Niedźwiedzia przysługa Fergusona

Autor: Rafał Bedlewicz | 30.09.2013 00:19 | komentarzy: 10 | kategoria: Felieton |

W Manchesterze cierpliwość ma własną definicję. Kibice ćwierć wieku tresowani dogmatami Fergusona przyjęli, że skoro stara brytyjska szkoła nakazuje każdemu ,,dać czas’’ to znaczy, że ten czas dać trzeba. I to hojnie, co najmniej parę lat.

Cierpliwości trenera nadzwyczaj długą wizytę na Old Trafford zawdzięczało wielu. Nie tylko Kuszczak i Berbatov, których kilkuletni okres próbny zdołał się - Bogu dzięki - skończyć. Także Bebe, czy Anderson, od zawsze ciepiący na progres-widmo. 

Jeśli Old Trafford lituje się nad szeregowcami, jakże miałoby nie zacisnąć zębów, gdy mowa o kapitanie całej tej łajby. I to kapitanie, którego przed sterem postawił sam jej twórca, nim okryty siwizną wyskoczył na zasłużoną emeryturę. David Moyes po statku plącze się od dwóch miesięcy. Wciąż potyka, by tylko na moment wstać. Trudno się dziwić, gdy łazi w wyraźnie za dużych butach.

 Zastąpić Fergusona – dmuchnijmy oczywistością – się nie da. Trenerem był wybitnym, nie powiem najwybitniejszym, ale zdolnym rzucić na bój z Realem Fiorentino Midasa zgraję chłopaków, o których w okienku transferowym nie pyta pies z kulawą nogą. Rzucić i walczyć jak równy z równym, a odpaść przez przypadek. Moyes też notował sukcesy, ale w skali mikro. Jego Everton średniaków często roznosił w pył, jednak w starciach z gigantami wygrywał od święta. Tę przypadłość przywlókł do Manchesteru, tyle że tu nikt jej nie będzie tolerował.

Tak jak nieporadności na rynku transferowym. Wygranie tylko kogoś takiego jak Fellaini to kpina z transferowych możliwości Manchesteru United. Belg zachwycał, gdy defensywnie nastawiony Everton próbował powstrzymywać ligowe lwy, ale w United widać tylko jego fryzurę i – Bóg jeden wie, po co komu potrzebny – wzrost. Obejmując drużynę trzeba ją nasycić paroma ,,swoimi’’ ludźmi. To żelazna recepta na lojalność i szacunek. Z nią Szkotowi udałoby się upiec na Old Trafford na pewno smaczniejsze ciasto. Z jednym nieporadnym Fellainim wyszedł odtrącający zakalec.

W derbach Moyes posłał na plac zespół, który w teorii mógłby być ławką rezerwowych dla niebieskiego gwiazdozbioru z Etihad. Ale pod batutą Fergusona ten sam kopciuszek zawsze zmieniał się w prześliczną królewnę. Młodszy rodak tak czarować nie umie. Efekt? Po sześciu kolejkach, gdy Premier League na ogół hierarchię ma już jako tako poukładaną, coś wyraźnie nie gra. Bo niby Arsenal z Tottenhamem i Chelsea tkwią wysoko, bo niby w czołówce znów Liverpool,  bo niby City wisi reszcie na ogonie. Ale tego, że ,,Czerwonych Diabłów’’ trzeba będzie szukać w drugiej części tabeli nie przewidziałaby żadna ośmiornica.

Fergusonowi podarowano parę sezonów na próbę. Czasy się jednak zmieniły, zmienił się czas, podrożał. Jeden gorszy sezon to absencja w Lidze Mistrzów, zachwiany budżet, w konsekwencji ucieczka przestraszonych inwestorów i… zawodników. Tak można trafić na dno, z którego wydrapać się nie sposób. Ta wizja może wystarczyć, by Manchester raz na zawsze porzucił fergusonowską ,,szkołę cierpliwości''. A pierwszą ofiarą rewolucji będzie David Moyes.

Czytaj więcej o: Manchester United, Anglia, David Moyes

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (10)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze