Kiedy decydowały ostatnie sekundy, część II

Autor: Patryk Prokulski | 13.12.2013 21:10 | komentarzy: 1 | kategoria: Historia LM |

Po raz drugi sięgamy pamięcią wstecz, by, zainspirowani niesamowitą sytuacją w tegorocznej grupie F, odnaleźć w historii Ligi Mistrzów inne przykłady dramatycznych losów drużyn walczących o awans do ostatnich minut. Przybliżyłem Wam już niesamowite emocje z sezonów 2000/01 i 2002/03. Jak się okazuje, na równie epickie chwile towarzyszące ostatniej kolejce fazy grupowej kibice musieli czekać tylko rok.

Rozgrywki w sezonie 2003/2004 również przyniosły nam kilka rozstrzygnięć, które zapadły dopiero w ostatnich minutach szóstej kolejki spotkań. Największą dramaturgię zagwarantowały kibicom drużyny w grupach A i G. W tej pierwszej los zestawił Bayern, Lyon, Celtic i Anderlecht. W ostatniej kolejce Lyon miał podjąć u siebie Szkotów, a Anderlecht, który na wyjazdach dotychczas tylko przegrywał, pojechał do stolicy Bawarii. Przed tą serią spotkań Bayern miał na koncie 6 punktów i tracił do pozostałej trójki tylko jedno oczko. Remisu Lyonu z Celtikiem oznaczał koniec przygody z rozgrywkami dla Francuzów i awans gości, niezależnie od wyniku meczu w Monachium. W przypadku remisów w obu meczach do dalszej fazy obok graczy z Celtic Park przeszliby też Belgowie, którzy też mieli lepszy bilans bezpośrednich spotkań.

Mocne uderzenie gospodarzy pokazało, że liczy się dla nich tylko zwycięstwo. Strzał do pustej bramki Elbera już w 6. minucie wprawił kibiców na Stade de Gerland w euforię. Ogromny wkład przy tym golu miał genialny Juninho, który miał w tym meczu odegrać ważną rolę. Ale nie uprzedzajmy faktów. Szkoci mieli nóż na gardle, ale odpowiedzieli po mistrzowsku. Gospodarze cieszyli się z prowadzenia tylko kilkanaście minut, a do wyrównania doprowadziła legenda wyspiarzy, John Hartson. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie, a w rozgrywanym równolegle meczu Roy Makaay strzałem z rzutu karnego tuż przed przerwą przybliżył do celu Niemców.

Druga połowa to kolejna wymiana ciosów. Ponownie lepiej w połowę weszli gospodarze, i znów Juninho pokazał, że ma dynamit w nogach. Tym razem nikt nie musiał już dobijać jego strzału, mimo że odległość od bramki była dużo większa. Po 52 minutach w dalszej grze byli znów Francuzi. Jak się później okazało, komfort prowadzenia nie uspokoił gry obrońców Lyonu, a gol na 2-2, podobnie jak na 1-1, padł po indywidualnym błędzie defensora gospodarzy. Bramka z niczego Suttona oznaczała dramatyczny ostatni kwadrans gry. Kto wie, czy to właśnie formacja obronna nie zrujnowałaby marzeń kilkudziesięciu tysięcy kibiców na stadionie. Tak się nie stało, bo na boisku przebywał jeden gracz, który bił resztę na głowę. Kiedy w 86. minucie arbiter wskazał na wapno po ręce obrońcy gości, Juninho zwieńczył swój kapitalny występ, wprowadzając Lyon do 1/8 finału.

Dramaturgia w grupie G była równie wielka, i to pomimo pewnej awansu Chelsea, która przed wyjazdowym meczem z Besiktasem rozdawała kart w grze o drugie miejsce w grupie. Przed tym meczem Turcy mieli na koncie 7 punktów, o dwa więcej od Sparty Praga, która miała podjąć mające również 5 punktów Lazio. Turcy, poza skomplikowaną sytuacją w tabeli, mieli także inny problem – z powodu fali ataków terrorystycznych w ich kraju, mecz z CFC miał się odbyć w Gelsenkirchen. Pozbawieni wsparcia fanatycznych kibiców, gracze znad Bosforu musieli wygrać, by nie nasłuchiwać wieści z Czech. W przypadku remisu w Pradze, Besiktas awansowałby dalej nawet w przypadku porażki. Najciekawsze warianty przyniósłby remis Turków i wygrana którejś z drużyn za naszą południową granicą. Besiktas, dzięki bramce zdobytej na wyjeździe, miał lepszy bilans od Sparty, ale jednocześnie gorszy od Lazio.

W obu spotkaniach przez długi czas utrzymywały się remisy. Pierwsze połowy nie przyniosły kibicom bramek ani w Gelsenkirchen, ani w Pradze. Ogrom emocji, godnych Ligi Mistrzów, przyniósł wszystkim ostatni kwadrans. Najpierw Jimmy Floyd Hasselbaink wyprowadził na prowadzenie Anglików. Wciąż bez bramek było w stolicy Czech. W 85. minucie na 0-2 podwyższył Wayne Brigde. Było już oczywiste, że Turcy mogą liczyć jedynie na brak rozstrzygnięcia w drugim meczu. Po końcowym gwizdku cała drużyna podbiegła do ławki rezerwowych, by nasłuchiwać wieści. Do szczęścia zabrakło im tak niewiele… W 90. minucie Marek Kincl, wprowadzony na boisko właśnie na początku tego decydującego kwadransa, pokonał Peruzziego, sensacyjnie wprowadzając Czechów do 1/8 finału.  

Kibice obu drużyn do dziś mogą wspominać wspaniałe emocje, które towarzyszyły im w zimny grudniowy wieczór 2003 roku. W trzeciej i ostatniej części tego mini-cyklu będziecie mogli przeczytać chociażby zwycięzcy Ligi Mistrzów w jednym z kolejnych sezonów, który cudem wyszedł z grupy...

Kiedy decydowały ostatnie sekundy - część I

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Olympique Lyon, Celtic Glasgow, Sparta Praga, Lazio Rzym, SSC Napoli

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze