Anglicy w cieniu Niemców, Hiszpanie z apetytem na dominację

Autor: Rafał Bedlewicz | 30.08.2013 13:25 | komentarzy: 18 | kategoria: Felieton |

... A o Włochach świat zapomniał? Tegoroczna faza grupowa to już nie te same przedbiegi niskich emocji, co kiedyś. Kroi się sześć kolejek, do których poważnie muszą podejść wszyscy. Bo w tej edycji poznamy odpowiedzi na wiele ważnych pytań.

Czas zrobić miejsce futbolowi

Bezpolska Liga Mistrzów ciągnie się tak długo, że przygoda Widzewa Łódź jest już czymś więcej niż ostatnim polskim tchnieniem w Europie. W natłoku upływających sezonów, jest jak zegar, który pomaga określić, gdzie właściwie jesteśmy. Albo ściślej - jak echosonda informująca, jak daleko od powierzchni. I jak blisko do dna.

Ale uszczknijmy sobie coś z wszechoptymizmu unoszącego się w polskich mediach po dwuboju Legii ze Steauą. UEFA to 54 federacje piłkarskie. I nie jest tak, że co roku wszyscy sprawiedliwie wrzucają do Ligi Mistrzów coś od siebie. 24 z nich ani razu – od czasu Widzewa – nie wrzuciły nikogo! Pomińmy, że tylko w trzech z tych krajów, kandydatów na kopaczy jest więcej niż 5 milionów (Azerbejdżan, Kazachstan i Polska). I że np. Słowacy od tego nieszczęsnego 1997 roku, w LM trzymali kciuki aż za trzy różne kluby. Pomińmy to wszystko, bo w piłce nożnej żałoba trwa krótko. Tegoroczna trwała dwa dni, aż do losowania. Czas odrzucić naiwne marzenia, które długo się nie spełnią. Czas skupić się na prawdziwym futbolu.

Która to już Bitwa o Anglię?

Niemcy bezwstydnie wepchali się (bądź wrócili) do ścisłej czołówki. W zeszłym sezonie zajęli miejsce Anglików.  Zrobili to, czego koledzy z Wysp dokonali w roku 2008 i przy okazji zawstydzili wciąż największe futbolowe potęgi na kontynencie – hiszpańskie Real i Barcelonę. Jeśli ktoś ma im pokazać miejsce w szeregu i mentorsko powtórzyć nad uchem słowa Platiniego, że ligowy finał nie zwiastuje dominacji tejże ligi, będą to właśnie Anglicy. Niekłamanym faktem pozostaje, że fenomenalny Bayern z ledwie czwartym w Premier League Arsenalem miał niemałe problemy. Zaś Borussia – być może na swoje szczęście - w ogóle nie musiała się mierzyć z Manchesterem United czy Chelsea Londyn.

W tym roku los (czy jak kto woli – UEFA) skojarzył dumnych Anglików z niesfornymi Niemcami. City powalczy z głodnym obrony trofeum Bayernem, United zmierzy się z trzecim w Bundeslidze Bayerem, Arsenal spróbuje się nie ugiąć pod naporem BVB, a Chelsea sprawdzi, ile w Schalke zostało z drużyny, która przed kilkoma laty doczłapała do półfinału LM. Każdy z tych pojedynków będzie odpowiedzią na pytanie, czy stary porządek został naruszony.

Hiszpanie to już nie tylko Real i Barca

Piłkarze Atletico raz po raz wskakiwali między ligowych dyktatorów. Najpierw postraszyli Jose Mourinho walką o wicemistrzostwo. Później sprzed nosa zwinęli mu Puchar Króla i zgotowali bodaj jedyny sezon w karierze bez trofeum. W końcu nie ulegli Barcelonie w żadnym ze spotkań hiszpańskiego Superpucharu. Murowany kandydat do wyjścia z grupy G, w ubiegłym sezonie na własnym obiekcie uległ tylko Barcy, Realowi i … Realowi Sociedad.

Baskowie, którzy po 10 latach wracają do LM zmierzą się m.in z Manchesterem United. W Anglii są mocno niedoceniani, a bierze się to ze stereotypu, że La Liga na dwóch nogach tylko stoi. Ale zwycięstwa z Lyonem nie były przypadkiem, były pokazem możliwości. Jeśli podopieczni Jagoby Arrasate nie zawiodą, Hiszpanie po raz pierwszy od powstania 1/8 LM, dwa lata z rzędu będą się cieszyć z kompletu drużyn na tym etapie. A później, kto wie – może z czwartego półfinału z dwoma ekipami z La Liga. Jeśli Niemcy nie utrzymają się na szczycie, a Anglicy na niego nie wrócą – zespoły z Półwyspu Iberyjskiego chętnie się tam wdrapią.

Włosi zabłądzili

Coś się podziało z włoską piłką. Coś wyjątkowo niedobrego. Milan, który nie tak dawno siał postrach w szeregach wszystkich bez wyjątku drużyn, w tym roku powalczy z Celtikiem i Ajaxem o miejsce za Barceloną w grupie H. Miejsce sprawiające, że prawdopodobnie trafi na jednego z potentatów, który nie pozostawi mu złudzeń. Napoli ma szanse na awans z grupy F, choć będzie musiało sensacyjne zatrzasnąć drogę Arsenalowi lub BVB. Pierwsze miejsce im jednak nie grozi, a więc starcie z potentatem w kolejnej fazie  – również niewykluczone.

Na osłodę zostaje Juventus, ale i on prawdopodobnie rozbije się o którąś z królujących marek w europejskim futbolu. I raczej na pewno ustąpi miejsca w grupie Realowi Ancelottiego. Dość powiedzieć, że choć Juve - przekonują bukmacherzy - ma ze wszystkich ekip włoskich największe szanse na tytuł, to wynoszą one 1 do 18.

Złudzenia Platiniego

Reforma rozgrywek miała otworzyć zaryglowane drzwi Ligi Mistrzów ubogim. Na razie otworzyła tylko fazę grupową. I - mówiąc ściślej - uchyliła, bo niespodzianek w niej mniej więcej tyle, co i zawsze. Do 1/8 dobrnąć może właściwie ledwie jedna ekipa z piłkarsko-europejskiego marginesu – Steaua. Austria Wiedeń będzie miała niewiele do powiedzenia w walce z Porto i Atletico. Victoria Pilzno ustąpi miejsca szamotającej się z City i Bayernem ekipie CSKA Moskwa. Kopenhaga nie wychyli się z grupy B. Pewnym zaskoczeniem byłby awans FC Basel lub Anderlechtu, ale Belgowie to nie jest zespół anonimowy, a Szwajcarzy nie tak dawno dowiedli, że żółtodziobami już nie są. 

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Anglia, Hiszpania, Niemcy, Włochy

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (18)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze