Gwiazda tygodnia: Gareth Bale

Autor: Tomasz Delimat | 04.03.2013 14:59 | komentarzy: 14 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

W najnowszej historii rubryki chyba nie było jeszcze Gwiazdy tak przekonującej, jak ta. Gareth Bale to piłkarz, którego śmiało można nazwać najlepszym jak na razie zawodnikiem roku 2013 w europejskich ligach. I nie ma w jego przypadku mowy o chwilowym wystrzale.

Takie wystrzały zdarzają się w pojedynczych meczach, czasem trwają dwa-trzy tygodnie, ale w końcu się kończą. W przypadku Bale'a mamy do czynienia z utrzymującą się już od dłuższego czasu fenomenalną dyspozycją, która raz po raz wprawia obserwatorów w osłupienie. Gdy wszyscy zastanawiają się, kiedy w końcu Walijczyk przystopuje, ten odpowiada golem. Golem zazwyczaj najwyższej urody, a – co najważniejsze – mającym ogromną wartość dla zespołu. Gareth Bale jest człowiekiem, który w pojedynkę wyciągnął Tottenham Hotspur na trzecie miejsce w tabeli Premier League.

A przecież niewiele wskazywało na to, że akurat on będzie w stanie wybić się ponad przeciętność. Owszem, grając w barwach drugoligowego wówczas Southampton przebojem wdarł się na czołówki angielskich mediów. W dorosłym zespole debiutował w wieku 16 lat, a głównym atutem, jaki bez cienia wątpliwości można mu było przypisać, było wykonywanie rzutów wolnych. Mniej więcej wtedy po raz pierwszy zagrał też w seniorskiej reprezentacji Walii, stając się najmłodszym w historii piłkarzem tej kadry. Ale pierwsze chwile po transferze do Tottenhamu – mającym miejsce latem 2007 roku – sielankowe nie były. Bale, częściej niż do najlepszych piłkarzy na świecie, porównywany był do Corneliusa z „Planety małp” ze względu na rzekome podobieństwo wyglądu (co swoją drogą komplementem raczej nie było). W piłkę grał natomiast przeciętnie i wydawało się, że będzie jednym z wielu zawodników, którzy na nieco wyższym poziomie po prostu sobie nie poradzą. Z pierwszych dwudziestu czterech spotkań, w których zagrał Bale, „Koguty” nie wygrały ani jednego, a angielskie media zaczęły mówić o swoistej klątwie.

Bale i Cornelius

Gareth Bale był sprowadzany do Tottenhamu jako lewy obrońca i to na tej pozycji najpierw przegrywał rywalizację o miejsce w składzie. W pewnym momencie był nawet bliski transferu do Birmingham za symboliczną kwotę. Ale na lewej flance defensywy dokonał się też jego pierwszy wystrzał, który śledziła cała Europa. 20 października 2010 roku Tottenham przyjechał do Mediolanu, by tam rozegrać przeciwko Interowi mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów. Włosi prowadzili już 4:0, ale ostatecznie wygrali tylko 4:3 po jednym z najbardziej niesamowitych hat-tricków w historii futbolu. Niepowtarzalność trzech zdobytych przez Bale'a goli polega na tym, że wyglądały one praktycznie... tak samo. Za każdym razem Walijczyk urywał się spod opieki obrońców i pokonywał bramkarza płaskim strzałem w długi róg bramki, oddawanym z lewej strony pola karnego. Dwa pierwsze gole były dodatkowo zdobyte po błyskawicznych rajdach z okolic środka boiska. Po tym spotkaniu stało się jasne: nie mamy do czynienia z przeciętniakiem.

Równie, jeśli nie bardziej błyskotliwy występ zaliczył Gareth Bale w rewanżu z Interem. Tam „Koguty” wygrały 3:1, a sam Walijczyk, choć gola nie strzelił, zanotował dwie asysty i olśniewające wprost zagrania. Całe to spotkanie było jednym wielkim „Bale show”. Gdy tylko piłkarze Tottenhamu przejmowali futbolówkę, zagrywali ją do swojego nowego gwiazdora, a ten po prostu się rozpędzał. Dosłownie wgniótł w ziemię Maicona, uważanego wówczas za jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego prawego obrońcę na świecie. Brazylijczykowi po tamtym spotkaniu tak szumiało w głowie, że gdyby zbadano go na obecność w organizmie narkotyków, wynik byłby pozytywny. Gareth Bale mógłby wtedy z powodzeniem rywalizować z Usainem Boltem (zresztą w wieku 14 lat sto metrów przebiegał podobno w 11,4 sekundy!), a że do szybkości dołożył znakomity drybling i precyzję podań, w pojedynkę rozłożył słynnych mediolańczyków na łopatki. Naprawdę warto poświęcić cztery minuty na obejrzenie kompilacji poniżej, złożonej tylko z tego jednego meczu.

Bale momentalnie znalazł się na listach życzeń największych światowych klubów, na czele z Realem czy Barceloną, i to mogło mu trochę zaszkodzić. Poniżej pewnego poziomu młody gracz nie schodził, ale też dorównywanie co tydzień do tego fenomenu, jaki zaprezentował przeciwko Interowi, było zadaniem niewykonalnym. We wszystkich rozgrywkach sezonu 2010/2011 strzelił łącznie 11 goli, w kolejnym sezonie poprawił swoje osiągnięcie o jedno trafienie. Równie często, jak o nim, mówiło się jednak o Luce Modriciu. To Chorwat przeszedł ostatecznie do Realu Madryt. Gareth Bale natomiast przedłużył swoją umowę na White Hart Lane, wysyłając przy okazji jasny sygnał: Liga Mistrzów albo transfer.

Sygnał ten dał jednak najwyraźniej samemu sobie, bo jeśli Tottenham awansuje w tym sezonie do Champions League, to zrobi to głównie dzięki Bale'owi. Stopniowe przechodzenie tego gracza z roli obrońcy w skrzydłowego zakończyło się symbolicznie przed rozpoczęciem obecnego sezonu – piłkarz zamienił numer „3” na „11”, co miało podkreślić jego ofensywne inklinacje. Od samego początku był w zespole wyróżniającym się piłkarzem, ale to nie mogło nikogo dziwić. Pierwsze kolejki nie były zresztą dla „Kogutów” specjalnie udane. Prawdziwa eksplozja, trwająca do dziś, rozpoczęła się pod koniec roku 2012.

W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, tzw. Boxing Day, tradycyjnie rozgrywa się w Anglii mecze ligowe. Prezentem pod choinkę dla Garetha Bale'a był hat-trick strzelony w spotkaniu z Aston Villą. A raczej prezentem... nad choinkę. Niedługo po końcowym gwizdku zawodnik wrzucił na Twittera zdjęcie swojego drzewka, na którego samym czubku umieszczona została piłka z tego szczęśliwego meczu.

Choinka Garetha Bale'a

W ostatnich pięciu spotkaniach Premier League Bale strzelił łącznie siedem goli, a każda z tych bramek ma swoją wyjątkową historię. Zaczęło się od wyjazdowego pojedynku z Norwich, w którym reprezentant Walii pod koniec tak sfrustrował się nieporadnością swoich kolegów, że przebiegł z piłką pół boiska i zaliczył trafienie gwarantujące remis. Precyzyjnym strzałem zza pola karnego zapewnił Tottenhamowi wyjazdową wygraną z West Bromwich Albion. Następnie dwa razy trafił do siatki Newcastle – raz z rzutu wolnego, raz wywalczając piłkę w środku pola i następnie pędząc z nią na bramkę. Zabójczo skuteczny w wykonywaniu wolnych był też po drodze, w pojedynku Ligi Europy z Olympique Lyon, gdy dwukrotnie pokonał w ten sposób bramkarza Francuzów.

W ostatni poniedziałek, w pasjonujących derbach na Upton Park, Tottenham pokonał West Ham 3:2. Tym razem rzuty wolne Bale'owi nie wychodziły, lecz i tak 23-latek zdobył dwa piękne gole. Ten drugi, strzelony w 90. minucie, był po prostu majstersztykiem – bombą tak precyzyjną, że aż urastającą do rangi dzieła sztuki. W niedzielę Walijczyk przedłużył swoją niesamowitą serię, trafiając do siatki w derbach północnego Londynu z Arsenalem.

Lionel Messi i Cristiano Ronaldo, do których obecnie śmiało porównuje się Garetha Bale'a, swoje rekordy strzeleckie śrubują głównie w spotkaniach wygrywanych w okolicach wyniku 4:0. Walijczyk strzela natomiast gole kluczowe dla losów spotkań. Gdyby nie jego bramki w ostatnich pięciu meczach Premier League, Tottenham nie zdobyłby w tych spotkaniach trzynastu, ale zaledwie... dwa punkty. „Koguty” znajdowałyby się wtedy na siódmym miejscu w tabeli, a działacze pewnie zastanawialiby się, czy aby na pewno trener Andre Villas-Boas jest odpowiednią osobą w odpowiednim miejscu. Ale wszystkie te hipotezy należy odsunąć – choć Jermain Defoe leczy kontuzję, a Emmanuel Adebayor jest cieniem samego siebie, ciężar zdobywania goli wziął na siebie kto inny. I wysunął zespół na trzecią pozycję, z minimalną stratą do drugiego Manchesteru City.

Hipotezy wysuwają natomiast dziennikarze, zastanawiając się, czy Gareth Bale odejdzie z Londynu najbliższego lata. Sam awans do Ligi Mistrzów może wszakże nie wystarczyć, gdy z astronomiczną zapewne ofertą zgłosi się na przykład Real Madryt. To ten zespół wydaje się w tej chwili stać na pole position w walce o genialnego Walijczyka. Wówczas przed niezwykle ciężkim zadaniem stanąłby Jose Mourinho, bądź też nowy trener „Królewskich” – musiałby znaleźć miejsce na boisku zarówno dla Bale'a, jak i Cristiano Ronaldo, a przecież obaj gracze mają podobny styl gry i występują na zbliżonych pozycjach.

Najbliższa okazja do śledzenia poczynań nowej Gwiazdy tygodnia już w najbliższy czwartek. Tottenham zagra w starciu 1/8 finału Ligi Europy z... Interem. Po przejrzeniu wyników losowania Brazylijczyk Maicon ucieszył się zapewne, że w Mediolanie już nie gra.

Czytaj więcej o: Anglia, Tottenham Hotspur, Gareth Bale, Gwiazda tygodnia

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (14)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze