Gwiazda tygodnia: Mario Balotelli

Autor: Tomasz Delimat | 11.02.2013 14:24 | komentarzy: 22 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

Pana ze zdjęcia w tej akurat rubryce bym się nie spodziewał. Ale trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie. Mario Balotelli w pełni zasłużył na to, by zostać nową Gwiazdą tygodnia.

Ten dział nie jest chyba odpowiednim miejscem na osobiste wynurzenia, ale ja nie mogę się powstrzymać od chwili szczerości. Nie ma na świecie drugiego piłkarza, którego tak bardzo jak Balotellego nie cierpię. To gracz irytujący pod każdym względem. Niewielkie umiejętności, a problemów mnóstwo – myślałem do tej pory. Do polskiego kanonu weszło już jednak powiedzenie „Futbol nauczył mnie pokory”. Używa go Dariusz Szpakowski, gdy w 85. minucie spotkania jeden z zespołów prowadzi 5:0, a komentator musi przekonać widzów do pozostania przed telewizorami i wysłania SMS-a na piłkarza meczu. Futbol uczy pokory także mnie – pokory w ocenianiu ludzi.

O Mario Balotellim pisałem już podczas ostatnich mistrzostw Europy i, by nie powielać pewnych kwestii, do tego tekstu – dostępnego TUTAJ – odsyłam. Felieton tamten nosił tytuł „Genialny wariat”. Gdybym pisał jednak o „Super Mario” w okolicach listopada, artykuł byłby zatytułowany „Wariat z objawami geniuszu”. A na przełomie grudnia i stycznia – „Upośledzony wariat”.

Za upośledzonego wariata uznałem też w pewnym momencie dyrektora sportowego Milanu, Adriano Gallianiego. Wydanie 20 milionów euro na Balotellego wydawało się być intelektualnie porównywalne z rozebraniem się i pilnowaniem ubrania. Zamiast wydawać fortunę na wieczne problemy, lepiej było doinwestować obiekty juniorskie. Albo kupić 10 milionów piw. Ale to myślenie jeszcze sprzed lekcji pokory. A futbol nauczył mnie pokory.

Mario Balotelli zawsze potrafił zwrócić na siebie uwagę mediów. Ale rzadko kiedy dobrą grą. Najlepszym podsumowaniem jego pobytu w Interze Mediolan niech będzie krótkie streszczenie anegdoty, jaką opowiedział ostatnio Jose Mourinho, ówczesny trener „Nerazzurrich”:

„Kiedyś graliśmy w Lidze Mistrzów z Rubinem w Kazaniu. Wówczas wszyscy moi napastnicy byli kontuzjowani, miałem więc do dyspozycji tylko Balotellego. Pod koniec pierwszej połowy Mario dostał żółtą kartkę i czternaście z piętnastu minut przerwy spędziłem rozmawiając z nim. – Mario, nie mogę cię zmienić, nie mam nikogo na ławce. Nie dotykaj nikogo. Gdy stracisz piłkę, nie reaguj. Gdy sędzia popełni błąd, nie reaguj. Gdy ktoś cię prowokuje, nie reaguj – prosiłem. W 46. minucie Balotelli dostał czerwoną kartkę.”

W Manchesterze City scenariusz był bardzo podobny. Przebłyski geniuszu – jak hat-trick w derbach z United – zdarzały się znacznie rzadziej, niż skandale. Gdy Balotelli pojawiał się na boisku, było niemal pewne, że w najbliższych trzech meczach nie zobaczymy go ze względu na dyskwalifikację. Napastnik lubił kogoś kopnąć, po kimś podeptać, wskoczyć korkami na czyjąś głowę. Ale wszystko uchodziło mu na sucho – w końcu trenerem City był Roberto Mancini, który nieraz mówił, że Mario traktuje jak syna. „Balomania”, trochę dla mnie niezrozumiała, wybuchła po Euro 2012. Młody snajper rozegrał na tym turnieju jeden jedyny dobry mecz, ale ten mecz dał mu we wszystkich niemalże sportowych mediach miano gwiazdy Euro. „Cieszynka na Balotellego” stała się prawdziwym symbolem imprezy. Ale o tym, by Mario dojrzał, mówić nie było można.

Po przegranym finale Balotelli rozpłakał się, nie chciał przyjąć srebrnego medalu, a później ruszył w nieznane i odnalazł się tuż przed planowanym odlotem reprezentacji Włoch do kraju. W nowym sezonie Premier League musiał natomiast pogodzić się z rolą czwartego napastnika Manchesteru City. Sergio Aguero, Carlos Tevez i Edin Dzeko grali częściej od niego grali, trafiali do siatki i było z nich znacznie więcej pożytku. Balotelli gola strzelił tylko raz i krytykowali go już wszyscy z wyjątkiem Roberto Manciniego. Ale i trener w końcu stracił cierpliwość. Gdy na początku stycznia na jednym z treningów pomiędzy Włochami doszło do szarpaniny, stało się jasne, że oto Mario został wydziedziczony przez swojego „ojca”. I że jeszcze w styczniu dojdzie do transferu.

Balotelli vs. Mancini

Na początku przygody z Milanem Mario Balotelli wdał się w sprzeczkę z mediolańską policją. Gdy pod lotniskiem stanął w niedozwolonym miejscu, funkcjonariusze poprosili go o przeparkowanie samochodu. Mario „przestawił” go w to samo miejsce, a następnie nie mógł pojąć (choć jest bardziej inteligentny niż przeciętny człowiek, jak sam kiedyś powiedział), dlaczego został ukarany mandatem. Można się było tylko zastanawiać, kiedy niesforny napastnik popadnie w konflikt z całym miastem. A raczej czy stanie się to jeszcze w tym sezonie, czy dopiero w przyszłym. Ale tego na razie nie wiemy, bo Balotelli już teraz jest gwiazdą Serie A. W swoim debiucie, przeciwko Udinese Calcio, strzelił dwa gole i zapewnił Milanowi zwycięstwo 2:1. Trafił też w miniony weekend, w pojedynku z Cagliari, więc po dwóch dotychczas rozegranych meczach ligowych ma na swoim koncie trzy bramki.

Wydawało się, że sprowadzając Mario Balotellego Milan ściąga na siebie same kłopoty – bo przecież „Balotelli” i „kłopoty” to wyrazy synonimiczne. I przy okazji odciąża Manchester City, dodatkowo płacąc temu klubowi za pomoc w pozbyciu się problemu 20 milionów euro. Ale Mario zaskoczył, pokazując, że jeszcze umie grać w piłkę. Nie należy spodziewać się, że kiedykolwiek dojrzeje, choć ma dopiero 22 lata. Nie ulega też wątpliwości, że forma reprezentanta Włoch i jego nastrój będą się wahać jak brytyjska flaga koło Parlamentu Europejskiego. Na razie jednak jego słynne „Why always me?” spod koszulki można w Milanie odnieść tylko do zdobywanych bramek.

Why always me?

Czytaj więcej o: AC Milan, Włochy, Mario Balotelli, Gwiazda tygodnia

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (22)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze