Gwiazda tygodnia: Francesco Totti

Autor: Tomasz Delimat | 18.02.2013 14:00 | komentarzy: 16 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

Włoski futbol podobno jest nudny. Ale nikt na świecie nie ma tak fenomenalnego podejścia do piłki nożnej, jak Włosi właśnie. Podejścia w pewnym sensie niedzisiejszego, ale pięknego w całym swoim idealizmie.

 – Jestem rozczarowany ludźmi, którzy twierdzą, że futbol to sprawa życia i śmierci. Moim zdaniem to coś znacznie ważniejszego – powiedzenie Billa Shankly'ego, legendarnego trenera Liverpoolu, jest może nieco wyświechtane, ale idealnie oddaje włoskie pojmowanie piłki nożnej. Przeciętnemu Europejczykowi może nie podobać się to, że w Serie A gra się na stadionach przypominających starożytne rudery, które za nowoczesne mogły uchodzić podczas mundialu w roku 1990. Ale gdy ogląda się mecze na przykład ze stołecznego Stadio Olimpico, nie sposób nie zauważyć analogii do kultury Cesarstwa Rzymskiego. Kibice przychodzą na mecz po to, by zobaczyć walkę – walkę gladiatorów.

Włoscy fani nie wybaczają. W jednej chwili z wielkiego bohatera możesz stać się śmiertelnym wrogiem. Ale kibicom z Półwyspu Apenińskiego należy oddać jedno – są sprawiedliwi. Potrafią więc szanować, a nawet otaczać kultem swoje legendy. Swoich gladiatorów. Cała ta otoczka włoskiego futbolu sprzyja kreowaniu postaci w dzisiejszym świecie sportu niezwykłych. Postaci, dla których klub nie jest miejscem pracy, ale kulturą, codziennością, stylem życia. Postaci, których pierwszym w życiu słowem jest nazwa klubu, do jakiego zostało się przypisanym i w którego środowisku będzie się dojrzewać.

Stąd wziął się w Milanie Paolo Maldini, w Interze Javier Zanetti, a w Juventusie Alessandro Del Piero. I stąd wziął się w Romie Francesco Totti. „Il Capitano”, bohater bez precedensu, ikona w pełnym tego słowa znaczeniu. Człowiek, który od dziecka zasiadał na trybunach Stadio Olimpico i doskonale znał swoją predystynację. Na Romę był skazany, do Romy zapałał nieskończoną miłością, która została odwzajemniona. W młodzieżowych sekcjach tego klubu od dzieciństwa też trenował, a mając 16 lat zadebiutował w pierwszej drużynie. Choć od debiutu mijają właśnie dwie dekady, w życiu Tottiego praktycznie nic się nie zmieniło. Jego życie to nieustannie Roma.

Przywiązanie do barw klubowych deklaruje niezliczona ilość zawodników. Podczas prezentacji w nowych zespołach całują oni herby na koszulkach, mówią, że plakat danej drużyny wisiał nad ich łóżkiem w dzieciństwie, że właśnie spełniają swoje marzenia. Po roku ci sami gracze, skuszeni pieniędzmi, odchodzą do innych klubów, powtarzając całą procedurę pokazową. Francesco Totti testy lojalności niejednokrotnie zdawał. Na początku wieku, gdy Real Madryt budował zespół mający stać się najlepszym w historii futbolu, Włoch dostawał z Hiszpanii konkretne i atrakcyjne oferty. Mógł stać się częścią ekipy z Zidanem, Figo czy Beckhamem, mógł być w ataku partnerem Ronaldo i Raula. Najprawdopodobniej nieraz się wahał, wiedząc, że propozycję z Santiago Bernabeu dostaje się raz w życiu. Ale gdy uświadomił sobie, że w Wiecznym Mieście może stać się wiecznym herosem, podjął krok, który dla 99% zawodników na świecie byłby irracjonalny – odrzucił ofertę Realu. Od tej pory jego boskość jest dla fanów „Giallorossich” podstawową prawdą wiary. A nie należy zapominać, że we Włoszech futbol to religia dominująca.

Wielu panów ekspertów z przekonaniem mówiło już o końcu Tottiego w Romie. Z wieloma trenerami „Il Capitano” się nie dogadywał, wielu uznawało go za gracza nieprzydatnego. Prym wśród tych szkoleniowców wiódł Claudio Ranieri, który z legendą obchodził się jak z workiem na śmieci. Ale Totti robił swoje i nadal ciężko pracował nad swoją formą. Ostatnio z klubu zwolniony został Zdenek Zeman, kolejna bezprecedensowa postać. To prawdziwy trenerski dinozaur, który swojego podejścia do futbolu nie zmienił od jakichś pięćdziesięciu lat. Nie ma dla niego różnicy między obroną a atakiem – w meczu można stracić cztery gole, ale wtedy należy strzelić ich pięć.

Nietrudno było się domyślić, że taka strategia, atrakcyjna niewątpliwie dla neutralnego kibica, w dzisiejszych czasach na najwyższym poziomie po prostu się nie sprawdzi. Wyniki były więc fatalne, Zemana się pozbyto, ale ten właśnie trener pozwolił Tottiemu odżyć. Wypuszczał go na boisko z jasną wskazówką taktyczną: rób co chcesz. Tak zresztą mówił wszystkim swoim zawodnikom. W przypadku 36-latka podziałało – w tym sezonie ma na swoim koncie dziewięć ligowych bramek.

Tą ostatnią Francesco Totti strzelił w miniony weekend, w pojedynku z mistrzem kraju i aktualnym liderem tabeli, Juventusem. Znienawidzony rywal przyjechał na Stadio Olimpico z realną szansą na zwycięstwo, ale w 58. minucie to miejscowi fani mogli ryknąć, gdy pięknym, mocnym strzałem w samo okienko ich największy idol zapewnił wygraną „Giallorossim”. Dla włoskiego snajpera był to gol numer 224 w historii jego występów w Serie A. Już tylko jednego trafienia brakuje mu do zajmującego drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów Szweda Gunnara Nordahla. Do prowadzącego Silvio Pioli – dokładnie pięćdziesięciu bramek.

Mógłbym zakończyć ten tekst stwierdzeniem, że Francesco Totti Piolę na pewno dogoni, bo przecież czym jest pięćdziesiąt goli. Fakty są takie, że na dogonienie po prostu zabraknie czasu. Ale nieraz zobaczymy jeszcze „Il Capitano” strzelającego bramki – czy to charakterystycznym dla niego cucchiao, czyli delikatnym, zaskakującym lobem, czy też atomową petardą, jak przeciwko Juve. Nie można wykluczyć, że Totti zakończy karierę w jakimś egzotycznym kraju – w końcu nawet dla Del Piero czy Raula, choć bardzo chcieli zostać, w pewnym momencie zabrakło miejsca w klubach ich życia. Ale niezależnie od kaprysów zarządu, dla kibiców Romy jeden z ostatnich bandiere, bo tak określają Włosi piłkarskie ikony, pozostanie świętym.

Oby Półwysep Apeniński nadal generował zawodników, którzy będą w stanie oddać życie za jedne klubowe barwy. Zawodników wielkich, jak rzymskie Koloseum. Zawodników takich, jak Francesco Totti.

Czytaj więcej o: Włochy, AS Roma, Francesco Totti, Gwiazda tygodnia

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (16)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze