Zapomniane gwiazdy: Paolo Di Canio

Autor: Bartłomiej Misztal | 08.08.2013 12:00 | komentarzy: 14 | kategoria: Zapomniane gwiazdy |

Czy faszysta może być dobry? W teorii te dwie rzeczy się wykluczają. Chyba że chodzi o pewnego włoskiego piłkarza, który podbił Anglię swoją grą, a na widok jego bramek kibice skandowali głośne "Mamma Mia!".

Z Lazio na śmierć i życie

Di Canio urodził się 9 lipca 1968 roku w Rzymie. W stolicy Włoch dla piłkarza wybór jest prosty: Roma albo Lazio. Młody Paolo swoje dzieciństwo spędził w dzielnicy Quarticiollo. Upodobania polityczne łączyły go raczej z Lazio niż z Romą, więc grając w piłkę w końcu trafił do drużyny „Biancocelesti”. W 1985 roku klub był jeszcze w Serie B. Już po jednym sezonie zdecydowano się wypożyczyć Di Canio do Ternany Calcio. W 1987 roku powrócił do klubu ze swojego rodzinnego miasta i z meczu na mecz stawał się coraz lepszy. Widać było jego zaangażowanie w grę oraz skłonności przywódcze. Dzięki temu Lazio w 1988 roku powróciło do Serie A.

Kibice Lazio od razu polubili młodego Di Canio. Głównie ze względu na poglądy – sympatycy „Biancocelesti” to w sporej części faszyści. Paolo myślał tak jak oni, a w dodatku lubił dowodzić na boisku. Przejawy faszyzmu pokazał najbardziej podczas Derbów Rzymu, które miały miejsce 15 stycznia 1989 roku. Lazio wygrało 1:0, a zwycięską bramkę zdobył właśnie Di Canio. Zaraz po strzeleniu gola, podbiegł pod trybunę Curva Sud i zasalutował do kibiców wykonując gest w stylu sympatyków Mussoliniego. Paolo wiedział, że co by się nie stało, jego serce na zawsze pozostanie z Lazio. W Rzymie był jego dom, to właśnie tam się urodził i wychował. W dodatku wystąpił na Mistrzostwach Świata do lat 21 we Francji w 1990 roku i razem z reprezentacją Włoch wywalczył trzecie miejsce. Wiadomo było, że za moment zgłoszą się po niego inne, lepsze kluby. Nie trzeba było długo czekać. Di Canio od nowego sezonu miał reprezentować barwy Juventusu Turyn.

Problemy z trenerami

Di Canio przez trzy sezony grał w koszulce „Starej Damy”. Wydawało się, że taki talent nie może się zmarnować. W dodatku miał szansę występować z wielkim wówczas Roberto Baggio, który pokazał próbkę swoich możliwości podczas Mistrzostw Świata we Włoszech.

To jednak nie wystarczało byłemu piłkarzowi Lazio. Przez trzy lata gry w Juventusie nie był w stanie nawiązać dobrych kontaktów z trenerami Gigi Maifredim i Giovannim Trappatonim. Na pocieszenie udało mu się wywalczyć z „Bianconeri” Puchar UEFA w 1993 roku, ale Paolo potrzebował zmian.

Po zakończeniu sezonu zgodził się na wypożyczenie do Napoli. „Azzurri” miał trenować Marcelo Lippi, a Di Canio miał być zastępcą Gianfranco Zoli. Strzelił zaledwie 5 bramek w lidze, ale niewiele więcej zdobył grając przez trzy sezony w Juventusie.

Po powrocie z Neapolu, Di Canio został sprzedany do AC Milan. Z tym klubem udało mu się wywalczyć pierwsze w swojej karierze mistrzostwo Włoch. Problemy jednak nie ustały. Konflikt z trenerem Fabio Capello zmusił Di Canio do podjęcia kolejnej decyzji: czas przenieść się do innego kraju. Okazuje się, że włoskiego napastnika chce Celtic Glasgow, który wykupuje go w 1996 roku.

Znokautowany sędzia

Celtic jest w trakcie odrodzenia po kryzysie finansowym jaki dopadł „The Bhoys” w 1994 roku. Teraz Di Canio ma okazję pokazania swoich możliwości na Wyspach. Z 15 bramkami w sezonie zostaje wybrany Piłkarzem Roku w Szkocji. Pech chciał, że Celtic wyraźnie odstawał od lokalnego rywala, Glasgow Rangers. To zmusiło Paolo do przenosin. Tym razem do Sheffield Wednesday.

Klub z Sheffield jest kolejnym epizodem w karierze włoskiego snajpera. Dwa sezony w barwach „The Owls” pokazują, że Paolo Di Canio jest bardzo dobrym zawodnikiem, czego dowodem są 23 bramki w 41 spotkaniach dla tej drużyny. Niestety, nadpobudliwy nieraz charakter daje się we znaki i osiąga swoje apogeum w 1998 roku.

Drużyna Sheffield grała mecz z Arsenalem Londyn. W pewnym momencie dochodzi do starcia pomiędzy Paolo Di Canio a Patrickiem Vieirą. Francuz zostaje odepchnięty i pada na murawę. Zachowanie Włocha zostaje zauważone przez arbitra Paula Alcocka, który pokazuje mu czerwoną kartkę. Di Canio nadal był jednak w szale, więc nie namyślając się odepchnął sędziego i powalił go na ziemię. Za to zachowanie Włoch został ukarany zawieszeniem na 11 kolejek i grzywną w wysokości 10 tys. funtów.

Ta historia mogła się zakończyć jeszcze gorzej, gdyż po pokazaniu czerwonej kartki do Di Canio podbiegł zawodnik Arsenalu Nigel Winterburn, który chciał sprowokować Włocha. Napastnik Sheffield machnął tylko ręką w kierunku Anglika, aby go nastraszyć i zszedł z boiska. To nie ostatnia historia związana z Paolo Di Canio. Następne przydarzą mu się w barwach londyńskiego West Hamu.

La Donna e Mobile

West Ham okazał się być tym klubem, z którym Di Canio przeżył najwspanialsze chwile w swojej karierze. W klubie z Londynu grał m.in. z Joe Colem, Frankiem Lampardem czy Rio Ferdinadem. Ciężko mu było jednak ubiegać się o miano najlepszego napastnika w Anglii, gdyż za konkurentów miał takich piłkarzy jak Gianfranco Zola, Ole Gunnar Solskjær, Dennis Bergkamp, Robbie Fowler, Michael Owen czy David Ginola. Cztery lata spędzone w West Hamie udowodniły, że Paolo Di Canio zasługuje na miejsce w panteonie legend Barclays Premier League.

Pierwszy sezon w barwach „Młotów” był dobry dla włoskiego snajpera. Pokazał jego hart ducha i wolę walki. Di Canio idealnie wpasował się w wyspiarski styl gry. Najbardziej jednak został zapamiętany ze spotkania jakie miało miejsce 12 lutego 2000 roku.

West Ham podejmował na własnym obiekcie Bradford City. Było to jedno z najbardziej dramatycznych spotkań całego sezonu. Obie drużyny wyprowadzały kolejne akcje, ale to Bradford był bliższy wygranej. Głównie dzięki błędom sędziowskim. Arbiter tego spotkania w pierwszej połowie nie podyktował dwóch rzutów karnych za faule na Paolo Di Canio w polu karnym.

W drugiej połowie nie było lepiej. Bradford prowadził w pewnym momencie dwiema bramkami. W dodatku sędzia nie przyznał po raz trzeci rzutu karnego dla West Hamu po ewidentnym faulu na Paolo Di Canio. Po tej sytuacji włoskiemu napastnikowi puściły nerwy. Sfrustrowany przebiegiem spotkania i zdegustowany poziomem sędziowania zaczął pokazywać arbitrowi, aby go zmieniono. Sędzia nie zwracał uwagi na gestykulacje ze strony Włocha, więc Di Canio postanowił zrobić coś, co nie zdarza się podczas meczów. Zszedł z boiska, usiadł naprzeciwko ławki rezerwowej i zasmucony podparł rękoma głowę. Ówczesny trener West Hamu Harry Redknapp podszedł do Paolo i namawiał go, aby wrócił na boisko. Włoch nie miał jednak zamiaru i prosił o zmianę. Redknapp nadal nie ustępował w prośbach o powrót do gry. Natychmiast pomocną dłoń wyciągnęli do niego sympatycy „Młotów”, którzy zebrali się tego dnia na trybunach Upton Park. Wszyscy oni zaczęli skandować imię Włocha pod znaną melodię z pieśni „La Donna e Mobile”. Wtedy Di Canio zrozumiał, że nie może zawieść swoich fanów, nawet jak jego drużyna przegrywa.

Mecz toczył się dalej. W końcu West Ham otrzymał rzut karny za faul na Paulu Kitsonie. I w tym przypadku doszło do niespotykanej sytuacji. Strzały z rzutu karnego w ekipie „Młotów” zawsze wykonywał Frank Lampard, ale nie tym razem. Do Anglika momentalnie podszedł Di Canio i spierał się z nim o prawo do wykonania tej „jedenastki”. Lampard nie miał zamiaru ustąpić, ale Włoch ostatecznie zabrał mu piłkę i koniec końców to on był egzekutorem. Pewnie wykonał strzał z jedenastu metrów zdobywając kontaktową bramkę. Pod koniec spotkania wypracował szybką akcję, którą wykończył Lampard, dając w ten sposób prowadzenie i zwycięstwo 5:4 w starciu z Bradford. Ten mecz przeszedł do historii nie tylko ze względu na ilość goli i dramaturgię, ale też na postawę Paolo Di Canio. Włoch pokazał, że czasem trzeba wziąć sprawy we własne ręce i nigdy nie wolno się poddawać.

Uczciwość popłaca

Di Canio był już znany na całych Wyspach. Jego styl gry, chęć dążenia do perfekcji oraz zapał były jego znakiem rozpoznawczym. Do tego doszła jeszcze sprawiedliwość w grze – Paolo zawsze żądał uczciwego rozstrzygnięcia spotkania dzięki umiejętnościom piłkarskim. 16 grudnia 2000 roku pokazał to jeszcze bardziej niż w starciu z Bradfordem.

Tego dnia West Ham grał na wyjeździe z Evertonem. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, chociaż pod koniec spotkania „Młoty” miały szansę do zdobycia trzech punktów. W doliczonym czasie gry bramkarz Evertonu Paul Gerrard wybiegł przed pole karne aby złapać piłkę. Zderzył się niestety z jednym z zawodników gości i padł na murawę. Sędzia nie przerwał gry, więc z prawej strony boiska poszło dośrodkowanie w stronę Paolo Di Canio. Włoch jednak nie wykorzystał tego zagrania. Złapał piłkę w ręce i zażądał przerwania gry, aby pomóc leżącemu bramkarzowi Evertonu.

Kibice na początku nie wiedzieli co się wydarzyło, ale po chwili wszyscy zebrani na Goodison Park wstali i podziękowali Di Canio za ten gest oklaskami. Wielu piłkarzy nie zwracałoby uwagi na to, że ktoś potrzebuje pomocy, tylko chcieliby najzwyczajniej w świecie dać zwycięstwo dla swojej drużyny. Paolo tego nie zrobił. Za ten gest w 2001 roku otrzymał z rąk Seppa Blattera nagrodę Fair Play FIFA.

Pamiętając o Iraku

Di Canio zaczął powoli myśleć nad przenosinami. W 2001 roku z West Hamem pożegnał się Harry Redknapp, a klub zaczął balansować na granicy spadku. W sezonie 2002/2003 udało się utrzymać, lecz Włoch postanowił zakończyć swoją przygodę z „Młotami”. Nie przeprowadza się jednak z Londynu i zostaje zawodnikiem Charltonu.

W „The Addicks” Paolo występuje w 31 ligowych spotkaniach i zdobywa 4 bramki. Jedna z nich miała bardzo wymowny gest w kwestii wojny w Iraku. W meczu przeciwko Leicester City Di Canio wykorzystał rzut karny. Po jego strzeleniu, Włoch pokazał koszulkę z napisem „Szacunek dla Fabrizio, prawdziwego bohatera”. Był to gest w stronę Fabrizio Quattrocchi, włoskiego żołnierza, który został zabity w Iraku.

W 2004 Paolo powrócił do ukochanego Lazio, które borykało się z problemami finansowymi. Grał tam przez dwa sezony po czym władze stołecznego klubu nie chciały przedłużać z nim kontraktu. W związku z tym Di Canio przeniósł się do Cisco Roma, drużyny z Serie B. Rozegrał w niższej klasie 46 spotkań, w których zdobył 11 goli, a w 2008 roku postanowił zakończyć piłkarską karierę. Karierę owianą wieloma skandalami, ale i pięknymi momentami.

Teraz ja prowadzę!

Trzy lata przerwy były dla Paolo czymś co pozwoliło mu zaczerpnąć wiedzy na temat innej funkcji piłkarskiej, a mianowicie szkoleniowca. Szansę wykazania się dał mu Swindon Town F.C. Tam jego metody ofensywnej gry wymieszanej z zabawą na boisku raz przynosiły zaskakujące zwycięstwo, a później druzgocącą klęskę.

Oczywiście w przypadku Włocha musi się trafić choć jedna kontrowersyjna sytuacja. Taka miała miejsce w meczu Stoke-Swindon w ramach Carling Cup. W momencie kiedy James Collins strzelił drugą bramkę dla Swindon, podbiegł do Di Canio i przybił z nim piątkę. Włoch po tym geście kopnął zawodnika swojej drużyny, czym wzbudził ogromne zaskoczenie wśród fanów na trybunach oraz samych piłkarzy. Jak się później okazało, była to jedna z form motywacji, aby przy prowadzeniu zawodnicy nie zwolnili tempa i starali się grać dalej w celu wygrania całego spotkania.

Di Canio jest twardy w swoich przekonaniach, na czym zdążył poznać się zarząd klubu Swindon Town. Wielokrotne kłótnie sprawiły, że Włoch zrezygnował z funkcji szkoleniowca na początku 2013 roku, mogąc wpisać do swojego CV awans do League One. Na nową ofertę pracy musiał czekać nieco ponad miesiąc. Tym razem pomocną dłoń wyciągnął do niego Sunderland.

Szaleniec z charakterem

Włoch zastąpił na Stadium of Light Martina O’Neila i zaczął ciężki bój o utrzymanie się w Premier League. Ostatecznie Sunderlandowi udało się pozostać w Premier League, a Di Canio wniósł na angielskie boiska charakterystyczny dla siebie niezwykle energiczny styl prowadzenia zespołu – gestykulował i skakał przy samej linii bocznej, nieraz nawet na boisku, a po strzelonym przez jego zespół golu cieszył się jak dziecko.

Paolo Di Canio to bez wątpienia jedna z najbarwniejszych postaci w piłkarskim świecie na przełomie ostatnich kilkunastu lat. Bez jego wybryków i szalonych zachowań mecze piłkarskie zawęziłyby swoje znaczenie do 90 minut biegania za piłką. On udowodnił, że nie do końca tak musi być. Faszysta? Kogo to obchodzi. Szaleniec? Każdy jest w pewnym stopniu nienormalny. Uwielbiany? Tego mu nikt nie zabierze.

Czytaj więcej o: AC Milan, Juventus Turyn, Celtic Glasgow, Anglia, Włochy, Lazio Rzym, West Ham United, Sunderland, Zapomniane gwiazdy, SSC Napoli, Swindon Town, Charlton Athletic, Sheffield Wednesday, Paolo Di Canio

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • „Celtowie” rozbrojeni na Parc des Princes

    „Paryżanie” okazali się niegościnni dla „Celtów”.

    czytaj więcej
  • Na remis w Turynie... „Barca” wygrywa grupę D

    Juventus nadal nie przegrał u siebie z Barceloną, ale by dziś wygrać, wiele nie zrobił... W stolicy Katalonii mogą myśleć już o wiosennej fazie pucharowej.

    czytaj więcej
  • Zapowiedź grupy B: Anderlecht vs. Bayern, PSG vs. Celtic

    W tej grupie poza „Fiołkami” każda z ekip ma szanse na awans do fazy pucharowej. Mistrzowie Belgii zmierzą się z „Gwiazdą Południa”, zaś najlepsza drużyna w Szkocji w delegacji stoczy bój z wicemistrzami Francji.

    czytaj więcej
  • Napoli wygrywa u siebie, gol Zielińskiego

    Napoli grało u siebie z Szachtarem Donieck, o ile do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis, o tyle w drugiej połowie worek z bramkami posypał się tylko dla jednej drużyny. Swoją bramkę zdobył także Piotr Zieliński.

    czytaj więcej
  • Zapowiedź grupy F: Napoli vs. Szachtar, Man. City vs. Feyenoord

    Spotkanie Napoli z Szachtarem będzie rozpalało do białości kibiców spod Wezuwiusza. „Błękitni” przed tym spotkaniem zajmują trzecią lokatę w grupie F i wszystko wskazuje na to, że to nie powinno się zmienić. Natomiast „Górnicy” będą starali się wygrać spotkanie, aby powiększyć różnicę punktową nad swoim przeciwnikiem. Natomiast mecz Manchesteru City z Feyenoordem nie zapowiada się emocjonująco, bowiem „Obywatele” już w poprzedniej kolejce wywalczyli awans, a mistrzowie Holandii nie mają szans na wydostanie się z ostatniego miejsca w grupie.

    czytaj więcej

Komentarze (14)

  • XavixD Legenda
    Ciekawy zawodnik. Dobrze, że jest o nim fajnie wszystko napisane bo bynajmniej mogę się dowiedzieć czegoś o piłkarzu o, którym nigdy wcześniej nic nie wiedziałem.
  • JuveT Triumfator
    Świetny artykuł, wciągnął mnie :) Nie słyszałem o tym piłkarzu, ale dobrze poczytać o takich zawodnikach, który nie zna się.
  • pawelekr910 Triumfator
    Ja dopiero o nim usłyszałem, jak objął posadę trenera.
  • Kamo2222 Półfinalista
    A kiedy miałeś usłyszeć skoro masz 13 lat ? :)
  • pawelekr910 Triumfator
    10 lat wcześniej.
  • demon60 Zwycięzca grupy
    A ja mimo iż nie interesuje się footbolem zbyt długo to jednak o nim słyszałem i jego historiach np. że zabrał piłkę Frankowi i że specjalnie nie strzelił bo chciał aby pomóc bramkarzowi.Nie wiedziałem za to , że był faszystą. Dziękuje za świetny artykuł , miło się go czytało.
  • XavixD Legenda
    No mnie ten artykuł też wciągnął.
  • kalofr7 Zwycięzca grupy
    A w dzisiejszych czasach by ktoś się zachował Fair Play jak Di Canio ? Wątpie...
    Polecam filmik: https://www.youtube.com/watch?list=FLEiAaNl3tWyJcH0DzHxnZcQ&v=eA2i_xHkVko&feature=player_detailpage
  • Zelalem Uczestnik LM
    Bardzo interesujący artykuł :)
    Podoba mi się, że opisaliście taką osobę jak Di Canio, bardzo barwna postać.
  • Grawint Ćwierćfinalista
    pamiętacie fife 06? tam jest zbriór 10 ładnych bramek jego też tam jest.
  • macko2907 Legenda
    Równie barwna postać zarówno jako piłkarz i jako trener, kibice uwielbiają takie sylwetki i tak też było w jego przypadku :)
  • Neral Triumfator
    Bardzo charyzmatyczny piłkarz. Szanuję go za to jak kocha futbol i za ten piękny gest fair play.
  • salonnier Redaktor
    Szanuję go za jego osiągnięcia sportowe, a to jakie ma przekonania, nie interesuje mnie,
  • Alekej Uczestnik LM
    On ma swój charakter,nie jest taki,jak większość piłkarzy,co biegają za forsą.

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.