Kiedy decydowały ostatnie sekundy – część I

Autor: Patryk Prokulski | 12.12.2013 20:27 | komentarzy: 7 | kategoria: Historia LM |

Mecz Napoli z Arsenalem, rozgrywany równolegle z pojedynkiem Borussii z Marsylią, przyniósł milionom kibiców na całym świecie mnóstwo emocji. W ciągu prawie 22 lat istnienia Ligi Mistrzów nie zdarzyło się jeszcze, by drużyna zgromadziła w fazie grupowej 12 punktów, a mimo to odpadła z dalszej rywalizacji. My postanowiliśmy przyjrzeć się innym przykładom, gdzie o awansie lub jego braku decydowały końcowe minuty w ostatniej kolejce.

W sezonie 2000/01 los skojarzył w grupie Anderlecht, PSV Eindhoven, Manchester United i Dynamo Kijów. Przed ostatnią w tabeli z dorobkiem 9 punktów przewodzili Holendrzy i Belgowie, dwa punkty przed Manchesterem. Jednakże w ostatniej serii spotkań „Czerwone Diabły” miały podjąć u siebie najsłabsze w grupie Dynamo, a „Fiołki” czekał decydujący bój na Philips Stadium. Gospodarze, którzy w pierwszym meczu pomiędzy tymi drużynami przegrali na wyjeździe 0:1, musieli wygrać, by nie nasłuchiwać wieści z Old Trafford. Gościom do pewnego awansu wystarczył remis. Remis, który w przypadku spodziewanej wygranej MU, sprawiłby, że trzy drużyny w grupie miałyby po 10 punktów, a o awansie decydowałaby mała tabela, uwzględniająca wyniki samych zainteresowanych. Takie rozwiązanie było na rękę Anglikom, którzy w małej tabeli mieli tyle samo punktów, co Belgowie, ale zdecydowanie lepszy bilans bramkowy.

Od początku obie drużyny grały z animuszem, a na bramki nie trzeba było długo czekać. Już w 9. minucie po rzucie rożnym bramkę dla gości zdobył Cransson. Niedługo później kibiców na stadionie w jeszcze gorszy humor wprawiła wiadomość z Teatru Marzeń, gdzie Teddy Sheringham właśnie wyprowadził Manchester na prowadzenie. Jakby tego było mało, w 36. minucie fatalny błąd obrony wykorzystał Jan Koller. Wydawało się, że Holendrzy są już poza burtą rozgrywek.

A jednak, kiedy w doliczonym czasie pierwszej połowy, a także tuż po wznowieniu Ramzi dwukrotnie pokonał golkipera gości, w gospodarzy wstąpiła nadzieja, a sprawa awansu stanęła na ostrzu noża. Im bliżej było do końca, tym zacieklej atakowało PSV, grając pod koniec praktycznie dwoma obrońcami, co w końcu musiało się zemścić. Najpierw czerwona kartka po desperackim faulu w 89. minucie, a w doliczonym czasie strata gola zabrała gospodarzom marzenia o awansie.

 Sezon 2002/2003 to kolejne wielkie emocje przed ostatnią kolejką. Tym razem bezpośredni bój o awans miały stoczyć Basel i Liverpool. Przed tą serią spotkań pewna dalszej gry była już Valencia, która miała u siebie podjąć outsidera grupy, Spartaka Moskwa. Szwajcarzy natomiast potrzebowali co najmniej remisu, by utrzymać punkt przewagi nad „The Reds”.

Błyskawiczne trzy ciosy gospodarzy wprawiły w ekstazę kibiców zgromadzonych na St Jakob Park. 3:0 po zaledwie 29 minutach – wiecznie neutralni Helweci urządzili Anglikom istny Blitzkrieg. Liverpool był na kolanach, a do awansu potrzebował w tym momencie aż czterech goli.

W drugiej połowie na boisku rządziła jednak tylko jedna drużyna – ta, która nie miała prawa się podnieść. Odrabianie przez „The Reds” trzy-bramkowej straty brzmi znajomo? Murphy w 61., Smicer trzy minuty później, a wreszcie trafiający z wapna Michael Owen w 85. minucie. Gospodarze w szoku, kibice nerwowo spoglądający na zegar. Chociaż goście szaleńczo poszukiwali decydującego trafienia, zabrakło im czasu. Wspaniała pogoń niemal przyniosła efekt…  

  W ostatnich sekundach meczu ostatniej kolejki awans do kolejnej rundy udało się za to wywalczyć graczom Newcastle w sezonie 2002/2003. Piłkarze ś.p. Sir Bobby’ego Robsona, podobnie jak ich rodacy z miasta Beatlesów dzień wcześniej, musieli wygrać na wyjeździe, a ich przeciwnikiem był holenderski Feyenoord, który również miał szansę na awans. Obie ekipy musiały jednocześnie liczyć na to, że pewny awansu Juventus nie odpuści meczu z Dynamem Kijów i zdobędzie na wyjeździe pełną pulę. Ukraińcom awans dawała nawet porażka, jeżeli na De Kuip padłby remis – w tym wypadku, przy równej liczbie punktów, nasi wschodni sąsiedzi awansowaliby dzięki lepszemu bilansowi spotkań z Anglikami. Choć w doliczonym czasie pierwszej połowy Craig Bellamy wyprowadził Sroki na prowadzenie, w dalszej fazie wciąż było bezbramkowo remisujące w Kijowie Dynamo.

W 49. minucie zarówno jednego, jak i drugiego meczu padły bramki, odpowiednio na 0:2 w Holandii, i 1:0 dla Ukraińców. Niedługo potem szybkie odpowiedzi Włochów i Holendrów doprowadziły do wyników 1:2 dla „Starej Damy” i remisu na De Kuip. Emocje sięgnęły zenitu, a kibice na obu stadionach oprócz oglądania tego, co dzieje się na murawie, nerwowo nasłuchiwali wieści z obiektów oddalonych o tysiące kilometrów. Wreszcie, w 90. minucie bramkę wartą 10 milionów funtów, jak określił to brytyjski komentator, zdobył ponownie Bellamy. Rozpacz gospodarzy z Rotterdamu była równie wielka, co ich rodaków z Eindhoven 2 lata wcześniej. Natomiast Anglicy uratowali honor Premier League, nadszarpnięty wieczór wcześniej przez Liverpool.

 Sięgnięcie pamięcią wstecz pokazuje, że dramatyczne chwile, jakie towarzyszyły wczoraj rozstrzygnięciom w grupie F to nie pierwszyzna. Bramki najwyższej wagi w ostatnich sekundach, zależność jednej drużyny od wyniku innego meczu – za to kochamy Ligę Mistrzów. Już niedługo kolejna porcja wspomnień z ostatnich kolejek Champions League, które zapisały się złotymi zgłoskami na kartach najlepszych klubowych rozgrywek piłkarskich.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Liverpool FC, RSC Anderlecht, FC Basel, PSV Eindhoven, Newcastle United, Feyenoord Rotterdam, SSC Napoli

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (7)

  • BUMBLEBEE Zwycięzca grupy
    Fajnie zrobione, fajnie się to czytało :D Gratulacje :P
  • Dresqus Ćwierćfinalista
    Świetny artykuł, bardzo ciekawie napisane.
  • JuveT Triumfator
    Dobry i ciekawy artykuł.
  • wojtekmw123 Półfinalista
    Fajnie się czytało.
  • zoltyser Zwycięzca grupy
    Bardzo dobry artykuł.
  • Intoksynator Triumfator
    Coś dla oka konesera :)
  • macko2907 Legenda
    Chociaż mecz trwa 90 minut to jednak czasami jedna bądź kilka sekund są ważniejsze od tego całego wymiaru czasowego i te spotkania to pokazują :)

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.