madryt bezskutecznie próbował sforsować szyki obronne gości. Gracze z Manchesteru zagrali defensywnym ustawieniem 4-4-2, gospodarze musieli się więc przebić przez dwie linie obronne liczące po 4 zawodników. Amancio był skrupulatnie pilnowany przez Norberta Stilesa, lecz w 32. minucie gwiazda ,,Królewskich” urwała się swojemu ,,opiekunowi” i wywalczyła rzut wolny. Amancio dośrodkował w pole karne. Pirri, który pojawił się w szesnastce znikąd, głową otworzył wynik spotkania.

Real po zdobyciu bramki zaczął grać futbol ,,galaktyczny" z najlepszych lat świetności klubu. Amancio co chwila napędzał kolejne szarże gospodarzy. Po 10. minutach padł kolejny gol dla ,,Królewskich”. Weteran Gento wykorzystał błąd defensywy United i posłał piłkę do siatki. ,,Czerwone Diabły” były na deskach, lecz po chwili Real rzucił gościom koło ratunkowe. Defensor hiszpańskiego klubu, Zoco, niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Po chwili widzowie zgromadzeni na Santiago Bernabeu ujrzeli kolejną bramkę. Po zamieszaniu w polu karnym United na 3:1 trafił Amancio.

Również i pierwszy kwadrans drugiej połowy należał do Hiszpanów. Jednak angielski ekspres powoli się rozpędzał. Wynik dwumeczu United wyrównało w 73. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Sadler kolanem wepchnął futbolówkę do siatki. Anglicy zwietrzyli okazję na rozstrzygnięcie rywalizacji na swoją korzyść. 6 minut później ocalały z katastrofy monachijskiej Foulkis golem na 3:3 wprowadził United do finału.

Wypełnić przeznaczenie

W upalny i parny majowy wieczór, Londyn stał się areną pojedynku Benfiki Lizbona z Manchesterem United. Wembley było wypełnione po brzegi fanami pierwszego angielskiego finalisty Pucharu Mistrzów. United grało bez kontuzjowanego Lawa, lecz Best i Charlton byli gotowi do gry. Benfica pokładała nadzieję w trio Eusebio-Torres-Jose Augusto, którzy jedną akcją mogli przesądzić o wyniku spotkania. Jako, że obie ekipy na co dzień grały w czerwonych strojach, na Wembley United wybiegło w niebieskich koszulkach, a w Portugalczycy w białych.

Bilet na spotkanie finałowe

W pierwszym okresie gry drużyny badały się nawzajem, finaliści skupili się na zneutralizowaniu gwiazd ekipy przeciwnej. Mając w pamięci lanie, jakie zgotował Benfice Best z kolegami dwa lata wcześniej, priorytetem dla podopiecznych Otto Gloriasa był zatrzymanie ,,El Beatle”. Matt Busby znał tymczasem możliwości Eusebio - do pilnowania Portugalczyka został przydzielony Nobby Stiles. Dwaj najbardziej kreatywni gracze zostali wyłączeni z gry. Pierwsza połowa była nudna, więcej było brutalnych zagrań niż ciekawego widowiska. Tylko raz Eusebio zgubił Stilesa, ale piłka po jego strzale trafiła w poprzeczkę. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy impas został przełamany. Obrona Benfiki zbytnio skupiła się na pilnowaniu Besta, a Charlton strzałem głową dał swojemu zespołowi prowadzenie.

United prowadziło, lecz Benfica nie została złamana. Wręcz przeciwnie, ekipa ,,Orłów” z każdym podaniem zwiększała presję na rywalu. Starania Portugalczyków zostały nagrodzone bramką w 80. minucie. Torres głową zgrał do Jaime Graca, który pokonał Stepney’a. W 87. minucie Eusebio mógł rozstrzygnąć wynik spotkania, lecz bramkarz United wygrał pojedynek z Portugalczykiem. Za tą interwencję Eusebio bił Stepney'owi brawo.

Po wyrównanych 90. minutach, w dogrywce przez Wembley przeszedł huragan o nazwie Manchester United. W 97. minucie Best urwał się obrońcom, położył bramkarza Henriqueza i trafił do siatki. Po chwili po dośrodkowaniu z rzutu rożnego kolejną bramkę dołożył Kidd. W 100. minucie gry wynik na 4:1 ustalił Charlton. Benfica znalazła się na deskach, Puchar Mistrzów trafił do United.

Po końcowym gwizdku twarze osób, które przeżyły Monachium, zalały się łzami. 10 lat po tym pamiętnym dniu Matt Busby zrealizował swoje marzenia o Pucharze Mistrzów. Otto Glorias mówił po meczu: ,,Manchester United był lepszym zespołem, Anglicy panowali na Wembley, Torres i Coluna mieli spore trudności z utrzymaniem się przy piłce. Puchar jest w dobrych rękach”. Trofeum odebrał Bobby Charlton. Historia zatoczyła koło.

United świętuje zdobycie Pucharu Mistrzów

PS. Denis Law finał z Benfiką oglądał z perspektywy szpitalnego łóżka. Następnego dnia Szkota w szpitalu odwiedził Matt Busby z pucharem, mówiąc, że to także jego trofeum. Po wyjściu trenera wzruszony Denis Law sięgnął po schowaną zawczasu butelkę. Umówiona na wywiad ekipa BBC odjechała z niczym. Piłkarz nie był w stanie wydusić z siebie słowa.

Finał (Wembley, Londyn, 29-05-68)
Manchester United – Benfica 4:1 po dogrywce. Bramki: Bobby Charlton 55, 100, George Best 97, Brian Kidd 98 - Jaime Graça da Silva 80

Manchester United: Alex Stepney; Shay Brennan, William Foulkes, Norbert Stiles, Anthony Dunne,
Pat Crerand, Bobby Charlton (c), George Best, Brian Kidd, David Sadler, John Aston
trener: Matt Busby

Benfica: José Henrique Rodrigues; Adolfo Antonio da Cruz, Humberto da Silva Fernandes,
Jacinto Jose Martins, Fernando da Conceiçao Cruz, Jaime da Silva Graça da Silva,
Mario Esteves Coluna (c), "José Augusto" Pinto de Almeida, José Augusto da Costa Sénica Torres, "Eusébio" da Silva Ferreira, António José Simoes.
trener: Otto Gloria
sędzia: Concetto lo Bello (Włochy)
widownia: 92,225

 

Czytaj więcej o: Historia Ligi Mistrzów

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Trzeci triumf Milanu – sezon 1988/89

    Aż 30 lat przyszło czekać Milanowi na trzeci Puchar Europy. Trofeum „Rossonerim” zapewniło dopiero pojawienie się na San Siro Arrigo Sacchiego i magicznej trójki Holendrów.

    czytaj więcej
  • O włos

    O włos było już nie raz. Gdy w 1996 roku Widzew z jednym tylko grupowym zwycięstwem (nota bene nad Steauą) opuszczał Ligę Mistrzów, zatrzasnął rodakom bramy do piłkarskiego raju na wiele lat. Do przedsionka – decydującej fazy – trafialiśmy od tamtej pory 12 razy. I choć nigdy nie było tak blisko, to wyniki, które dziś dałyby awans, można policzyć na palcach jednej ręki.

    czytaj więcej
  • W cieniu Heysel – sezon 1984/85

    Finał Pucharu Mistrzów pomiędzy Juventusem a Liverpoolem miał być zwieńczeniem bardzo dobrego sezonu. Dramat na Heysel sprawił jednak, że futbol zszedł na dalszy plan.

    czytaj więcej
  • Złoty Bayern – sezon 1973/74

    Po trzech kolejnych triumfach Ajaksu Amsterdam zdawało się, że rekord Realu Madryt może zostać pobity. Jednak latem 1973 roku Johan Cruyff zamienił ponury Amsterdam na słoneczną Barcelonę. Po odejściu Holendra Ajax rozpoczął zjazd po równi pochyłej. Centrum europejskiego futbolu przeniosło się zaś 800 km na południowy-wschód do Monachium. Miejscowy Bayern jako pierwszy niemiecki zespół w 1974 roku wygrał Puchar Mistrzów.

    czytaj więcej
  • Futbol Totalny – sezon 1970/71

    W wyzwolonej kulturowo Holandii na początku lat 70. doszło do jednej z największych rewolucji w dziejach futbolu. Trenerzy pokroju Rinusa Michelsa wprowadzili piłkę nożną na wyższy poziom – totalny. Ajax Amsterdam stał się pierwszym zespołem, który w pełni wykorzystał zalety nowego systemu. Holendrzy dzięki Futbolowi Totalnemu sięgnęli po Puchar Mistrzów w sezonie 1970/71.

    czytaj więcej

Komentarze (9)

  • zamoy222 Triumfator
    Monachium to ogólnie przyciąga katastrofy związane z światem sportu... Ta tragedia i "powstanie z popiołów" Manchesteru United dowodzi o wielkości tego klubu. Udowodnili, że nieważne co by się stało, to nie wolno się poddawać.
  • Domo24 Triumfator
    Szacunek dla nich bo zrobili rzecz niemożliwą...
  • SAF Zwycięzca grupy
    Coś strasznego, ale to pokazuje wielkość tego klubu, w jakiej złej sytuacji by nie byli zawsze starają się podnieść po upadku. Zrobili rzecz niemożliwą, wielki szacunek za to.
  • Piorun Półfinalista
    Kocham Manchester United !
  • Grawint Ćwierćfinalista
    'za astronomiczną na ówczesne czasy sumę 125 tysięcy funtów' w porównaniu do dzisiejszych cen to śmiesznie brzmi :D
  • dankoolomessi Ćwierćfinalista
    no ale wedlug mnie to dzisiejsze ceny to przesada
  • macko2907 Legenda
    Wspaniała historia klubu, który w najgorszym dla siebie momencie potrafił się odbic z "dna" aby wrócic na szczyty :)
  • NBA Półfinalista
    A potem odpaść w grupie :D
  • SAF Zwycięzca grupy
    NBA to nie było śmieszne ...

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.