Zapomniane gwiazdy: Juninho Pernambucano cz.1

Autor: Bartłomiej Misztal | 23.12.2012 20:26 | komentarzy: 18 | kategoria: Zapomniane gwiazdy |

Piłkarz klasy światowej, lider drużyn, w których występował, mocno wierzący człowiek, skromny zawodnik. Do dzisiaj bramkarze drżą, kiedy podchodzi do stałych fragmentów gry. To głównie dzięki niemu jeden z francuskich klubów zdobył wiele trofeów oraz szacunek na początku XXI wieku. Przyjrzyjmy się więc życiorysowi Antonio Augusto Ribeiro Reisa, bardziej znanego jako Juninho Pernambucano.

Wszystko zawdzięcza… krabom

Juninho przyszedł na świat 30 stycznia 1975 roku w brazylijskiej miejscowości Olinda, która należy do aglomeracji Recife. Nie wiadomo było jeszcze, co z niego wyrośnie, ale jak każdy młodziak z wcześniej wymienionych terenów zabijał czas na jednej, może mało bezpiecznej, ale wciągającej zabawie. Było to polowanie na kraby. Aby dorwać takie małe stworzonka, trzeba było się nieraz mocno namęczyć. Co więcej, spryt, technika i zwinność odgrywały bardzo ważną rolę w łapaniu ich. Jeden mały błąd kosztował mocnym i bolesnym „uściskiem dłoni” kraba. Podobno najlepszą metodą na złapanie go było wcielenie się w jego rolę. Jeżeli zachowywało się jak krab, o wiele łatwiej można było go przechytrzyć. Stąd też młody Juninho musiał małymi, ale pewnymi krokami przemierzać plaże Olindy, aby móc cieszyć się razem ze swoimi kolegami z upolowanej zdobyczy. Nie wiedział jednak, że te ruchy kraba i wytrenowanie stóp, które z czasem stały się bardzo elastyczne, pomogą mu w przyszłej karierze piłkarskiej. Niby zwykła zabawa, a zrobiła z niego wspaniałego piłkarza, który w przyszłości stanie się pogromcą bramkarzy na całym świecie.

Wolał grać na hali

Gdy myśli się o wielkich piłkarzach brazylijskich, pierwsze co przychodzi do głowy to gra w piłkę nożną na brudnych ulicach lub podwórkach. W przypadku Juninho to myślenie jest mocno przereklamowane. Swoją przygodę z futbolem zaczął od gry na hali. Wówczas nie mieszkał w Olindzie, a w Boa Vista. Wziął udział w turnieju, który zebrał wszystkie dzieci z kondominium Portal da Boa Vista – drużyna, w której grał, zajęła ostatecznie trzecie miejsce. To był dla niego wielki krok do piłkarskiej kariery. Różne kluby nastawione na futsal oferowały mu grę w swych barwach, a Juninho szybko stawał się liderem w tych zespołach. Bardzo często grywał z opaską kapitańską. Zawsze chciał wiedzieć jak najwięcej, nie tyle o swoich rywalach, co o samej piłce nożnej.

– Odkąd pamiętam, zawsze miałem możliwość gry w piłkę nożną. W czasach kiedy grałem na hali, bardzo często zdarzało mi się przyjeżdżać wcześniej, aby móc oglądać przeciwników. Zawsze zwracałem uwagę na to, jak grają i przekazywałem te wytyczne swoim kolegom. Uznałem, że to najlepsza metoda, aby wygrać mecz. Tą samą zasadę stosowałem w Lyonie, a wyniki mówiły same za siebie – wspomina Juninho.

Czas decyzji

Gdyby Bóg widział Juninho jako reprezentanta Brazylii w piłce halowej, pewnie nie słyszano by o nim zbyt wiele, ewentualnie podczas międzynarodowego turnieju. Tak się nie stało, dzięki czemu świat mógł poznać się na jego talencie. W 1991 roku dołączył do Sport Recife. Ten klub nie miał bogatej historii – tylko raz zdobył mistrzostwo kraju, w dodatku w kontrowersyjnych okolicznościach. Ale to tam zaczynali tacy wspaniali piłkarze, jak Ademir czy Vavá. Chcąc dorównać tym legendom, Juninho rozpoczął ciężką pracę na boisku, by za dwa lata móc zadebiutować w drużynie seniorów. Rozegrał w niej zaledwie jeden sezon, strzelając 2 gole w 24 spotkaniach. Później przyszedł trudny czas i roczna przerwa. Los chciał, że pomocną dłoń wyciągnął do niego jeden z najbardziej popularnych klubów w Brazylii, Vasco da Gama. Antonio stanął przed ciężkim wyborem, lecz ostatecznie zdecydował się opuścić rodzinne okolice, aby grać w Rio de Janeiro. Jak się później okazało, była to jedna z najlepszych decyzji w jego życiu.

Witaj, piłkarski świecie!

W 1995 roku Juninho Pernambucano zaczął swoją karierę jako zawodnik Vasco. Praktycznie od razu stał się podstawowym zawodnikiem tego klubu. Rok później, po sprowadzeniu Edmundo, drużyna z Rio de Janeiro zdobyła swój trzeci tytuł mistrzowski w Brazylii.

Jaka była w tym zasługa Juninho? Okazało się, że dopiero wtedy zabawy z krabami obdarowały go sztuką, której pozazdrościć mu mogli nawet Zico, Platini czy Beckham. Antonio, dzięki bardzo elastycznej stopie, przypomniał słynny strzał stworzony przez jego rodaka, Didi. Ten strzał, to tzw. „spadający liść”. Juninho w momencie uderzenia nie nadawał rotacji piłce, przez co jej tor lotu mógł całkowicie zmylić bramkarza.

– Uderza. Nie podkręca piłki ani jej nie pieści, mimo to trajektoria lotu jest strasznie dziwna. Nie da się jej przewidzieć, trzeba się z tym pogodzić – stwierdził były bramkarz Olympique Lyon, Gregory Coupet.

 Antonio nieraz zaskakiwał bramkarzy w Brazylii swoim talentem do wykonywania stałych fragmentów gry. Co więcej, polowanie na kraby i treningi na hali dały mu coś jeszcze. Bardzo dobrze czuł piłkę i trzymał ją blisko przy sobie, a stosując małe kroki, jak na plażach Olindy, swobodnymi ruchami omijał kolejnych przeciwników. Nie wyglądało to widowiskowo, ale było bardzo skuteczne.

 W kolejnym sezonie Vasco da Gama nie obroniła tytułu mistrzowskiego. Najlepszy strzelec poprzednich rozgrywek, Edmundo, przeniósł się do Fiorentiny, ale to i tak nie przeszkodziło klubowi z Rio de Janeiro w osiągnięciu trofeum, które zdobyli po raz pierwszy w swojej historii – Copa Libertadores. W porównaniu do sezonu 97/98, kolejny nie przyniósł niczego. Dopiero następny dał czwarty tytuł mistrzowski i przyciągnął do Vasco dwie gwiazdy brazylijskiej piłki, Romário oraz Juninho Paulistę. Antonio mógł więc grać w jednej drużynie z zawodnikami światowego formatu. To pozwoliło mu rozwinąć się jeszcze bardziej i przyciągnąć uwagę klubów z Europy.

 W sezonie 00/01 nie udało mu się nic wywalczyć. W dodatku Vasco da Gama miała problemy finansowe, przez co zawodnicy nie otrzymywali często wynagrodzeń na czas. To spowodowało, że kilku zawodników opuściło Rio de Janeiro, a wśród nich był Juninho Pernambucano. Wybór nowych barw nie był prosty. Antonio o mały włos nie wylądował w FC Barcelonie. Pewnego dnia zawitał jednak do niego skaut Olympique Lyon. Przekonał go, że we Francji rozwinąłby się o wiele bardziej i miałby większe szanse na regularną grę, niż w „Dumie Katalonii”, w której musiałby walczyć o miejsce przez cały czas. Juninho zdecydował się na przenosiny do stolicy Rodanu. Od tego momentu rozpoczął się wspaniały rozdział w jego życiu, a koszmar dla europejskich bramkarzy.

Nowy świat

Prezes Olympique Lyon, Jean-Michel Aulas miał wizję zespołu, który z samego dna wejdzie na szczyt. Od 1987 roku starał się wypromować ten klub, aby stał się jednym z najlepszych na świecie. Inwestował w nowych trenerów i zawodników. Korzystał także z wychowanków takich jak Florian Maurice, Ludovic Giuly, Frederic Kanoute, Alain Caveglia, Steed Malbranque czy Rémi Garde. To jednak Juninho Pernambucano był jedną z najlepszych inwestycji, jakiej dokonał będąc właścicielem Olympique Lyon.

 Antonio przybył do Francji w ciężkim momencie. Na jego prezentację nie przybyły tłumy fanów, o autograf proszono sporadycznie. Teraz te podpisy są zapewne warte fortunę, ale wtedy nie były niczym szczególnym. Dlaczego tak było? Pech chciał, że w tamtym czasie do Francji, a konkretnie do Paris Saint-Germain ,przybył Ronaldinho Gaucho, którego niemalże każdy chciał „dotknąć”. To i tak nie przeszkodziło Juninho w zdobywaniu trofeów i ciągłym rozwijaniu się.

Sezon 01/02 można uznać za początek dominacji Lyonu we Francji. W poprzednim sezonie „Les Gones” musieli uznać wyższość FC Nantes, ale teraz nadszedł ich czas. Prowadzący w tabeli Racing Lens w ostatnich spotkaniach sezonu stracił przewagę nad piłkarzami ze stolicy Rodanu. Po przedostatniej kolejce sezonu obie drużyny zajmowały ex aequo pierwsze miejsce, a piłkarze z Lens mieli lepszy tylko bilans bramkowy. Co ciekawsze, w ostatniej obie drużyny zmierzyły się właśnie ze sobą. Cała Francja była więc 4 maja 2002 roku skupiona na wydarzeniu, jakie miało miejsce na Stade Gerland.

Finał Ligue 1

Stade Gerland był wypełniony po brzegi. Kibice jednej i drugiej drużyny dopingowali swoich ulubieńców. Przed meczem większe szanse dawano RC Lens, któremu do szczęścia wystarczył remis. Lyon musiał więc wygrać za wszelką cenę. Skrzydeł dodawał temu zespołowi fakt, że wcześniej nie przegrał ani razu na własnym terenie. Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie. Sidney Govou sam wypracował sobie pozycję do oddania strzału i pokonał w 8. minucie Guillaume Warmuza. Po 14 minutach meczu było już 2:0 dla gospodarzy. Dobre dośrodkowanie Pierre’a Laigle'a wykorzystał Philippe Violeau, który strzałem z woleja zwiększył prowadzenie OL.

Piłkarze Lens nie zamierzali składać broni. W 27. minucie kontaktowego gola zdobył Jacek Bąk, który w styczniu 2002 roku został wypożyczony do klubu z północnej Francji właśnie z Lyonu. Polski obrońca nie mógł nawiązać wspólnego języka z ówczesnym trenerem „Les Gones” Jacquesem Santinim i przeniósł się na pół roku do Lens. Lyon był w tarapatach, gdyż goście z każdą minutą nabierali pewności siebie. Na szczęście udało się dowieźć prowadzenie do końca pierwszej połowy.

 W drugiej odsłonie spotkania zobaczyliśmy przebłysk geniuszu Juninho. W 52. minucie Brazylijczyk najpierw przejął piłkę w środkowej części boiska, później małymi „krabimi” krokami ograł Jocelyna Blancharda, a następnie posłał długie, dokładne podanie w stronę niepilnowanego Pierre’a Laigle. Francuz uderzył od razu, futbolówka odbiła się od nóg próbującego ratować sytuację Jean-Guy Wallemme i powędrowała do bramki tuż nad golkiperem Lens. Lyon mógł świętować swój pierwszy w historii tytuł mistrzowski, a Juninho dołożył kolejne trofeum do swojej kolekcji.

Magiczne trio Paula Le Guena

Od sezonu 02/03 Lyon miał nowego trenera, Paula Le Guena. Była to druga drużyna, którą prowadził w swojej karierze szkoleniowca. Postawił na wychowanków oraz dał sporo swobody nowym zawodnikom. Wszystko po to, aby stworzyć zgraną drużynę, o której wkrótce będzie się mówić głośno w całej Europie.

 Lyon zaliczył udany sezon. Chociaż nie udało mu się awansować ze swojej grupy w Lidze Mistrzów, a w Pucharze UEFA przegrał dwumecz w trzeciej rundzie z tureckim Denizlisporem, to obronił tytuł mistrzowski w swoim kraju. Dodatkowym smaczkiem dla podopiecznych Paula Le Guena było zwycięstwo w turnieju Peace Cup. Juninho był jednym z najważniejszych ogniw tego sezonu, razem z Mahamadou Diarrą i Edmilsonem w środkowej strefie. Następne rozgrywki pokazały jego kunszt strzelecki wszystkim klubom Starego Kontynentu.

Sezon 03/04 bez wątpienia można uznać za jeden z najlepszych w karierze Juninho Pernambucano. Do drużyny mistrza Francji dołączył Michael Essien, którego media porównywały do Patricka Vieiry. Razem z Juninho i Mahamadou Diarrą stworzył „magiczny tercet”, który dzielił i rządził we Francji.

Druga część za tydzień

Czytaj więcej o: Olympique Lyon, Francja , Brazylia, Zapomniane gwiazdy, Juninho Pernambucano, Sport Recife, Vasco da Gama

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (18)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze