W cieniu Heysel – sezon 1984/85

Autor: Rafał Krysztopa | 21.02.2013 18:55 | komentarzy: 11 | kategoria: Historia LM |

Finał Pucharu Mistrzów pomiędzy Juventusem a Liverpoolem miał być zwieńczeniem bardzo dobrego sezonu. Dramat na Heysel sprawił jednak, że futbol zszedł na dalszy plan.

Kampania Pucharu Mistrzów sezonu 1984/85 stała się wyścigiem dwóch koni. Czterokrotnego triumfatora rozgrywek, Liverpoolu oraz naszpikowanego gwiazdami Juventusu, który rok wcześniej sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów. Włosi nadal jednak czekali na swój pierwszy triumf w PKME.

Polski koszmar

Liverpool kolejny sezon w europejskich pucharach rozpoczął w Polsce, kraju, który Anglikom nie kojarzył się zbyt dobrze. Zaledwie dwa lata wcześniej „The Reds” w ćwierćfinale Pucharu Mistrzów zostali wyeliminowani przez Widzew Łódź. Tym razem los skojarzył z Liverpoolem Lecha Poznań. Trener „Kolejorza" przed spotkaniem odgrażał się, że jeśli jego zespół nie osiągnie przynajmniej półfinału rozgrywek, to on poda się do dymisji. Słowa Wojciecha Łazarka zostały poddane próbie już w pierwszej rundzie. Liverpool nawet bez Iana Rusha, Craiga Johnstona i Graeme Sounessa zdołał utrzymać swój wysoki poziom z poprzednich edycji pucharu. W Poznaniu Anglicy przetrwali początkowy napór gospodarzy zwieńczony strzałem w poprzeczkę Józefa Adamca, a następnie za sprawą Johna Warka zadali w 62. minucie decydujące o wyniku uderzenie. W rewanżu Liverpool gładko po hat-tricku Johna Warka ograł Polaków 4:0.

John Wark nie był jedynym piłkarzem pierwszej rundy, który popisał się hat-trickiem. Podobny wyczyn na swoje konto zapisał w spotkaniu przeciwko fińskiemu Tampere Paolo Rossi, Juventus wygrał ten mecz 4:0. W drugim meczu Włosi po dwóch trafieniach Michela Platiniego ograli Finów 2:1.

Runda outsiderów

W pierwszej rundzie rozgrywek nie zabrakło również niespodzianek. Mistrz Niemiec, Stuttgart w meczu wyjazdowym w Sofii zremisował z Lewskim 1:1. W Niemczech padł remis 2:2, a Bułgarzy dzięki bramkom zdobytym na wyjeździe awansowali dalej.

Szkockie Aberdeen na 10 minut przed końcem spotkania prowadziło już z 2:0, lecz w 83. minucie Artur Schulz zmniejszył rozmiary porażki Dynama Berlin. W stolicy NRD rewanż zakończył się identycznym wynikiem ze wskazaniem na Niemców. Po serii rzutów karnych awans padł łupem zawodników Dynama. Athletic Bilbao nieszczęśliwie wylosował naszpikowane gwiazdami Bordeaux. W składzie „Żyrondystów” znajdowały się takie tuzy francuskiej piłki jak Patrick Battiston, Bernand Lacombe, Alain Giresse czy Jean Tigana. Athletic po pół godzinie spotkania w Bordeaux prowadził 2:1, ostatecznie jednak Francuzi udowodnili swoją wyższość, wygrywając 3:2. W Hiszpanii padł bezbramkowy remis, sędzia nie uznał jednak dwóch bramek Basków, co dosadnie rozwścieczyło zgromadzonych na Estadio San Mames kibiców. Comeback w swoim pierwszym spotkaniu przeciwko Benfice Lizbona zanotowała również Crvena zvezda Belgrad, które z 0:2 podniosła się na 3:2. Ostatecznie na nic to Jugosłowianom się nie zdało.W rewanżu, po dwóch bramkach Dos Santosa dalej awansowały portugalskie „Orły”.

Gorąca wyspiarska krew

Starcie między protestanckim Linfield z Irlandii Północnej a katolickim Shamrock Rovers z Republiki Irlandii zostało przez policję zakwalifikowane jako spotkanie podwyższonego ryzyka. Pomimo rozgrywania spotkania w godzinach popołudniowych, zamknięcia ulic i szkół, między zwolennikami obu drużyn i policją doszło do starć w czasie obu spotkań. Po remisach 0:0 oraz 1:1 na wyjeździe bilet do dalszej rundy otrzymało Linfield.

Irlandczykom z północy nie wróżono jednak zbytnich szans w kolejnym etapie, w którym to przyszło im się mierzyć z byłym finalistą Pucharu Mistrzów, Panathinaikosem Ateny. Grecy w Atenach doznali niemałego szoku, kiedy Linfield w 20. minucie wyszło na prowadzenie. Panathinaikos wziął się jednak do odrabiania strat, by ostatecznie wygrać 2:1. Jeszcze większa „niespodzianka” czekała na Greków w Belfaście. Linfield prowadziło już 3:0. Zawodnicy Panathinaikosu ponownie zakasali jednak rękawy i ruszyli do ataku, by po godzinie gry wyrównać wynik spotkania i zapewnić sobie udział w ćwierćfinale.

Mecz na wodzie

Wchodząc do drugiej rundy Liverpool znajdował się w permanentnym kryzysie. Po porażce przed własną publicznością z Evertonem, „The Reds” w kolejnych 11 spotkaniach uzbierali tylko 11 punktów. Benfica Lizbona stanęła przed niebywałą szansą wyeliminowania znajdującego się w kryzysie giganta. Na Anfield, by pokonać Portugalczyków, Liverpoolowi wystarczyła inteligencja Kenny’ego Dalglisha oraz zmysł strzelecki zdobywcy trzech bramek, Iana Rusha. Benfica musiała się zadowolić jedynie trafieniem Diamantino Mirandy. Rewanż w Lizbonie odbył się w niezwykle romantycznej scenerii. Po czterodniowych opadach deszczu Stadion Światła zamienił się w jedno wielkie jezioro, po którym musieli poruszać się piłkarze. Plany Anglików na ten wieczór zostały pokrzyżowane już w 5. minucie. Bruce Grobbelaar we własnej szesnastce sfaulował Jorge Silvę, a jedenastkę na gola zamienił Manniche. Liverpool znalazł się na krawędzi, desperacko walcząc o utrzymanie korzystnego dla siebie rezultatu. W końcówce spotkania zrehabilitował się Bruce Grobbelaar, który popisał się kilkoma fenomenalnymi interwencjami, a te otworzyły Anglikom drzwi do ćwierćfinału.

Grasshoppers Zurich nie sprawił zbytnich problemów Juventusowi Turyn, który po dwóch wygranych uzyskał promocję do następnej fazy rozgrywek. Do znacznie większego wysiłku zmuszeni zostali zawodnicy Bordeaux, którzy bramkę na wagę awansu zdobyli dopiero w dogrywce.

Spotkanie we mgle

W pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym Liverpool zagrał bez zawieszonego Kenny’ego Dalglisha. Los okazał się jednak łaskawy dla Anglików, kojarząc ich z Austrią Wiedeń. Ambitni Austriacy za sprawą trafienia z ponad 30 metrów Antona Polstera w 23. minucie objęli prowadzenie. Na 5 minut przed końcem meczu Liverpool zdołał jednak wyrównać, a na Anfield bez większych kłopotów „The Reds” odprawili przyjezdnych 4:1.

Bordeaux w pierwszych minutach spotkania zdobyło nad Dnipro Dniepropietrowsk gigantyczną przewagę. W 10. minucie Francuzów na prowadzenie wyprowadził Bernand Lacombe. Po kolejnych 10. minutach dla „Żyrondystów” został podyktowany rzut karny. Sergei Krakovski zatrzymał jednak uderzenie Dietera Mullera, co dało Ukraińcom sygnał do ataku. Stan spotkania w 43. minucie na 1:1 ustalił Vladimir Lyuty. Wobec zamknięcia dla cudzoziemców Pietrowieska, rewanż został rozegrany w Krzywym Rogu. Z powodu nieustępliwej mgły wysłannicy Bordeaux postulowali o przesunięcie spotkania na kolejny dzień. Nieugięta UEFA odrzuciła jednak prośbę Francuzów, a spotkanie zostało rozegrane zgodnie z planem. Po 90 minutach był wynik 1:1, dopiero rzuty karne dały awans Bordeaux.

Dwie czerwone oraz siedem żółtych kartek pokazał sędzia w starciu Goteborgu z Panathinaikosem. Jedyny gol dla Greków padł po rzucie karnym podyktowanym za faul na Christosie Dimopoulosie. Do siatki futbolówkę skierował Dimitris Saravakos. W Atenach ten sam zawodnik ponownie podszedł do rzutu karnego, który ustalił wynik drugiego spotkania na 2:2. Juventus Turyn w dalszym ciągu bezproblemowo odprawiał kolejnych rywali. Tym razem za burtę rozgrywek wyrzucona została Sparta Praga.

Ostatni zakręt przed Heysel

Oba półfinały zostały rozstrzygnięte w pierwszym spotkaniu. Liverpool został skojarzony z Panathinaikosem, którego uważano za najsłabszą ekipę tego etapu rozgrywek. Grecy na Anfield nastawili się na destrukcję, co im wychodziło nader dobrze w początkowym okresie spotkania. Po pół godzinie gry ciągle utrzymywał się bezbramkowy remis. Koncert Liverpoolu rozpoczął się w 35. minucie. Thomas Laftsis wypluł wówczas przed siebie potężne uderzenie z dystansu Kevina MacDonalda, do piłki dopadł John Wark, który rozwiązał worek z bramkami. W ciągu kilku minut po przerwie za sprawą dwóch bramek Iana Rusha Anglicy przesądzili sprawę awansu. W końcówce Panathinaikos dobił James Beglin. W spotkaniu przed własną publicznością Grecy na otarcie łez wygrali skromnie z Liverpoolem 1:0.

Juventus w półfinale trafił na Bordeaux. Katem Francuzów okazał się ich rodak Michel Platini, który przeciwko „Żyrondystom” rozegrał doskonałe zawody. W 28. minucie Platini popisał się doskonałym, 30-metrowym podaniem do Zbigniewa Bońka, który posłał piłkę między nogami bramkarza. W 68. minucie obecny prezydent UEFA kolejnym doskonałym podaniem obsłużył Massimo Briaschiego. Po kilku minutach Francuz zwieńczył swój występ golem, ustalając wynik na 3:0. W Bordeaux Włochów czekała niełatwa przeprawa. Nadzieję w serca „Żyrondystów” w 24. minucie wlał Dieter Muller, na 10 minut przed końcem spotkania kolejną bramkę dołożył Partick Battiston. Mimo huraganowych ataków Bordeaux, Włochom udało się dowieźć premiujący ich do finału rezultat do końca meczu.

Dramat na Heysel

Na finał Pucharu Mistrzów w wydaniu Juventusu Turyn oraz Liverpoolu zęby ostrzyły sobie rzesze kibiców z całej Europy. Inwazja na Brukselę rozpoczęła się w przeddzień spotkania. Z Włoch ciągnęły dziesiątki autokarów, Anglicy przypływali na promach. Kibice na stadionie byli podzieleni standardowo. Po prawej stronie zasiadali Włosi, po lewej Anglicy. Środkowe sektory zajmowali kibice belgijscy. Na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania nikt nie przewidywał, ze trybuny X,Y i X staną się areną dantejskich scen.

Heysel w dniu tragedii

Iskrą zapalającą starcia stały się kamienie i butelki rzucane z sektora angielskiego na włoski. Z minuty na minutę sytuacja na trybunach coraz bardziej się zaostrzała. Służby porządkowe nie podjęły żadnej interwencji. Po przygotowaniu artyleryjskim w postaci butelek, około 19.00 Anglicy przypuścili pierwszy szturm na Włochów, powstrzymany przez służby porządkowe. W kolejnej próbie Anglicy przebiegli przez sektor belgijski i dopadli do fanów „Starej Damy”.

Kibice Juventusu czegoś podobnego się nie spodziewali, zresztą i tak stali na straconej pozycji – nie mieli żadnej drogi ucieczki. Rozjuszeni, pijani fani Liverpoolu przyparli Włochów do muru, który pod naporem kilkuset osób zawalił się. W wyniku tragedii śmierć poniosło 39 osób.

Przed 20.00 wiadome było, że spotkanie nie rozpocznie się o czasie, czyli o 20.15. W gorączkowej naradzie Komitetu Wykonawczego UEFA przeważyło zdanie, że odwołanie spotkania mogłoby doprowadzić do jeszcze większego chaosu.

Tuż przed rozpoczęciem meczu grupka młodych kibiców wniosła na bieżnię transparent z napisem: „Czerwone Zwierzęta“. Cała widownia zaczęła im bić brawo. Policja dość szybko zabezpieczyła transparent – była to jej jedyna udana akcja owego wieczoru.

Transparent „Czerwone Zwierzęta

Spotkanie rozpoczęło się z opóźnieniem godziny i dwudziestu ośmiu minut. Piłkarze obu stron grali zgodnie z przepisami, jakby się obawiając, że ostrzejszy faul może sprowokować tłum na stadionie do kolejnych rozruchów. Żadna ze stron nie osiągnęła przewagi. W 58. minucie tuż przed polem karnym został sfaulowany Zbigniew Boniek. Źle ustawiony sędzia wskazał jednak na jedenasty metr. Rzut karny wykorzystał Michel Platini. Na kwadrans przed końcem spotkania w szesnastce Juventusu został sfaulowany Ronni Whelan. Pół stadionu zerwało się na nogi, sędzia jednak faulu nie dostrzegł. Juventus wygrał 1:0.

Po spotkaniu pojawiły się liczne głosy dostrzegające drugie dno w sędziowaniu Andre Daina. Gwizdkiem szwajcarskiego arbitra UEFA miała zadośćuczynić Włochom i ukarać Anglików. Juventus otrzymał trofeum w szatni, bez żadnej ceremonii. Następnie Włosi wybiegli na boisko, by świętować triumf ze swoimi kibicami. W tym samym czasie karetki zabierały z Hesley ostatnich zmarłych.

Finał (Heysel, Bruksela. 19-05-85)

Juventus Turyn – FC Liverpool 1:0 (0:0). Bramki: Michel Platini 58' z karnego.

Juventus: Stefano Tacconi, Luciano Favero, Sergio Brio, Gaetano Scirea (c), Antonio Cabrini, Massimo Bonini, Michel Platini, Marco Tardelli, Massimo Briaschi (Claudio Prandelli 84'), Paolo Rossi (Beniamo Vignola 89'), Zbigniew Boniek;
Trener: Giovanni Trapattoni.

Liverpool: Bruce Grobbelaar, Philip "Phil" Neal (c), Alan Hansen, Mark Lawrenson (Gary Gillespie 3'), James Beglin, Stephen Nicol, Kenneth Dalglish, John Wark, Ronald Whelan, Paul Walsh (Craig Johnston 46'), Ian Rush;
Trener: Joseph “Joe” Fagan;
Sędzia: Andre Daina (Szwajcaria);
widownia: 58,000.

Czytaj więcej o: Historia Ligi Mistrzów

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Trzeci triumf Milanu – sezon 1988/89

    Aż 30 lat przyszło czekać Milanowi na trzeci Puchar Europy. Trofeum „Rossonerim” zapewniło dopiero pojawienie się na San Siro Arrigo Sacchiego i magicznej trójki Holendrów.

    czytaj więcej
  • O włos

    O włos było już nie raz. Gdy w 1996 roku Widzew z jednym tylko grupowym zwycięstwem (nota bene nad Steauą) opuszczał Ligę Mistrzów, zatrzasnął rodakom bramy do piłkarskiego raju na wiele lat. Do przedsionka – decydującej fazy – trafialiśmy od tamtej pory 12 razy. I choć nigdy nie było tak blisko, to wyniki, które dziś dałyby awans, można policzyć na palcach jednej ręki.

    czytaj więcej
  • Złoty Bayern – sezon 1973/74

    Po trzech kolejnych triumfach Ajaksu Amsterdam zdawało się, że rekord Realu Madryt może zostać pobity. Jednak latem 1973 roku Johan Cruyff zamienił ponury Amsterdam na słoneczną Barcelonę. Po odejściu Holendra Ajax rozpoczął zjazd po równi pochyłej. Centrum europejskiego futbolu przeniosło się zaś 800 km na południowy-wschód do Monachium. Miejscowy Bayern jako pierwszy niemiecki zespół w 1974 roku wygrał Puchar Mistrzów.

    czytaj więcej
  • Futbol Totalny – sezon 1970/71

    W wyzwolonej kulturowo Holandii na początku lat 70. doszło do jednej z największych rewolucji w dziejach futbolu. Trenerzy pokroju Rinusa Michelsa wprowadzili piłkę nożną na wyższy poziom – totalny. Ajax Amsterdam stał się pierwszym zespołem, który w pełni wykorzystał zalety nowego systemu. Holendrzy dzięki Futbolowi Totalnemu sięgnęli po Puchar Mistrzów w sezonie 1970/71.

    czytaj więcej

Komentarze (11)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze