Komentować też trzeba umieć

Autor: Patryk Prokulski | 13.02.2014 12:00 | komentarzy: 36 | kategoria: Felieton |

Wtorkowy mecz Atletico z Realem był przykrym przeżyciem dla socios „Rojiblancos”. Ale nie tylko dla nich. Katorgę przeżywać mógł każdy, kto El derbi madrileño oglądał w TVP. Publiczny nadawca na ten wieczór przygotował dla kilkuset tysięcy widzów tortury w postaci komentarza Macieja Iwańskiego i Marcina Żewłakowa.

Właściwie to starszy (a może młodszy? Kogo to obchodzi, różnica wynosi kilka minut) z braci bliźniaków zaprezentował nam po prostu to, do czego przyzwyczaiła nas większość „ekspertów” towarzyszących komentatorowi, którzy wcześniej sami biegali po boisku. Są wśród byłych piłkarzy tacy, którzy faktycznie potrafią widza zainteresować swoją wiedzą i anegdotami z boiska. Jednakże przypadki takie jak Grzegorz Mielcarski są wyjątkami. Zdecydowana większość zalewa nasze uszy pustymi zdaniami, które niczego nie wnoszą, a i same w sobie niewiele znaczą. „Gracze Diego Simeone na pewno będą dążyć do tego, żeby ten mecz wskoczył na właściwe tory, bo tylko to pozwoli im mieć nadzieję na korzystny wynik” – tą złotą myślą Żewłakow na samym początku meczu przedstawił telewidzom cały plan taktyczny, jaki „Cholo” nakreślił przed swoimi zawodnikami w szatni. Pustosłowie godne polityków. Takich sloganów przez 90 minut padło dużo więcej, ale ten cytat wręcz zmusił mnie do zapisania go niczym złotej myśli Paulo Coelho. Słowa o tym, że „taka drużyna, jak Real Madryt wykorzystuje najmniejszy błąd” są oczywiście prawdą, ale powiedziane cztery razy w ciągu tego samego meczu nie brzmią dobrze.

O ile jednak brak niczego ciekawego do powiedzenia przez Żewłakowa można wytłumaczyć tym, że skoro sportowcom zwykle trudno w wywiadach sklecić dwa zdania nie będące banałem (nie generalizuję oczywiście i nie twierdzę, że nie ma wśród nich grzeszących elokwencją), to okrucieństwem byłoby wymaganie od nich mówienia ciekawych rzeczy przez półtorej godziny. Nie ma za to usprawiedliwienia dla niektórych wybryków Macieja Iwańskiego. Facet jest dziennikarzem największego nadawcy telewizyjnego w kraju nad Wisłą, a we wtorek nieraz błysnął brakiem podstawowej wiedzy na temat hiszpańskiej piłki.

Jeśli bowiem w trakcie meczu mówisz, że „pamiętasz JEDEN Z PIERWSZYCH meczów Luki Modricia, przeciwko Manchesterowi United na Old Trafford”, to lepiej nie mów nic, żeby nie ośmieszać się, albo zawieś mikrofon na kołku. Nie muszę chyba czytelnikom tego tekstu przypominać, że Chorwat przyszedł na Santiago Bernabeu w sierpniu 2012 roku, a mecz na Old Trafford odbył się 5 marca roku 2013. Do tego czasu zdążył rozegrać w barwach „Los Blancos” ponad 20 spotkań. Spotkanie z MU było jednym z pierwszych dla Modricia? Jestem skłonny uwierzyć, że jednym z pierwszych, które Pan Iwański obejrzał.

Pomniejszych błędów było kilka, ale to norma u większości komentatorów, dlatego nie można nikogo za nie linczować. Natomiast pomylenie Jese z Nacho to już małe faux paux. „Chwila! Zaraz!”,  krzykniecie. „Przecież każdemu zdarza się pomylić biegnących na boisku piłkarzy”. Święta prawda. Jednak jeśli mówimy o ROZGRZEWAJĄCYM SIĘ graczu, którego wyraźne ZBLIŻENIE pokazuje operator, skłonny jestem uwierzyć, że to zwyczajna nieznajomość kadry Realu, a nie przejęzyczenie.

Zapytacie zapewne, po co tak roztrząsam ten jeden przypadek, czy nie jestem przewrażliwiony. Otóż jest to jeden bardzo jaskrawy przykład tego, co zaobserwowałem już dawno – komentatorzy TVP tak rzadko mają okazję komentować mecze futbolu na tej antenie, że po prostu znają ten sport jedynie z meczów Ekstraklasy, reprezentacji i Ligi Mistrzów, mając niewielkie, jeśli żadne pojęcie o tym, co dzieje się w ligach europejskich. I o ile można ten brak wiedzy ukryć solidnym przygotowaniem merytorycznym przez dni poprzedzające mecz, o tyle nieco przesadnie, ale dobrze określił to mój kolega – ich przygotowanie do komentowania ogranicza się chyba do otworzenia „Przeglądu Sportowego” w dniu spotkania. Nie mogę tego powiedzieć o należącym do ekipy TVP i zawsze świetnie przygotowanym Jacku Laskowskim… tyle, że on przyszedł na Woronicza z Canal+, gdzie komentowanie piłki nożnej to chleb powszedni.

Jaki jest więc sens pokazywania meczów w TVP? Oczywiście, że jest. Ale dziennikarze tam pracujący nie powinni wychodzić z założeniem, że spotkania tam oglądają tylko „Janusze”, którzy nie wychwycą ich nieprzygotowania.

PS. Przesadzam? Może. Ale jako student dziennikarstwa, mam prawo do pewnego zboczenia (może kiedyś) zawodowego.

 

Czytaj więcej o: TVP

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (36)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze