Kiedy decydowały ostatnie sekundy, część III

Autor: Patryk Prokulski | 15.12.2013 16:03 | komentarzy: 2 | kategoria: Historia LM |

Podróż w czasie w poszukiwaniu dramatycznych rozstrzygnięć w ostatnich momentach 6. kolejki Ligi Mistrzów na przestrzeni lat dobiega końca - zapraszam!

Kolejny przykład, który przedstawię w tym mini-cyklu, jest bodaj najważniejszy ze wszystkich - dotyczy bowiem drużyny, która rzutem na taśmę wyszła z grupy, a kilka miesięcy później wzniosła w górę Puchar Europy. Choć jest to sporym uproszczeniem, drogę do pamiętnego finału w Stambule i „Dudek Dance" otworzył grudniowy mecz w 2004 roku na Anfield Road, mający rozstrzygnąć losy awansu w grupie A. Po 5 kolejkach w tabeli przewodził z 10 punktami na koncie Olympiakos Pireus, z którym zmierzyć się miał właśnie Liverpool, tracący do Greków 3 punkty. Pomiędzy nimi w tabeli, ze zgromadzonymi 9 punktami, było jeszcze Monaco, jadące do outsidera grupy, Deportivo. Zwycięstwo Francuzów było niemal pewne, co oznaczało, że tylko jedna drużyna z pary angielsko-greckiej przejdzie do dalszej fazy. Po porażce w Pireusie w pierwszym meczu 0-1, Jerzy Dudek i spółka potrzebowali wygranej dwiema bramkami, lub 1-0.

Plan na tą drugą opcję zniweczył już w 27 minucie Rivaldo, a gospodarze w nieco ponad godzinę musieli zdobyć aż 3 gole. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, a perspektywa drugiego z rzędu odpadnięcia już w grupie (pierwszy raz w sezonie 2002/2003, o czym pisałem TUTAJ; w sezonie 2003/2004 „The Reds” zabrakło w elicie) stała się jeszcze bardziej realna.

Po przerwie Liverpool zaprezentował jednak próbkę tego, czym miał zachwycić kibiców na całym świecie pół roku później. Tuż po wznowieniu wyrównał Sinama-Pongolle, a w ekipie Beniteza odżyła nadzieja. Kolejne ataki nie przynosiły jednak efektów i walka z czasem stawała się coraz bardziej rozpaczliwa. Kiedy w 80 minucie na prowadzenie gospodarzy wyprowadził Mellor, Liverpool miał nieco ponad 10 minut na zdobycie decydującego gola, a Olympiakos znalazł się na granicy nieba i piekła. Losy epickiej bitwy rozstrzygnął w 86. minucie potężnym uderzeniem Steven Gerrard, zapewniając swojej drużynie byt w kolejnej rundzie. Dalsze losy tej historii wszyscy znamy doskonale...

Przez kolejne lata emocji w fazie grupowej było jakby mniej, poszukiwania podobnych historii w następnych sezonach spełzły na niczym. Ostatni przykład, jaki chciałbym Wam zaprezentować, nie jest aż tak dramatyczny, ale ma symboliczne znaczenie dla dalszych losów jednej z ekip.

Pierwszy sezon Borussii Dortmund Jurgena Kloppa w Lidze Mistrzów oznaczał dla BVB powrót do elity po kilku latach posuchy. Co nie dziwi, kibice wiązali z tym wielkie nadzieje. Losowanie przydzieliło Niemcom dość łatwą grupę, a remis z Arsenalem w pierwszym meczu stanowił dobry prognostyk. Jak wszyscy pamiętamy, dalej było już tylko gorzej, a przed ostatnią kolejką Niemcy nie walczyli już o nic i mieli podjąć na Signal Iduna Park mającą szansę na awans Marsylię. Francuzi przed ostatnim spotkaniem mieli punkt przewagi nad Olymiakosem, który grał u siebie z pewnym pierwszego miejsca Arsenalem. W obliczu prawdopodobnego odpuszczenia meczu przez Anglików, OM musiał wygrać.

Po 45 minutach wydawało się jednak, że 1/8 finału bezpowrotnie wymknęła się z rąk gości. Dwubramkowe prowadzenie Greków w Pireusie, a przede wszystkim gole Błaszczykowskiego i Hummelsa w Dortmundzie zatrzaskiwały bramy do raju tuż przed nosem piłkarzy Deschampsa. Cień nadziei dawał gol w doliczonym czasie zdobyty przez Ayew. W drugiej połowie Francuzi pokazali charakter i zapewnili sobie awans, zdobywając bramki w 85. i 87. minucie.

Wyżej wspomniałem o symbolicznym znaczeniu tego meczu. Kto wie, czy to właśnie ta porażka nie nauczyła Borussii, że w Lidze Mistrzów gra się do końca? Kto wie, może właśnie takie doświadczenie pozwoliło im w kolejnych sezonach przechylać szalę zwycięstwa na swoją stronę w pamiętnych meczach z Malagą, czy ostatnio… z Marsylią? Jeśli tak, to Klopp i jego gracze po mistrzowsku wykorzystali tą bolesną lekcję.

I na tym kończymy 3-częściowy mini-cykl „Kiedy decydowały ostatnie sekundy”. Za nami dużo wspomnień, dużo dramatycznych spotkań i nagłych zwrotów akcji. Możemy mieć nadzieję, że kolejne lata przyniosą nam podobną ilość wrażeń w fazie grupowej, sygnowanych marką Champions League. W końcu, bramki decydujące o awansie w doliczonym czasie są ciekawsze od serii 6 zwycięstw Realu, prawda?  

Kiedy decydowały ostatnie sekundy - część I

Kiedy decydowały ostatnie sekundy - część II

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Liverpool FC, Olympiakos Pireus, Olympique Marsylia, Borussia Dortmund

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Interesująca oferta Realu za Salaha

    Real Madryt nie ustaje w dążeniach po Mohameda Salaha i przygotował nową ofertę za zawodnika Liverpoolu. Oba kluby spotkały się w maju w finale Ligi Mistrzów, gdzie górą byli "Królewscy".

    czytaj więcej
  • Oficjalnie: Kolejne sankcje od UEFA!

    W związku ze spotkaniem Komisji Kontroli, Etyki i Dyscypliny UEFA, które odbyło się 31 maja, zapadły decyzje odnośnie ukarania klubów oraz piłkarzy.

    czytaj więcej
  • Shaqiri blisko Liverpoolu

    27-latek może ponownie bronić barw europejskiego giganta. Według ostatnich informacji, blisko zakontraktowania Szwajcara są włodarze „The Reds”.

    czytaj więcej
  • Oficjalnie: Zapadły decyzje w sprawie kar od UEFA!

    Komisja Kontroli, Etyki i Dyscypliny UEFA (CEDB) postanowiła m.in. zawiesić Josepa Guardiolę.

    czytaj więcej
  • Jedenastka Ligi Mistrzów 17/18

    Kolejny sezon Champions League dobiegł końca. Bez wątpienia rozgrywki te po raz kolejny nas zaskoczyły. Mieliśmy wiele niespodziewanych wzlotów i upadków, wielkich zwycięstw i spektakularnych porażek. Te wszystkie czynniki rzecz jasna miały wpływ na nasze skromne zestawienie najlepszych piłkarzy tej edycji Ligi Mistrzów.

    czytaj więcej

Komentarze (2)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze