„Każdy ma swojego bohatera” – część 2

Autor: Rafał Bedlewicz | 04.11.2012 20:12 | komentarzy: 11 | kategoria: Po ostatnim gwizdku |

Jedna z najpiękniejszych futbolowych historii. Legenda „Meczu śmierci” od pierwszych chwil nadawała piłkarskiemu „przemysłowi wyników” wyjątkowego blasku. Dzięki niej w morzu liczb, nazwisk i emocji dostrzeżono nowy wymiar. Zaryzykuję, że nigdy dotąd boiskowe wydarzenia nie odcisnęły tak mocnego piętna na kulturze i historii żadnego społeczeństwa. Po tym spotkaniu stało się jasne, że futbol to znacząca siła. Szkoda, że zrozumieli to również komuniści.

Pierwszą część tekstu znajdziecie TUTAJ

Przyjrzyjmy się całej sytuacji. Rok 1942, walka o Stalingrad. Nie wiadomo, czy uda się odeprzeć niemieckie natarcie. Wróg nigdy wcześniej nie dotarł tak daleko. Potęga radzieckiej armii została zakwestionowana. Jak podnieść dramatycznie niskie morale w wojsku? Trzeba pokazać żołnierzom, że naród pokłada w nich nadzieje, że podczas gdy oni walczą na froncie, ich rodacy stawiają Niemcom opór, jak tylko potrafią. Dlatego wzmianki o spotkaniu ukazują się w „Izwiestiejach” już trzy miesiące po ostatnim gwizdku. Hasło „Mecz śmierci” pierwszy raz pojawiło się tuż po wojnie, w sierpniu 1946 roku – wyjaśnia dr Vitaliy Nagirnyy, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Lata 50-te i 60-te to nakręcanie machiny propagandy. W 1959 roku wydana zostaje książka Ostatni pojedynek” P. Suwerowa i N. Chalemskiego. Ale dr Narignyy zwraca uwagę na inne wydarzenie:

– Kluczowy był 1962 rok. W kinach pojawia się film „Tretij tajm”. Na Wschodzie każda połowa meczu to time”, Trzeci tajm” można więc rozumieć jako ...

– … Dogrywkę? Czas doliczony?

– Nie, nie. Raczej trzecią połowę”, trzecią część”, tj część najważniejszą i decydującą. 

Film ukazał całą historię w bardzo dramatyczny, ale przystępny sposób. To był przełomowy moment, bo kino dociera do mas. Kolejne kroki to pośmiertne nagrodzenie czterech uczestników meczu medalem „Za otwagu” („Za męskość”) w 1964 roku, odsłonięcie pomnika jego ofiar przed kijowskim stadionem w 1971 roku i pojawienie się książki N. Dołgopołowa „Oni srażalis futbołom” („Oni walczyli piłką”) w drugiej połowie lat 80-tych - zdradza historyk.

Rocznica pod znakiem obalenia mitu

Latem tego roku upłynęło 70 lat od pamiętnej konfrontacji. Z tej okazji całej sprawie przyjrzał się bliżej New York Times. Artykuł, który uszeregował poszerzaną w ostatnich latach wiedzę zatrząsł legendą w posadach. Nie był to tekst pionierski, ale z racji pozycji gazety, odbił się na świecie szerokim echem.

Po przeanalizowaniu raportów z niemieckiego śledztwa prowadzonego od 1974 do 2005 roku, wykazano, że niemal wszystko, co miało się zdarzyć po feralnym spotkaniu, jest fałszem. Dowód nr 1 znajdziecie tuż nad tym artykułem. Zdjęcie przedstawiające oba zespoły w pogodnych humorach zrobiono, jak się okazało – po meczu. Czy tak wyglądają twarze ludzi, których za parę chwil czeka śmierć? Dotarto też do zeznań Makara Honczarenki grającego dla FC Start. Piłkarz już w 1985 roku przyznał, że po ostatnim gwizdku drużyna wzięła prysznic i z drobnym tylko niepokojem wróciła do domów. A co z rzekomym rozstrzelaniem?

– Opinie, że oficjalna wersja może być zakłamana, pojawiały się już w latach 80-tych. W roczniku Futbol” z 1987 r. ukazał się artykuł z informacją, że po konfrontacji z oficerami Luftwaffe zginęło tylko czterech graczy, a nie jak wcześniej głoszono – cały zespół. W latach 90-tych takie informacje pojawiały się coraz częściej. Z dojściem do władzy Wiktora Juszczenki o poradzieckich mitach znów zrobiło się głośno. To jego wielka, choć prawdopodobnie jedna z nielicznych zasług – przyznaje dr Nagirnyy.

„Bo przyplątał się pies”

Nie ulega jednak wątpliwości, że czterech zawodników FC Start niedługo po spotkaniu poniosło śmierć. Dlaczego?

– Mówi się, że część graczy współpracowała z NKWD, a ściślej z Pawłem Sudopłatowem, jednym z najwybitniejszych wywiadowców XX wieku. Historycy wspominają też o możliwym donosie na piłkarzy, w którym bezpodstawnie oskarżono ich o działania dywersyjne wobec Niemców. Takie były najpewniej powody ich aresztowania.

Później jednemu (N. Korotkich) wygrzebano dawną fotografię w komunistycznym mundurze i zamęczono torturami. Innego (A. Tkaczenko) zastrzelono przy próbie ucieczki we wrześniu 1942 roku. Resztę rzucono do obozu. O tym, co się w nim działo istnieją różne teorie. W myśl tej najbardziej wiarygodnej, pewnego dnia podczas obozowych prac do jednego z piłkarzy przyplątał się pies. Poddenerwowany jeniec uderzył go łopatą, co zauważył oficer. Właścicielem czworonoga, jak się okazało, był dowódca obozu. Połowę będących na miejscu aresztantów karnie rozstrzelano. Wśród nich znalazło się dwóch z naszych bohaterów - N. Trusiewicz i A. Klimienko – zdradza historyk.

W opozycji do mitu stoi też fakt, że Start Kijów po spotkaniu z Flakelf zdołał rozegrać jeszcze jeden mecz – z ukraińską drużyną Ruch. Tatiana Bykowa, historyczka z Ukraińskiej Akademii Nauk ma swoją teorię o tworzonych wokół Meczu śmierci” mitach.

Władze z początku uznawały rozegranie pojedynku za akt kolaboracji z Niemcami. Chciały to przemilczeć. Ale pod gradobiciem pojawiających się artykułów, uznano, że skoro dżin został już wypuszczony z butelki”, to warto tę historię obrócić na swoją korzyść – twierdzi.

Każdy ma swojego bohatera

Niektóre kwestie pozostają jednak niewyjaśnione. Wiadomo, że po wojnie czterej zawodnicy Startu byli represjonowani w ZSRR, jeden z nich został nawet skazany na 25 lat prac w obozie (N. Golembiowskij). Dlaczego prześladowano radzieckich bohaterów? Dlaczego, gdy odznaczano ich w latach 60-tych, część imion pomylono? Było to działanie przypadkowe, czy może celowe? Dlaczego na internetowej stronie Dynama nie sposób znaleźć informacje o Meczu śmierci”?

– Musimy wierzyć, że fachowcy zdołają rozwikłać zagadkę do końca. To bardzo ważne. Proszę zrozumieć, miałem 13 lat, gdy upadł komunizm. Rok lub dwa wcześniej oglądałem w telewizji spotkanie Dynama Kijów. Wówczas ojciec opowiedział mi o bohaterskich piłkarzach gotowych zginąć, by bronić honoru Ukrainy. On nie jest historykiem, znał wersję, którą wbito mu do głowy w szkole w latach 70-tych. Pogląd, jaki przedstawiał wówczas mój ojciec, był w kraju bardzo powszechny. Koniecznie, musimy z tym walczyć, a nie jest to łatwe, gdy pojawiają się produkcje filmowe fałszujące historię, jak rosyjski Mecz” z 2012 roku. Zachowano tam wprawdzie zgodność z częścią faktów, ale nadal propagowano mit o „Meczu śmierci”, a Ukraińców przedstawiono w negatywnym świetle. Dopóki będą powstawać takie pozycje, obraz historii nigdy nie będzie jasny.

– Koniec końców legenda nikomu nie szkodzi, a może budować poczucie jedności narodowej wśród Ukraińców. Warto poświęcać ją zatem na rzecz prawdy?

– Po części ma Pan rację. To było dawno, poza tym komunizm dał nam wiele trwalszych mitów opartych na dużo dramatyczniejszych wydarzeniach. Ale z drugiej strony, jako historyk wiem, że mit tworzy mit. Na tym opierał się cały ustrój ZSRR. Musimy rozliczać się ze swojej przeszłości, by czerpać z niej na przyszłość. Ważne przy tym, byśmy to robili mądrze. Do dziś nie znamy i prawdopodobnie nie poznamy pobudek, jakimi kierowali się ci ludzie. Ale jeśli współpracowali z NKWD, to z Niemcami najpewniej kolaborowali tylko pozornie. A taka walka wymaga nie mniejszej odwagi niż na froncie, z karabinem w ręku. Musimy tu pamiętać, że wówczas współdziałanie radzieckich obywateli z NKWD nie było wyrazem uległości, a patriotyzmu. Podobnie, jakby Pan pracował dziś dla polskich służb bezpieczeństwa.

Zresztą sam fakt, że wyszli na boisko i wygrali mecz nie ulegając kilkukrotnym naciskom rywali, dowodzi ich wielkiego męstwa. Męstwa, którego wyrazem jest pomnik ustawiony przed stadionem Dynama Kijów. Wierzę, że będzie tam stał po wsze czasy. Nie w hołdzie piłkarzom biorącym udział w Meczu śmierci”, a raczej wszystkim tym, którzy polegli po stronie ukraińskiej podczas II Wojny Światowej – dodaje dr Nagirnyy.

Całą sprawę zręcznie podsumowała Marina Szewczenko, historyczka z kijowskiego muzeum II wojny światowej.

Wiadomo, że taki mecz rzeczywiście miał miejsce. Ale wiadomo też, że wbrew legendzie nie był to Mecz Śmierci”. Ludzie potrzebują mitów, każdy ma swojego bohatera – tłumaczy.

Pojedynek z 1942 roku popchnął radzieckich żołnierzy do walki przeciwko nazistom. Komunistycznym politykom służył do szerzenia totalitarnej ideologii. Szarych świadków wojny miał przekonać, że obowiązkiem każdego ciemiężonego narodu jest opór. Na wszelki możliwy sposób.

Komu jednak legenda sprzed lat przyniosła najwięcej? Prawdopodobnie Futbolowi. Wypchnęła go bowiem poza klasyczną definicję sportu dowodząc, że jest zjawiskiem o dużo większym znaczeniu.

Czytaj więcej o: Dynamo Kijów, Ukraina, Po ostatnim gwizdku

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (11)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze