Gwiazda tygodnia: Stephan El Shaarawy

Autor: Tomasz Delimat | 03.12.2012 09:34 | komentarzy: 13 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

Stephan El Shaarawy od około miesiąca dosłownie ocierał się o zagoszczenie na łamach naszego serwisu. Teraz nic nie może zabrać tytułu Gwiazdy tygodnia zawodnikowi, którego kariera nabiera ostatnio tempa jak odjeżdżające ze stacji TGV.

Jeśli ktoś nie słyszał jeszcze nazwiska El Shaarawy, to znaczy, że najpóźniej pod koniec lata musiał stracić kontakt z futbolową rzeczywistością. Albo tak bardzo nie lubi AC Milanu, że nakazał swojemu internetowi blokowanie wszelkich wiadomości związanych z tym klubem. W tym drugim wypadku nie trafiłby rzecz jasna na ten tekst, ale – odrzucając coraz mniej logiczną ironię – postępy popularnego „Faraona” naprawdę warto śledzić. Nazwisko wymawia się łatwo, po prostu „Szarawy”. Do rodzinnych stron tego gracza nie trzeba sięgać w okolice Kambodży, wbrew pozorom przyszedł on na świat we Włoszech. Nie taki całkiem szary, ale Shaarawy – do zapamiętania.

Ale jeśli ktoś śledzi przynajmniej wyniki Milanu w Serie A i Lidze Mistrzów, wie, skąd wybór Gwiazdy tygodnia. „Rossoneri” zaliczyli dramatycznie słaby początek sezonu, a jedynym światełkiem w ich ciemnym jak polskie niebo o 16:00 tunelu był Stephan El Shaarawy. Chłopak, który zdobywał więcej goli, niż jego zespół punktów. Dopiero teraz Milan wraca na właściwą ścieżkę, a po informację, komu to zawdzięcza, odsyłam do tytułu tego tekstu.

Skąd więc nazwisko? Z Egiptu. Sam bohater artykułu mógł tego kraju nie widzieć nawet na oczy, ale jego ojciec pochodzi właśnie stamtąd. Stephan El Shaarawy urodził się 27 października 1992 we włoskiej miejscowości Savona, położonej 40 kilometrów od Genui. Występował w małym klubie o nazwie Legino, a w 2006 roku przeniósł się do FC Genoi, jednego z najsłynniejszych zespołów w okolicy. W grudniu 2008 roku, mając dokładnie 16 lat i 55 dni, zadebiutował w Serie A, wchodząc na ostatnie dziesięć minut spotkania z Chievo Werona. Był to jeden z łącznie trzech ligowych występów, jakie skrzydłowy zaliczył dla dorosłego zespołu Genoi podczas całego swojego pobytu w tym klubie. Ale, jak widać, również wśród juniorów można stać się znakomitym piłkarzem.

El Shaarawy w Genoi

El Shaarawy'emu bardzo też pomogło wypożyczenie do Padovy. Ba, być może nikt by o nim dziś nie słyszał, gdyby nie pobyt w tym zespole. W sezonie 2010/2011 młody zawodnik strzelił dla ekipy z Serie B aż dziewięć bramek i zapewne liczył na to, że powalczy następnie o miejsce w składzie Genoi. Skończyło się jeszcze lepiej. Włocha wypatrzył Milan, który był tak zdeterminowany, że wyłożył aż 7,5 miliona euro. Wszyscy zastanawiali się, co takiego jest w tym anonimowym graczu, by płacić za niego tyle pieniędzy. Dziś już wiedzą.

El Shaarawy na wypożyczeniu w Padovie

O tym, że świeżo upieczony mistrz Włoch sprowadził niejakiego Stephana El Shaarawy'ego, od razu zapomniano i skupiono się na innych sensacjach z okienka transferowego. Wydawało się zresztą oczywiste, że gracza z egipskimi korzeniami czekają w Milanie treningi z juniorami. Ale już we wrześniu 2011 roku „Faraon” zagrał w Serie A przeciwko Napoli, wchodząc w miejsce kontuzjowanego Alexandre Pato, a kilka dni później strzelił gola w starciu z Udinese. Problemy kadrowe „Rossonerich” niebawem się skończyły, El Shaarawy z powrotem wylądował więc na ławce, ale trener Massimiliano Allegri nie chciał zgodzić się na jego wypożyczenie do słabszego klubu. Szkoleniowiec stwierdził, że reprezentanta wówczas jeszcze włoskiej młodzieżówki będzie potrzebował w rundzie wiosennej sezonu 2011/2012.

W tej Stephan El Shaarawy zaczął pojawiać się na boisku częściej. Znów strzelił gola Udinese, tym razem dającego ważne zwycięstwo. A latem, gdy Milan „szalał” na rynku transferowym, musiał mentalnie przygotowywać się już na pierwszy skład.

Do dziś ciężko zrozumieć, jak „Rossoneri” mogli sprzedać Zlatana Ibrahimovicia, najlepszego napastnika na świecie, a w jego miejsce sprowadzić drewnianego jak stołowa noga Giampaolo Pazziniego – który „Ibrze” może co najwyżej czyścić buty. Nie pojmuję, dlaczego nie pozyskano godnego następcy dla Thiago Silvy, bez którego gra defensywna totalnie się rozsypała. Nie wiem, na co liczono po Bojanie Krkiciu albo Nigelu de Jongu, którego mottem jest „kopnij najpierw przeciwnika, potem ewentualnie piłkę”. W tej sytuacji katastrofa była nieuchronna. Milan przegrywał mecz za meczem, Allegri sam chyba nie wiedział, czy jest jeszcze trenerem, a odzyskanie tytułu mistrzowskiego przestało być celem zespołu już po kilku kolejkach.

Cóż za paradoks, że właśnie w tym czasie swoje najlepsze chwile przeżywał Stephan El Shaarawy. 20-latek znalazł się nagle o kilka klas wyżej, niż wszyscy jego koledzy z zespołu. Zaczęło się – a jakże inaczej – od trafienia przeciwko Udinese. Potem Włoch dwa razy „ukłuł” Cagliari, trafił do siatki Parmy, Lazio, Genoi, Palermo i Chievo, strzelił też arcyważnego gola w pojedynku Ligi Mistrzów z Zenitem w Petersburgu. 17 listopada w wyjazdowym starciu z Napoli Milan był już praktycznie pogrążony, ale dwie bramki „Faraona” dały mu remis 2:2. Później doszedł gol w Champions League przeciwko Anderlechtowi, a w ostatni weekend dwa trafienia w pojedynku z Catanią. W Serie A El Shaarawy ma w tym sezonie już 12 goli i przewodzi klasyfikacji strzelców, regularnie powiększając swój dorobek.

Remis z Napoli, wywalczony de facto przez bohatera tego tekstu, był też w pewnym sensie przełomem w grze Milanu. Od tej pory „Rossoneri” wydają się wracać na właściwą ścieżkę – zapewnili sobie wyjście z grupy Ligi Mistrzów, pokonali w ligowym szlagierze Juventus Turyn. El Shaarawy po drodze zaliczył debiut w dorosłej reprezentacji Włoch, dla której w tej chwili zagrał już trzy razy, a w ostatnim towarzyskim pojedynku z Francją strzelił nawet gola.

Stephan El Shaarawy potrafił wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, gdy jego zespół przeżywał gehennę. Potrafi też robić to teraz, podczas powrotu na odpowiednie tory. Jest nadzieją nie tylko Milanu – przede wszystkim daje nadzieję włoskiej piłce. W momencie, w którym Serie A przechodzi wyraźny kryzys i staje się coraz mniej atrakcyjnym kierunkiem dla piłkarskich gwiazd, „Faraon” pokazuje, że na Półwyspie Apenińskim można jeszcze grać z pasją. Jeśli więc podczas meczu Milanu wszyscy gracze będą stać, a jeden – taki z irokezem – nie zechce przerywać swojego biegu, możecie być pewni, kim jest ten jeden.

Czytaj więcej o: AC Milan, Włochy, Stephan El Shaarawy, Gwiazda tygodnia

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (13)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze