Lewandowski – wzmocnienie Bayernu czy osłabienie Borussii?

Autor: Tomasz Delimat | 04.01.2014 19:35 | komentarzy: 37 | kategoria: Felieton |

Stało się. To, o czym wszyscy wiedzieli już od dawna, wreszcie można powiedzieć bez znaku zapytania – wcześniej koniecznego, bo przecież „wszystko się może zdarzyć”. Robert Lewandowski jest już oficjalnie piłkarzem Bayernu Monachium. Do nowego zespołu dołączy po zakończeniu sezonu.

O możliwości dokonania tego transferu wszyscy słyszeliśmy już tyle, że naprawdę nie ma sensu powielanie w tym artykule rzeczy oczywistych. Że Lewandowski strzelił cztery gole Realowi Madryt, że był na szerokiej liście nominowanych do Złotej Piłki, że jest powszechnie uważany za najlepszego napastnika w Bundeslidze. Że w reprezentacji nie prezentuje formy takiej, jak w klubie. Że o transferze do Bayernu jego menedżer, Cezary Kucharski, poinformował już pół roku temu, a wtedy do transakcji ostatecznie nie doszło. W tym miejscu warto zostawić z boku całą otoczkę, której wszyscy już mamy dość, a skupić się na tym, jak może wyglądać pobyt Lewandowskiego w Monachium. Czyli zadać sobie fundamentalne pytanie: czy Robert jest potrzebny Bayernowi jako wzmocnienie składu, czy bardziej jako osłabienie Borussii?

 

Z jednej strony polski napastnik lepiej wybrać nie mógł. Bayern jest w tej chwili najlepszym klubem świata – w zeszłym sezonie sięgnął po potrójną koronę, z Ligą Mistrzów na czele, a w tym rywali w Bundeslidze miażdży do tego stopnia, że może zapewnić sobie mistrzostwo kraju najszybciej w historii rozgrywek. Lewandowski jest w Niemczech znany i doceniany (być może nawet przeceniany?), Bayernowi już strzelał (hat-trick w finale Pucharu Niemiec, trafienie praktycznie zapewniające Borussii mistrzostwo w 2012 roku). Choć zostanie sprowadzony za darmo, nie będzie można trzymać go na ławie jak Claudio Pizarro. Na pewno będzie regularnie dostawał szanse na grę i na pewno czasem zdobędzie gola.

 

Pytanie tylko, czy będzie w stanie stać się w Bayernie postacią pierwszoplanową, taką jak w Borussii? Tutaj można mieć już wiele wątpliwości. By uświadomić sobie pierwszą z nich, warto przeanalizować grę Mario Mandzukicia, napastnika o bardzo podobnej do Lewandowskiego charakterystyce i zbliżonej do niego klasie. Czy którakolwiek z osób czytających ten artykuł wymieniłaby go wśród pięciu czy dziesięciu najlepszych napastników świata? Czy zapytani o największe gwiazdy Bayernu nie zaczęlibyście od Ribery'ego, Robbena, Neuera, Lahma, Schweinsteigera, Götze, Thiago, Dantego czy Müllera, a Mandzukić znalazłby się dopiero gdzieś dalej? Te nazwiska można mnożyć, tymczasem to właśnie Chorwat jest w tym sezonie najlepszym strzelcem Bawarczyków – w 16 meczach Bundesligi zdobył 10 bramek. Jest jednak traktowany tylko jako człowiek od wykańczania tego, co stworzy mu genialna linia pomocy.

 

Jeśli oczywiście gra, bo coraz częściej zdarza się, że klasycznego napastnika w Bayernie po prostu nie ma. Josep Guardiola, były piłkarz i trener Barcelony, przemyca do Niemiec coraz więcej elementów katalońskiej filozofii futbolu, a jednym z tych elementów jest właśnie gra bez „dziewiątki”. Rolę fałszywego snajpera nieraz pełnią ostatnio Mario Götze czy Thomas Müller i są oni uznawani za graczy znacznie bardziej kreatywnych i pożytecznych, niż Mandzukić. Zakładając więc nawet, że Chorwat po sezonie odejdzie – nie będzie miał zasadniczo innego wyjścia – Lewandowski na pewno nie będzie grał w każdym meczu w pierwszym składzie. Gdy jest się na boisku rzadziej, ma się mniej szans, gdy ma się mniej szans, strzela się mniej goli, a gdy strzela się mniej goli, w miejsce luzu pojawia się presja.

 

Sprowadzenie Roberta Lewandowskiego z punktu widzenia taktycznego jest genialnym posunięciem Bayernu. Bawarczycy, najlepiej chyba prosperujący klub na świecie, ściągną za darmo znanego napastnika i wymierzą Borussii kolejnego prztyczka w nos. Raz wyciągnęli już z Dortmundu Mario Götze, czyli zawodnika, który dla fanów klubu z Zagłębia Ruhry był czymś na kształt maskotki. Teraz po raz kolejny osłabią największego ostatnimi czasy rywala, w dodatku nie zostawiając mu za czołowego strzelca ani grosza. Napastnika tego pokroju Borussia raczej nie sprowadzi. Bayern tymczasem nie ryzykuje niczym – nawet jeśli Lewandowski totalnie się nie sprawdzi, będzie go można za całkiem niezłe pieniądze odsprzedać.

 

Podsumowując – Bayern wykazał się pokerową zagrywką, a Borussia sprawę przegrała, wręcz została upokorzona. Lewandowski nie zostanie może wśród fanów z Dortmundu wrogiem numer jeden, ale kibice ci będą mocno ściskać kciuki, by jego transfer okazał się totalnym niewypałem. Przed Polakiem natomiast arcytrudne zadanie. W Borussii, gdzie jego konkurentem do miejsca w ataku był wystrugany z drewna Julian Schieber, nie było ciężko stać się kluczowym piłkarzem. Tak naprawdę dopiero w Monachium przekonamy się, czy Robert Lewandowski to jeden z najlepszych napastników świata, czy ślepa kura, której w Dortmundzie trafiło się ziarno.

Czytaj więcej o: Bayern Monachium, Niemcy, Transfery, Borussia Dortmund, Robert Lewandowski

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (37)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze