Gwiazda tygodnia: Robert Lewandowski

Autor: Tomasz Delimat | 29.04.2013 10:14 | komentarzy: 11 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

Założeniem reaktywowanego działu Gwiazda tygodnia było to, by przybliżać sylwetki bardziej i mniej znanych zawodników, którzy błysnęli ostatnio umiejętnościami. Robert Lewandowski w tym dziale już się znalazł. Ale teraz będzie tu po raz drugi.

26 listopada 2012 roku, bo wtedy dla Lewandowskiego znalazło się miejsce w naszym dziale, Polak był już graczem znanym i – przede wszystkim w Niemczech – szanowanym. Strzelał gola za golem w Bundeslidze, trafiał też w Champions League. Nic jednak nie jest w stanie pobić osiągnięcia, które stało się jego udziałem w minioną środę. Przy takim wyczynie nie mogło być mowy o innej Gwieździe tygodnia.

W ostatnich dniach powiedziano i napisano o Robercie Lewandowskim już tyle, że ciężko wnieść do dyskusji coś oryginalnego. Od 1960 roku nikt nie strzelił czterech goli w półfinałowym lub finałowym meczu Ligi Mistrzów. Nigdy nikomu nie udało się czterokrotnie trafić do siatki Realu Madryt w spotkaniu Champions League. „Lewy" swoją kanonadą na stałe zapisał się w historii futbolu.

A przecież nie od początku wróżono mu wielką karierę. W 2006 roku Legia Warszawa uznała, że nic z niego nie będzie i praktycznie za darmo oddała go do Znicza Pruszków. Z występami Lewandowskiego w tym klubie też wiąże się zabawna historia. Gdy Franciszek Smuda jako szkoleniowiec Lecha Poznań szukał napastnika, klubowy szef działu skautingu, Andrzej Czyżniewski, polecił mu obserwować „Lewego" podczas meczu Znicza. Smuda po kilkudziesięciu minutach opuścił trybuny, a następnie w Poznaniu powiedział do Czyżniewskiego: – Ty mi pieniądze za benzynę powinieneś zwrócić, że takie drewno pojechałem oglądać!

Niektórzy wciąż określają Lewandowskiego mianem napastnika „drewnianego", kogoś bez wielkich umiejętności technicznych. Najważniejszy u snajpera jest jednak instynkt w polu karnym. Ten w meczu z Realem nasz zawodnik zaprezentował czterokrotnie. Pierwsze trzy gole zdobył dzięki ogromnej czujności, znalezieniu się we właściwym miejscu i czasie, wykorzystaniu z zimną krwią nadarzającej się okazji. Gdyby nie wykorzystał rzutu karnego, na jego fenomenalnym występie pojawiłaby się skaza, bo przecież wynik 3:1 dawałby Realowi jeszcze całkiem spore szanse na awans do finału. W takim momencie Robert nie mógł się jednak pomylić. Był wówczas prawdopodobnie najbardziej pewnym siebie człowiekiem na Ziemi.

Dzień po meczu Lewandowski otrzymał od francuskiego dziennika „L'Equipe" najwyższą notę „10", przyznaną dopiero po raz szósty w historii gazety, a drugi w XXI wieku – wcześniej na taką ocenę zasłużył w obecnym stuleciu tylko Lionel Messi. O wyczynie Polaka i Borussii rozpisywały się wszystkie europejskie media, co zebraliśmy w specjalnym artykule. Zaraz po meczu ukazał się też na naszej stronie krótki felieton, a osobno zbieraliśmy Wasze reakcje.

Robert Lewandowski ma prawo siedzieć Wam już w lodówce, wychylać się ze stojącej obok doniczki, machać do Was z szafy, wylegując się na ubraniach. Spójrzcie zresztą, czy przypadkiem nie siedzi właśnie na ekranie Waszych komputerów.

Jeśli tak, po raz kolejny pogratulujcie mu wielkiego osiągnięcia. Może dla reprezentacji Polski „Lewy" nie gra tak, jak tego oczekujemy, ale musimy umieć cieszyć się z tego, jaką karierę robi za granicą. Transferem Robert powinien zajmować się później. Teraz niech dopełni dzieła zniszczenia Realu Madryt.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Real Madryt, Hiszpania, Niemcy, Polska, Borussia Dortmund, Robert Lewandowski, Gwiazda tygodnia

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (11)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze