Kolumbowie. Rocznik 12

Autor: Tomasz Delimat | 05.08.2012 22:39 | komentarzy: 19 | kategoria: Felieton |

Rok 2012 już teraz musimy nazwać przełomowym w historii piłki nożnej. Nieuchronnie wkraczamy w okres, w którym pozycja napastnika będzie stopniowo coraz częściej pomijana. Czy coś jest w stanie zatrzymać ten proces?

Gdy rzucimy szybkie spojrzenie na dzieje futbolu, możemy zauważyć, że wyznacznikiem nowych czasów zawsze była w nich zmiana ilości napastników na boisku. Za czasów Pelego na placu gry niejednokrotnie mieliśmy trzech, a nawet czterech takich wysuniętych graczy naraz – reprezentacja Brazylii osiągała przy takim systemie wielkie sukcesy. Później ilość napastników zaczynała jednak stopniowo się zmniejszać. Kilka lat temu większość trenerów zaczęła przechodzić do strategii z jednym snajperem. Za najlepszych na świecie na swojej pozycji uznawano takich piłkarzy, jak Zlatan Ibrahimović czy Didier Drogba – wysokich, silnych, a przede wszystkim bramkostrzelnych. Ale niebawem gracze o tych walorach mogą przestać odgrywać tak wielką rolę.

Wszystko wskazuje na to, że czeka nas inwazja tiki-taki. Nie zamierzam sugerować, że tę taktykę odkrył Vicente Del Bosque, selekcjoner reprezentacji Hiszpanii. Niemniej jest ona stosunkowo nowa. Rozpoczęła się w Barcelonie, za kadencji Josepa Guardioli, gdy ten lekką ręką pozbył się najpierw Samuela Eto'o, a potem sprowadzonego za wywołującą mdłości kwotę Zlatana Ibrahimovicia. Na pewno trenerowi nie odpowiadał sposób bycia tych zawodników, którzy łatwych charakterów nie mają. Ale tym aspektem nie zamierzam się tu zajmować. Ibrahimovicia zastąpił na Camp Nou David Villa, który za wysuniętego napastnika wyłącznie uchodził. Tak naprawdę ten typ piłkarza zapoczątkował nowy styl.

Szybko okazało się, że Villa „na szpicy” wcale nie gra. Hiszpana częściej widzieliśmy na skrzydłach, niż w środku, klasycznego snajpera w Barcelonie nie było, a klub ten i tak aplikował kolejnym rywalom worki pełne goli. Poważna kontuzja Davida Villi objawiła tiki-takę nawet tym, którzy bardzo nie chcieli jej widzieć – na Camp Nou nie został sprowadzony żaden nowy napastnik. Rolę najbardziej wysuniętego zaczął natomiast spełniać, w razie potrzeby, Cesc Fabregas. Ten zawodnik wychodził na plac gry awizowany jako środkowy pomocnik. Gdy jednak piłka wędrowała na skrzydła, gdy mieli ją wielcy indywidualiści, jak Messi czy Iniesta – Fabregas stawał się snajperem. Szybko okazało się, że naprawdę dobrze gra głową, potrafi skutecznie wykańczać akcje. Że umie przez większość czasu rozgrywać piłkę, a w odpowiednim momencie przeobrażać się w napastnika. Choć sezon zakończył się dla Barcelony porażką, bo nie udało się obronić ani Pucharu Europy, ani mistrzostwa Hiszpanii, styl stał się wzorem dla Vicente Del Bosque.

Selekcjoner reprezentacji „La Roja” wziął ze sobą na Euro trzech klasycznych napastników – Fernando Torresa, Fernando Llorente i Alvaro Negredo. Tym większe było więc zdziwienie, gdy okazało się, że w ataku w pierwszym meczu z Włochami wyszedł... Cesc Fabregas. Nie trzeba było skomplikowanych analiz, by wyciągnąć wnioski. Stało się jasne, że Del Bosque skopiuje styl Barcelony. To podczas turnieju w Polsce i na Ukrainie pojęcie „tiki-taka” stało się powszechne, wręcz narzucające się, nieznośne. Odmieniane było przez wszystkie przypadki, choć jego odmienianie to prawdziwa łamigłówka.

Krytyka hiszpańskiego stylu była wszechogarniająca i chyba zasadna, bo mecze „La Roja”, aż do finału, oglądało się ziewając. Tiki-taka stała się synonimem wymieniania nieskończonej ilości podań, ale pojęcie nie precyzowało, czy te podania mają mieć jakikolwiek sens. Często było więc tak, że sensu nie miały, ale do szału doprowadzić potrafiły. Tak samo jak znikoma ilość sytuacji podbramkowych. Taktyka okazała się jednak skuteczna, bo poniosła Hiszpanów do finału, gdzie pokazali już futbol iście galaktyczny i rozbili bezradnych Włochów 4:0.

Nagle o grze bez napastnika zaczęło się głośno myśleć również w innych drużynach. Swój wielki podziw dla tiki-taki wyraził Brendan Rodgers, nowy menedżer Liverpoolu, stwierdzając, że ten styl zamierza wprowadzić w swoim zespole. Wkrótce nowa strategia przyniosła skutek także podczas mistrzostw Europy do lat 19., rozgrywanych na boiskach Estonii, skąd złoto również przywieźli Hiszpanie, a raczej hiszpańskie dzieciaki. Kolejny argument dla zwolenników: tiki-taka sprawdza się nawet u juniorów! Po co grać inaczej, skoro w ten sposób się wygrywa?

Na szczęście, tiki-taka zdążyła w końcu zawieść. Mówię na szczęście, bo groziło nam całkowite zhiszpańszczenie i ztikitakowanie piłki nożnej, tymczasem zostanie ono przynajmniej trochę odłożone w czasie, jeśli nie w ogóle zastopowane. Całkowitą klęską zakończyła się bowiem przygoda hiszpańskiej reprezentacji olimpijskiej. W grupie z Japonią, Hondurasem i Maroko kadra do lat 23. – grająca rzecz jasna bez klasycznego napastnika – zdobyła zaledwie punkt i odpadła z rywalizacji. Stało się więc jasne, że stylu Guardioli i Del Bosque nie można po prostu bezmyślnie kopiować, czekając na pewne efekty. Do tego trzeba mieć odpowiednich wykonawców.

Tiki-taka (czy tylko mnie irytuje to pojęcie?) nie sprawdza się więc w każdym miejscu i każdym czasie. Trzeba chcieć, a przede wszystkim umieć ją stosować. Nie mam co prawda wątpliwości, że większą siłę przebicia będą mieli napastnicy tacy, jak Wayne Rooney czy Karim Benzema – nie tylko czekający na okazję, ale też umiejący sami sobie ją wypracować, a nawet pomóc kolegom z obrony. Ale futbol nie stanie się we wszystkich miejscach na Ziemi rozgrywką z trzema formacjami, w miejsce tradycyjnych czterech. Poza tym, każda era kiedyś się kończy. Gdy Hiszpanie w końcu zaczną przegrywać – a i to pewnego dnia nadejdzie – być może i tiki-taka pójdzie w zapomnienie, a nowy piłkarski ład zostanie cofnięty.

Czytaj więcej o: FC Barcelona, Hiszpania, Josep Guardiola, Felietony, Trenerzy, David Villa, Cesc Fabregas, Vicente Del Bosque

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Özil przeniesie się do Barcelony?

    Barcelona wciąż nie znalazła odpowiedniego zawodnika, który zastąpiłby Neymara sprzedanego w lecie do Paris Saint-Germain. Miejsce Brazylijczyka miałby zająć jego rodak, Philippe Coutinho z Liverpoolu. Jednak transfer nie wydaje się być łatwy do sfinalizowania i El Mundo Deportivo uważa, że dla "Blaugrany" inną opcją może być zakup Mesuta Özila z Arsenalu.

    czytaj więcej
  • Torres po raz kolejny podejmie współpracę z Benítezem?

    Ostatnio w hiszpańskich mediach pojawiły się doniesienia, że Fernando Torres zdecyduje się wrócić do Anglii. O jego podpis chciało walczyć Newcastle i Southampton. Trener "Srok", Rafael Benítez ujawnił, że postara się w styczniu ściągnąć "El Niño".

    czytaj więcej
  • Eriksen na liście życzeń gigantów z Włoch i Hiszpanii

    "El Mundo Deportivo" donosi, że Barcelona i Juventus powalczą w lecie o Christiana Eriksena z Tottenhamu. Duńczyk ma obecnie zwyżkę formy, co skutkuje nie tylko dobrą grą "Kogutów", ale także awansem Danii na Mistrzostwa Świata, które w 2018 roku zostaną rozegrane w Rosji.

    czytaj więcej

Komentarze (19)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze