Kac Wawa

Autor: Tomasz Delimat | 28.08.2013 12:00 | komentarzy: 7 | kategoria: Felieton |

Niech wynik 2:2 nikogo nie zwiedzie. To nie było tak, że Legia odpadła po heroicznym boju, gdzie zabrakło tego jednego gola. To nie było tak, że miała zwyczajnie pecha, jak w ostatnich latach Wisła Kraków. W Warszawie Steaua poprowadziła lekcję gry w piłkę.

Wczorajszy mecz przypominał trochę bokserski pojedynek Andrzeja Gołoty z Lamonem Brewsterem z 2005 roku. Pach, pach i po zabawie. Walka Gołoty zakończyła się po 53. sekundach, Legii na dobrą sprawę po dziewięciu minutach. Czyli, biorąc pod uwagę długość trwania meczu piłkarskiego i starcia w boksie, egzekucja odbyła się podobnie szybko. Gołota podnieść się już nie mógł, Legia teoretycznie tak, ale jak tu bić się dalej, gdy krew spływa po oczach?

Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że Legia zawala pierwsze połowy. Wiedział to trener Urban, wiedzieli warszawscy kibice, wiedzieli dziennikarze, wiedział Robert De Niro i Napoleon Bonaparte. Ale tę powszechnie znaną wiedzę wykorzystali tylko gracze Steauy. Rumuni mieli za zadanie nie tyle rzucić się od początku do ataku, co stosować agresywny pressing wtedy, gdy przy piłce jest Legia. Poszło szybko, łatwo i przyjemnie.

Największe cięgi po meczu zbiera Dominik Furman, który dał się ograć jak dziecko przy pierwszym golu, zaliczył sporo strat, niedokładnie bił stałe fragmenty gry. Był po prostu strasznie spięty. Ja jednak nie znęcałbym się nad tym 21-letnim zaledwie chłopakiem. Tym, na którym nie powinno zostawić się suchej nitki, jest jego partner ze środka pomocy, Ivica Vrdoljak. Kapitan Legii po pierwszym meczu udzielił wywiadu, w którym nie miał wobec swojej gry żadnych zarzutów, a słabe pierwsze połowy uznał za wymysł zazdrosnych o sukcesy Legii dziennikarzy. Wczoraj przez głupią zabawę z piłką Chorwata mistrzowie Polski stracili drugiego gola, a w dalszej części gry Vrdoljak nadal nie wypełniał swojej boiskowej roli. Co miał zrobić zestresowany Furman, mając obok siebie takiego kogoś?

Przypadkowa bramka Rzeźniczaka z ostatnich sekund trochę fałszuje obraz rzeczywistości, bo tak naprawdę w drugiej połowie – tej, która rzekomo miała być lepsza – Legia nie stworzyła sobie nawet średniej sytuacji, nie mówiąc już o okazji dogodnej. Piłkarze Steauy nie zagrali może kosmicznej piłki, ale byli drużyną perfekcyjnie poukładaną, w której nie przytrafiło się ani jedno słabsze ogniwo. Druga część to lekcja gry pressingiem, jakiej podopieczni Laurentiu Reghecampfa udzielili swoim rywalom. Nikt nie odstawiał nogi, nikt nie bał się grać wślizgami. Rumuni nałapali żółtych kartek, ale osiągnęli cel.

Najsmutniejsze jest to, że Steaua nie była, mimo podobnych koszulek, Barceloną. I że gdy ekipie z Bukaresztu przyjdzie mierzyć się z wielkimi firmami w Lidze Mistrzów, zapewne zostanie ona stłamszona tak, jak wczoraj stłamszona została Legia. Wtedy dopiero uświadomimy sobie, jak daleko jest Polakom do europejskiej czołówki. Teraz jak zwykle zaklinaliśmy rzeczywistość i jak zwykle dostaliśmy obuchem w głowę.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Rumunia, Felietony, Polska, Steaua Bukareszt, Legia - Steaua 2013-08-27

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Kane: Moim celem jest spędzić całą karierę w Tottenhamie

    Napastnik Tottenhamu, Harry Kane znalazł się na radarze Realu Madryt, który przed przerwą międzynarodową ograł w bezpośrednim meczu w Lidze Mistrzów 3:1. Anglik zapewnił, że nigdy nie mówił o chęci odejścia i zamierza z "Kogutami" przeżyć całą swoją karierę.

    czytaj więcej
  • Sergio Ramos po meczu z Tottenhamem

    Sergio Ramos:

    czytaj więcej
  • Ronaldo: Nie chcę nowego kontraktu

    Real Madryt przegrał na Wembley z Tottenhamem 1:3 i poważnie skomplikował sobie sytuację w grupie, aby awansować z pierwszego miejsca. Pojawiły się spekulacje, że Cristiano Ronaldo poprosił władze "Królewskich" o nowy kontrakt i znacznie lepsze warunki zatrudnienia. Chodziło głównie o to, że Portugalczyk chciałby podwyżki, aby zarabiać mniej więcej tyle co Lionel Messi w Barcelonie lub Neymar w Paris Saint-Germain.

    czytaj więcej
  • Dele Alli: Pokazaliśmy, że jesteśmy topową drużyną

    Dele Alli był bohaterem spotkania Tottenhamu z Realem Madryt. 21-latek zdobył dwie bramki, a jego zespół zwyciężył 3:1. Nie może więc dziwić radość, którą zawodnik okazał po tym pojedynku.

    czytaj więcej
  • Obrońca Napoli z poważną kontuzją

    Faouzi Ghoulam wczorajszy mecz Napoli z Manchesterem City okupił poważną kontuzją, która może wykluczyć go z gry nawet na pół roku.

    czytaj więcej

Komentarze (7)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze